III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Nie pałką go, to kijem

W poprzedniej części zająłem się krytyką struktury, strategii, instytucji, prawodawstwa, ekonomii i administracji niuni europejskiej.  Mamy za sobą ów szczęsny dzień, kiedy Wielka Brytania zdołała wyrwać się z eurokołchozu.  Czy wszakże, odurzony sukcesem zdrowego rozsądku, nie lekceważę głębi sowieckiej penetracji w świeżo uwolnionym Zjednoczonym Królestwie?  Czyżbym nie dostrzegał przemian zachodzących w brytyjskim społeczeństwie i w strukturach państwowych?  Przemian, które określić można tylko strasznym mianem – dobrowolnej sowietyzacji.  Jeżeli czytelnik ma takie wrażenie, to nie może być bardziej odległy od prawdy: nie lekceważę i dostrzegam.  Referendum i odejście od niuni zdają mi się raczej służyć jako listek figowy, przesłaniający powagę problemu.  Odszedłszy bowiem ze struktur eurozwiązku, za co wznosić należy modły dziękczynne, rząd brytyjski zastąpił brukselskie superpaństwo swoim własnym, westminsterskim Lewiatanem.  Dyktaty brukselskie zamieniono na dekrety rządu, zamiast szczegółowych europejskich dyrektyw mamy rozporządzenia z Whitehall, np. czy wolno obejmować osoby trzecie (wraz z pomocnymi instrukcjami, w jaki dokładnie sposób należy to czynić), albo czy wolno mieć stosunki seksualne z osobą nie zamieszkującą pod tym samym dachem (odpowiedź w pewnym momencie w roku 2020 brzmiała: owszem wolno, ale tylko w ogrodzie i w ciągu dnia; wyjątek stanowić mogło wyłącznie uprawianie nierządu, ponieważ prostytutki zachowały prawo wejścia pod cudzy dach w celach zarobkowych).

Londyn wtrąca się w każdy przejaw życia Brytyjczyków równie skutecznie, jak to czyniła do niedawna Bruksela.  Na każdy lot prywatnym odrzutowcem Ursuli von der Leyen, Boris Johnson odpowiada tym samym, i oboje potrafią pouczać nas na temat zgubnego wpływu emisji na klimat z taką samą hipokryzją.  Co gorsza, brytyjskie społeczeństwo nie występuje w obronie swej osobistej wolności, nie buntuje się przeciw drakońskim ukazom, a wręcz przeciwnie, głośno domaga się coraz to nowych ograniczeń i obostrzeń, byle tylko rząd płacił i nie podnosił podatków.  Jest to angielska, sanitarno-ekologiczna wersja prlowskiego „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”.

O penetracji brytyjskich elit władzy, a nawet struktur państwowych, przez sowieciarnię pisałem już w części XVII.  Pozwolę sobie jednak przytoczyć inny, równie znamienny przykład.  Jewgienij Lebiediew, czyli formalnie, Baron Lebedev, of Hampton in the London Borough of Richmond upon Thames and of Siberia in the Russian Federation, zasiada w Izbie Lordów i jest również współwłaścicielem mało znaczących gazet Evening Standard i Independent.  Dzięki pieniądzom swego ojca, może nie tylko kolekcjonować podupadające pisma, ale także dzieła sztuki, średniowieczne zamki, arystokratyczne pałace i ważnych przyjaciół.  Do przyjaciół zalicza takich gigantów intelektu jak Mick Jagger i Elton John, oraz mniej znaną parę – Borisa i Carrie Johnson (ta ostatnia ma wielki wpływ na politykę rządu).  Mimo tak rozległych znajomości, brytyjskie służby kontrwywiadowcze miały rzekomo zakwestionować jego nominację do Izby Lordów na gruncie zagrożenia bezpieczeństwa państwowego.  Kim więc jest Jewgienij Lebiediew?  Skąd wzięła się jego niebosiężna pozycja społeczna w Londynie?  Wedle wszelkich raportów, Żenia jest nieciekawym, nieśmiałym i pozbawionym jakichkolwiek poglądów miliarderem.  Czemu zawdzięcza swój wzlot?  Wyłącznie swemu ojcu.

Aleksander Lebiediew nie jest ani nieśmiały, ani nudny.  Urodzony wśród przywilejów sowieckiej nomenklatury – ojciec sportowiec a potem akademik, matka nauczycielka angielskiego – młody Aliosza studiował w elitarnym moskiewskim instytucie stosunków międzynarodowych, skąd poszedł przetartą drogą prosto do pierwszego dyrektoriatu kgb, tj. do służby wywiadowczej.  Pracował jako „dyplomata” w ambasadzie sowieckiej w Londynie, gdzie mały Żenia mógł uczęszczać do prywatnych szkół.  Starszy Lebiediew „odszedł ze służby” w roku 1992 i założył własny bank, jak to było w zwyczaju kagiebistów w owych czasach, o czym była już mowa w niniejszym cyklu.  Po kilku latach zakupił Narodowy Bank Rezerw, który prędko urósł do rozmiarów jednego z największych banków w Rosji.  Był właścicielem ogromnych udziałów w Aerofłocie, Gazpromie, Sberbanku i Iliuszynie.  W roku 2008 miał być wart ponad 3 miliardy dolarów.  Jak widzieliśmy w poprzednich częściach, kagiebowskie fortuny ucierpiały w kryzysie finansowym i nie inaczej było z bogactwami Lebiediewa (ponoć jest teraz wart tylko miliard dolarów, biedaczyna, więc nie wiem, jak sobie daje radę).  Od tego czasu jednak, datuje się jego przemiana w orędownika demokracji i promowanie syna-nudziarza na machera londyńskiej sceny towarzyskiej.  Lebiediew-ojciec utrzymywał, bez śladu jakichkolwiek dowodów, że próbowano go otruć; występował w obronie Litwinienki i krytykował korupcję rządzącej elity.  Chwalono go jako „ludzką twarz rosyjskiego kapitalizmu”, człowieka wykształconego i wyrafinowanego, oczytanego i światowego, wielbiciela Czechowa i Bułhakowa.

Cynikiem będąc, jestem w stanie uwierzyć, że agent kgb jest inteligentny i kulturalny; trudniej mi przyjąć, że jest „byłym agentem kgb”, bo ta kategoria agentów cierpi na wysoką śmiertelność.  Synalek kagiebisty, baron Jewgienij Lebiediew, Lord Hampton i Syberii, musiał wystąpić do samego Putina z prośbą o pozwolenie na użycie takiego tytułu.  I łaskawie mu zezwolono.  Jego nominacja do Izby Lordów nastąpiła krótko po opublikowaniu interesującego raportu na temat infiltracji Wielkiej Brytanii przez sowieckie służby, tzw. Russia Report. [1]  Autorzy raportu, członkowie Komisji Parlamentarnej ds. Wywiadu i Bezpieczeństwa, mówili bez ogródek o aktywnej akcji antybrytyjskiej ze strony Moskwy.  Zagrożenie ze strony Rosji jest, ich zdaniem, „zasadniczo nihilistyczne”, tj. cokolwiek osłabia Zachód w oczach Kremla, jest dla nich dobre i pożądane.  Zidentyfikowano trzy aspekty zagrożenia: przede wszystkim, agresja cybernetyczna; po drugie, dezinformacja i agentura wpływu; i wreszcie na trzecim miejscu, rosyjska diaspora w Londynie.  Służby brytyjskie skoncentrowane są na przeciwdziałaniu wpływom swych sowieckich odpowiedników i nikt nie czuwa nad całością.  Tymczasem działania sowieckie charakteryzują się bardziej holistycznym podejściem i płynnym przechodzeniem od jednego typu operacji do innego.  Ataki cybernetyczne – zarówno otwarcie sponsorowane przez państwo, jak i działania grup zorganizowanej przestępczości, które mogą być inspirowane lub tylko tolerowane przez urzędy państwowe – uzupełniane są giętko przez propagandę i ożywiane przez sieć subtelnych wpływów osobistych zwłaszcza ze strony indywiduów mieszkających na stałe w Londynie.  Raport wskazuje, że ogromna rzesza angielskich prawników, księgowych i handlarzy nieruchomościami (można by do tej listy dodać jeszcze pracowników londyńskiej City, cały przemysł ochroniarzy i zwykłych stręczycieli), została przemieniona, świadomie czy nieświadomie, w „de facto agentów rosyjskich”.

Raport ubolewa nad ilością członków Izby Lordów, którzy mają podejrzane konszachty z sowieciarzami.  Jewgienij Lebiediew został mianowany baronem dopiero po opublikowaniu raportu…  Autorzy są zdania, że Ich Lordowskie Moście są dlaczegoś bardziej podatni na wpływy ze strony „agentów Rosji” niż zwykli śmiertelnicy.

Lektura raportu brytyjskich parlamentarzystów jest pouczająca.  Opis zagrożenia wydaje się bowiem miejscami bardzo trafny, ale uderza w nim trudna do pojęcia bezsilność wobec groźby sowieckiej.  Być może poczucie bezradności wynika z przekonania, że komunizmu już nie ma, a „zasadniczo nihilistyczne” zagrożenie rosyjskie jest mniej niebezpieczne.  Niektórzy do dziś nazywają to, co się stało przed laty w sowietach – „upadkiem komunizmu”.  Ale nawet zanim doszło do pożałowania godnych wypadków przełomu lat 80. i 90., do „największej geopolitycznej katastrofy XX wieku”, jak to określił Putin, nikt i tak nie nazywał sowietów po imieniu, upierając się, że to „nic, tylko Rosja”.

Nie karabinem go, to kijem od miotły

Zanim przejdę do ostatniego wielkiego tematu tego cyklu, do infiltracji Ameryki, pozostańmy jeszcze przez chwilę w Europie.  Stosunek ludności kontynentu do brukselskiej federacji europejskiej – nie oszukujmy się, to jest federacja, centralnie zarządzana, ponad-państwowa organizacja, mimo ciągłego zarzekania się, że jest przeciwnie – jest zabawny.  Wedle niektórych badań opinii publicznej, prawie połowa ludności niuni jest sceptycznie nastawiona do Brukseli i przeciwna europejskiej integracji.  Są niechętni zarówno samemu procesowi narzucania norm, jak i treści narzucanych norm, są wrodzy bezdusznej biurokracji i ciągłemu wścibianiu nosa w nie swoje sprawy.  Najbardziej eurosceptycznym krajem jest Francja, a najbardziej filo-europejskim ma być prl nr 2.  Jednak w przeciwieństwie do Zjednoczonego Królestwa, większość społeczeństw europejskich otrzymuje ogromne dotacje z Brukseli, można więc ich opinie spokojnie ignorować, ponieważ nikt nigdy nie liczy się ze zdaniem przekupionych łapówkami.  Rzecz jasna, przekonania elektoratu demokratycznych państw, składających się na niunię europejską, nie mają żadnego znaczenia dla kogokolwiek usadowionego wygodnie na ciepłej posadce w Brukseli lub Strasburgu.

Jeżeli Wielka Brytania ma być przykładem czegokolwiek, to z pewnością dowodzi, że lepiej stać poza niunią, niż pozostać wewnątrz jej struktur, niezależnie od mściwie pamiętliwego stanowiska zajętego przez wielu Europejczyków wobec „perfidnego Albionu”, który ośmielił się opuścić szeregi.  Niestety, Brytyjczycy wyrwali się z brukselskiego kotła, by wpaść wprost w ogień własnych nakazów usprawiedliwionych rzekomo zarazą.  Reszta Europy, a zwłaszcza jej część centralna i wschodnia, pozostaje i tak w orbicie sowietów, więc ma niewielkie szanse na wyrwanie się z kołchozu.  Pewien polityk belgijski miał rację, gdy określił niunię jako „gospodarczego olbrzyma, politycznego karła i militarnego robaka”.  Ursula von der Leyen, nawet gdyby zdołała wyposażyć wszystkie armie europejskie w kije zamiast karabinów, jak to próbowała uczynić z Bundeswehrą, to i tak nie zamachnie się nawet miotłą w obronie integralności terytorialnej lub kulturowej Europy.  Woli pouczać wszystkich wokół na temat globalnego ocipienia.

Lord Palmerston wypowiedział niegdyś zasadę, która stosuje się do każdego kraju, nie tylko na kontynencie europejskim, i do każdego państwa, nie tylko położonego w wyniosłej izolacji na wyspach u brzegu tegoż kontynentu.

Nie mamy wiecznych sprzymierzeńców, ani permanentnych wrogów.  Nasze interesy są wieczne i niezmienne, i naszym obowiązkiem jest trzymanie się tego, co dla nas korzystne.

Dlaczego zatem jestem zwolennikiem odejścia Wielkiej Brytanii z niuni, skoro jest to aż tak wyraźnie na rękę Putinowi?  Dlatego że leży to w dobrze rozumianym interesie tego kraju.  Podobnie jak w interesie każdego kraju w Europie byłoby rozbicie w puch niedorzecznej protobolszewickiej jaczejki brukselskiej, odrzucenie dalszej integracji i zastąpienie jej współpracą w celu bronienia się przed agresją z Moskwy.  Agresja ta ma trzy aspekty, analogicznie do sytuacji w Wielkiej Brytanii.  Są to: uniformizacja płynąca z Brukseli, dobrowolna sowietyzacja własnych społeczeństw, domagających się pod osłoną zarazy coraz to większego udziału państwa w życiu obywateli oraz dopiero na trzecim miejscu, bezpośrednia ingerencja sowieciarzy w wewnętrzne sprawy państw europejskich.  Brytyjczycy uwolnili się tylko od tego pierwszego niebezpieczeństwa.  Reszta Europy jest pod sowieckim walcem we wszystkich trzech postaciach i pod każdym innym względem.

Spójrzmy krótko na sytuację w Niemczech.  Potężne do niedawna państwo stoi u progu marazmu po wieloletnich rządach Angeli Merkel, którą, z niewiadomych mi przyczyn, tzw. prawica uważa nadal za wybitnego polityka.  Kilkadziesiąt lat temu CDU była partią jednoznacznie antykomunistyczną, partią prawa i porządku, chrześcijańskich wartości, wolnego rynku, niskich podatków, monetarnej ortodoksji, poparcia dla obecności amerykańskich sił zbrojnych w Europie i poparcia dla Nato.  CDU przemieniała się powoli, wraz z całą europejską chadecją i partiami konserwatywnymi, porzucając w pierwszym rzędzie antykomunizm.  Ale dopiero młoda kobieta z enerdowa, przystąpiwszy do tej chrześcijańskiej partii, zdołała podważyć, a następnie obrócić w niwecz każdą z zasad chadecji.  Bundeswehra jest uzbrojona w kije od mioteł, dzięki wysiłkom protegowanej Merkel, von der Leyen; małżeństwo przemieniło się niepostrzeżenie w kontrakt między osobami dowolnej płci i nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim sakramentem; wolny rynek zastąpiono niuniowym protekcjonizmem; nielegalni emigranci są oficjalnie witani; a zamknięcie elektrowni nuklearnych uczyniło Niemcy całkowicie zależnymi od dostaw gazu z sowietów.  Niemiecka infrastruktura jest w opłakanym stanie, co czyni Niemcy mało atrakcyjnym miejscem dla inwestycji z zewnątrz.  Naciski z Brukseli, Paryża i Rzymu, rozluźniły politykę monetarną Bundesbanku.  Angela Merkel rozbiła partię Adenauera i Kohla, doprowadziła Niemcy do stagnacji, osłabiła Europę i zdeprecjonowała sojusz atlantycki.  Agent Merkel melduje wykonanie planu?

Niestety każdy kraj europejski ma swoją Merkel.  Jawny komunista, Jeremy Corbyn, potrzebował zaledwie 2227 więcej głosów w wyborach parlamentarnych w roku 2017, by to jemu powierzono misję sformowania rządu w Westminsterze. [2] Melanchon jest jego odpowiednikiem we Francji, a Die Linke w Niemczech.  Najgorszą wszakże krecią robotę na rzecz sowieciarzy wykonuje prawica, a ściślej, partie mieniące się prawicą, na wzór Merkel.  Do tej grupy należy zaliczyć prlowską partię u władzy, ale także, ku memu nieskrywanemu rozczarowaniu, Torysów Borisa Johnsona.

Sowieciarze świadomi są słabości Europy.  Wiedzą doskonale, że za gospodarczą potęgą nie stoi żadna siła, że nie ma ani śladu politycznej woli, że istnieje tylko samo-utrwalająca się biurokracja.  Skostniała klasa biurokratów, którzy powoli podgryzają fundamenty europejskiego sukcesu gospodarczego.  Max Weber twierdził, że jedynym kuzynem kapitalizmu jest biurokracja, a nie demokracja.  Coś w tym jest, ale mnie osobiście bardziej ciekawią powinowactwa z wyboru niż podejrzanej konduity pobratymstwo.  Kapitalizm pozostawiony sam sobie, zmierza nieuchronnie do socjalizmu, do zniszczenia konkurencji, do monopolu, a więc do zaprzeczenia samemu sobie.  Czy będzie to czynił poprzez wytworzenie biurokracji, czy na przykład, przez sojusz wielkich korporacji z socjalistami i państwem opiekuńczym, jest mi prawdę mówiąc, obojętne.  Odrzućmy lepiej te rzekomo naturalne koligacje, a trzymajmy się świadomie tego, co jest wartościowe.  Kapitalizm, który poprzez ustanowione instytucje – rzadko tylko są to instytucje demokratyczne – broni wolnej konkurencji, broni w pierwszym rzędzie warunków, w jakich powstał.  Jest to więc forma utylitarnej samoobrony, ale broniąc swej istoty, staje w ten sposób w obronie pewnego aspektu wolności.  Kiedy więc brukselska biurokracja podważa warunki wolnego rozwoju gospodarczego, wyrzygując na Europę nieprzerwany strumień dyrektyw i zarządzeń, to znowu – działa wyłącznie w interesie Kremla, redukując ostatni bastion europejskiej mocy do poletka konsumpcji chrlowskich bubli.

Antyfaszyści wszystkich Stanów, łączcie się!

Te same trzy, szeroko pojęte, strefy zmian, które zanotowaliśmy w Wielkiej Brytanii i w Europie, zauważyć można w Stanach Zjednoczonych, tylko ich skala jest bez porównania większa, poziom organizacji jest o wiele wyższy i cele działań wyraźniej określone.  Odpowiednikiem Brukseli jest w Stanach rząd federalny w Waszyngtonie.  Jego zasięg zwiększa się bezustannie, nawet za czasów anty-etatystycznej administracji Reagana.  Inaczej niż w Europie, obok biernej akceptacji sowietyzacji społeczeństwa, w Ameryce mamy także do czynienia z aktywną działalnością rewolucyjną.  Dla zademonstrowania tej tezy posłużę się przykładem jednego miasta – Portland, w stanie Oregon, na północno-zachodnim wybrzeżu Pacyfiku.

W ciągu ubiegłej dekady narastały tam napięcia między lokalnym rządem, oczywiście lewackim, i policją.  Administracja zapraszała bezdomnych, by przybywali do prosperującego miasta, a w centrum rozstawiano stoły z jedzeniem dla włóczęgów.  Oregon wprowadził liberalne prawa regulujące użycie narkotyków: ich zażywanie nie jest wprawdzie zalegalizowane, ale de facto policja nie ma prawa ścigać użytkowników i w praktyce nie ściga handlarzy.  Demonstracje lewicowej grupy o nazwie antifa – od anti fascist – odbywały się w mieście regularnie.  Gdy w maju 2020 roku (po zabójstwie George’a Floyda) wybuchły zamieszki w całej Ameryce, policja w Portland miała związane ręce i nie mogła aresztować protestujących, nawet gdy ich protesty przemieniały się w rozruchy i gwałty.  Kiedy motłoch skierował swą wściekłość na federalny budynek, m.in. siedzibę sądu, i policja odmówiła pomocy – wypisywanie haseł na murach, skandowanie fuck the USA, rozpalanie ognia przy wejściach i bicie osobników podejrzanych o niesprzyjanie demonstrantom, [3] składa się na pokojową manifestację – administracja Trumpa posłała US Marshalls dla obrony budynku.  To z kolei sprowokowało oblężenie budynku federalnego przez 5 tysięcy radykalnych „aktywistów”.  Oblężenie trwało przez wiele tygodni, a akcja Trumpa w obronie budynku uznana została za nielegalną (nawiasem, choć trudno nie widzieć słuszności w postępowaniu agentów federalnych, ich akcja była z pewnością przykładem ingerowania Waszyngtonu w lokalne sprawy).  W międzyczasie Portland płonęło. [4] Taktyka aktywistów polega na tym, by przy pomocy coraz bardziej radykalnych aktów sprowokować reakcję policji i służb bezpieczeństwa, a następnie sfilmować „brutalność” policjantów i oskarżyć ich o dręczenie pokojowych demonstrantów.

Policjanci zaczęli obawiać się o własne bezpieczeństwo, odkąd ich domowe adresy podawane były w mediach.  W rezultacie wielu odeszło z pracy i wyniosło się z Oregonu.  Dalsze konsekwencje są równie przykre co przewidywalne: w pierwszych 10 miesiącach 2021 roku w mieście miało miejsce 1100 wypadków użycia broni palnej i 80 morderstw (dla porównania, w 2016 było ich 16).  Sklepy i restauracje, po miesiącach plądrowania i orgii podpaleń, stoją puste i zabite deskami.  Kwitnące i dostatnie miasto nad Pacyfikiem przemienione zostało w ziemię jałową.

Zamieszki w wielu miastach Ameryki – Portland jest tu tylko przykładem, choć skrajnym – spotkały się generalnie ze zrozumieniem ze strony mediów.  New York Times i Washington Post, CNN i inne stacje telewizyjne, nie potępiały rozruchów, podkreślały „słuszny gniew ludu” wyrażony w biciu, paleniu, niszczeniu i gwałcie.  Kiedy jednak poplecznicy Trumpa ruszyli na Wzgórze Kapitolińskie, to był „zamach na demokrację”.  A gdy sąd przysięgłych uniewinnił Kyle’a Rittenhouse’a od zarzutu zabójstwa, ponieważ strzelał do ścigających go ludzi w obronie własnej, to werdykt nazwany został parodią wymiaru sprawiedliwości.  Kyle nie jest członkiem antifa.

Przesunięcie na lewo amerykańskich mediów, odzwierciedla trend zauważalny na całym świecie.  Ale nie wszędzie mamy do czynienia z tak samo radykalnym ruchem rewolucyjnym o anarchistycznym obliczu.  Niektórzy (rzecz jasna, bardzo nieliczni) komentatorzy nazywają członków ruchu antifa „faszystami”.  Bicie oponentów, zamykanie ust krytykom, nietolerancja dla odmiennej opinii, wszystko to wskazywać ma na faszystowskie tendencje antyfaszystów.  Jest to całkowite nieporozumienie i rezygnacja ze zdrowego rozsądku.

Antifa to organizacja bolszewicka, a nie faszystowska.  Samo użycie określenia „faszyzm” jest już intelektualną aberracją.  Termin został wykuty przez propagandę Stalina na przełomie lat 20. i 30. jako połajanka dla każdego, kogo wożd zechciał tą etykietką obdarzyć.  Po wojnie, lewicowcy zaczęli używać określenia „czerwony faszyzm”, by przyrównać stalinowską dyktaturę do „absolutnego zła” hitleryzmu.  Józef Mackiewicz nazywał to „czapkowaniem przed demagogią”.  Każdy przejaw zamordyzmu jest zaledwie echem tego, co czynili bolszewicy jako pierwsi.  Gwałty i tłumienie wolnej myśli, ograniczanie wszelkich swobód i tłamszenie wolności słowa, terror psychiczny i fizyczny – w każdym aspekcie totalitaryzmu komuniści pobili konkurencję.  W każdym przejawie swej działalności, aktywiści spod znaku antifa zmierzają konsekwentnie do rozkładu spójni społecznej.  Nazywają Amerykę imperialistycznym, rasistowskim, ludobójczym krajem niesprawiedliwości społecznej, krajem faszystowskim.  Jakkolwiek moglibyśmy mieć ochotę zgodzić się z niektórymi elementami tej diagnozy, to Stany Zjednoczone z pewnością nie są ostoją faszyzmu.  Jednak antifa podnosi temperaturę debaty do stanu histerii; do stanu, w którym nie może już być dyskusji, i pozostaje fizyczny gwałt wobec tych nielicznych, którzy jeszcze mają odwagę otwarcie protestować.

Włoski faszyzm i hitlerowski nazizm były socjalistycznymi ideologiami lewicy.  Stalinowi wygodnie było odwrócić wektory i przezwać ich „prawicą”, ale w istocie były to zaledwie ideologie współzawodniczące z bolszewizmem; rywale, a nie wrogowie.  Tak to w życiu bywa, że największe konflikty rozgrywają się między rywalami, a nie wrogami.  Ale to nie usprawiedliwia nas, ludzi z ludzką twarzą i zdrowym rozsądkiem, że poddajemy się dyktatowi bolszewickiej terminologii.

Antifa to czysta bolszewia w fazie destrukcji.  I jako taka, jest największym wewnętrznym zagrożeniem dla Ameryki.  Czy sowieci infiltrują najwyższe eszelony władzy w Ameryce?  Będę o tym pisał.  Ale antifa jest wrogiem niezależnie od tego, czy jest manipulowana z sowietów, czy jest autentycznym ruchem oddolnym.

________

  1. Prawie cały Raport można znaleźć tu: https://isc.independent.gov.uk/wp-content/uploads/2021/03/CCS207_CCS0221966010-001_Russia-Report-v02-Web_Accessible.pdf (prawie cały, ponieważ niektóre jego części pozostały tajne), a oficjalne streszczenie można przeczytać tutaj: https://isc.independent.gov.uk/wp-content/uploads/2021/01/20200721_Russia_Press_Notice.pdf
  2. https://www.independent.co.uk/news/uk/politics/corbyn-election-results-votes-away-prime-minister-theresa-may-hung-parliament-a7782581.html
  3. https://twitter.com/Jimryan015/status/1145067852375851008 Ten film pokazuje atak pokojowych demonstrantów na dziennikarza, który był znany z krytyki ruchu antifa, na długo przed zamieszkami z roku 2020. Hulanki i rozruchy trwały w Portland od lat.
  4. https://www.portlandoregon.gov/police/81118 – listy zamieszek w Portland, podane przez miejscowy departament policji.


Prześlij znajomemu

2 Komentarz(e/y) do “Niektórzy nazywają to „upadkiem komunizmu”. Część XIX”

  1. 1 Andrzej

    Drogi Panie Michale,

    Brytyjczycy są sowietyzowani. To fakt. Dodajmy, że nie od dziś, tylko od dziesiątek lat. Krótki okres thatcheryzm-u był za krótki, aby powstrzymać bolszewicki walec.

    Druga sprawa to to, co się dzieje na tle „korony”. Czy można powiedzieć, że lockdown-y, nakazy i zakazy, identyfikacja niezaszczepionych służą bolszewizacji? Czy może raczej są do tego wykorzystywane? Osobiście się zaszczepiłem dlatego, że zaraza jest faktem. Kilku moich znajomych zmarło. Certyfikat mam gdzieś, nie zamierzam z niego korzystać. Ale chcę uniknąć szpitala przez tę zarazę.

    Ona destabilizuje świat i może to właśnie jest celem komunistów, którzy ją uwolnili – osłabienie przeciwnika i przyspieszenie jego sowietyzacji.

    Kto się „broni”? W peerelu „wolnościowcy” w rodzaju Korwina i Brauna – dla mnie prosowiecka jaczejka. Czytam, że we Włoszech „antyszczepionkowcy” (też pewnie z kręgu „narodowej prawicy”) nie pozwalają się leczyć, gdy już trafią do szpitala, a w Australii człowiek oblał się benzyną i podpalił, protestując przeciw paszportom covidowym. Wybrał śmierć, umarł. Sowietyzowana jest cała ludzkość.

    Ta niunia, ta Ameryka to wszystko widać, słychać i czuć siarką. Równia pochyła. Zdaje mi się, że blisko już do dna. Portland czy Amsterdam to dobrze ukazują.

    Zdaje mi się, że sowieci infiltrują najwyższe eszelony władzy w Ameryce od dawien dawna (niedługo minie ca. 90 lat). Teraz raczej kładą dla nich tory.

  2. 2 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Muszę się przyznać, że dla mnie samego, to było czymś w rodzaju odkrycia. Ale tak, chyba nie można tego inaczej nazwać, jak dobrowolną sowietyzacją. Bez pałek i tortur, bez obozów i kazamatów. Sami lezą w łapy bolszewii.

    Ja się szczepiłem trzy razy. Moje dzieci, młodzi ludzie, też. Wydaje mi się to jedyną rozsądną obroną, ale nie przed zarazą covid, tylko przed zarazą dalszych ograniczeń i obostrzeń. Te pieprzone rządy – na całym świecie, bo wyjątkiem jest może Putin i Łukaszenka, więc to mnie nie pociąga – nie mają innej odpowiedzi, tylko zamykać, zakazać, pod klucz i basta. Boris Johnson jest dla mnie wielkim zawodem jako premier, ale przynajmniej opiera się dalszym obostrzeniom, gdy nacjonal-socjaliści w Szkocji i Walii już zamknęli ludność na klucz.

    Szczepionka nie wydaje mi się elelmentem procesu sowietyzacji, ale uczynienie szczepienia obowiązkowym, to co innego.

    Chętnie wrócę do infiltracji Ameryki, bo o tym będzie mowa w szczegółach w następnej części.

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.