III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Dariusz Rohnka


Dociekania

W swoim wcześniejszym teście napisałem, że w marcu 1939 roku świat stawał na krawędzi katastrofy (z Polską w domniemanym epicentrum chaosu) i że powinno to być oczywiste dla pilnych obserwatorów sceny politycznej (było dla nielicznych). Brzydzący się irenizmem Michał Bąkowski postanowił zakwestionować tę, dość oczywistą, supozycję. Wedle niego było dokładnie przeciwnie. Nie tylko nie zdawano sobie sprawy z rozmiarów nadchodzącej tragedii, ale witano perspektywę wojny z Hitlerem w nastroju tryskającego szczęściem entuzjazmu. Raczył przy okazji zakwestionować wiarygodność zacytowanej przeze mnie zbeletryzowanej relacji: rzecz pisana była po latach (ćwierć wieku po wybuchu wojny), w dodatku to powieść, nie pamiętnik.

Istotnie, to tylko powieść, a zatem wypowiedzi głównego bohatera, Irteńskiego, oraz jego relacji ze spotkania ze Stanisławem Mackiewiczem, nie mamy prawa traktować na prawach pamiętnika. A jednak trudno pozbyć się wrażenia, że podsunięty przeze mnie czytelnikowi przed oczy fragment, jeśli nawet nie jest ścisłym zapisem nastrojów i rozmów, oddaje ich ducha. Sam Józef Mackiewicz, wyczulony w swoich ocenach na wszelkie lapsusy i historyczne fałszerstwa, potraktował drugi tom zbeletryzowanych wspomnień Pawlikowskiego z najwyższym uznaniem, zgłaszając książkę do nagrody literackiej „Wiadomości” na pierwszym miejscu, uznając że nagroda należy mu się m.in. za „śmiały dotyk pewnych drażliwych problemów”.

W przedwojennej, niepodległej Polsce szalała prasowa cenzura; szalała tym mocniej im bliższy był jej koniec. W tej sytuacji wertowanie ówczesnych gazet w poszukiwaniu odbicia autentycznych nastrojów, panujących wśród ludności, jest zajęciem jałowym i mało wdzięcznym. Cóż poradzę, że jedynym praktycznie źródłem są relacje spisywane z czasowym poślizgiem, także listy.

Senator Godlewski pisał po latach:

Horyzonty polityczne zaciemniały się coraz bardziej. Widmo wojny z Niemcami stawało się czymś coraz bardziej realnym. W ten sposób w marcu 1939 roku doszło do zarządzenia tzw. małej, wstępnej mobilizacji, mocą które powołano niektóre roczniki i dokonano rewizji koni, zaprzęgów i wozów w czterech wschodnich województwach.

„… koni, zaprzęgów i wozów”. Te ostatnie słowa zdają się przemawiać jaśniej i dobitniej aniżeli jakiekolwiek deklaracje strachów i obaw, wyłaniających się w obliczu nadchodzącej wojny. Wojny, która stawała się niemal nieuchronna w momencie pojawienia się brytyjsko-francuskich gwarancji, z końcem marca 39.

Czy gdyby perspektywa wojny polsko-niemieckiej nie była tak groźna, jak w istocie była, czy rząd polski z namaszczonym przez samego Piłsudskiego Józefem Beckiem w charakterze ministra spraw zagranicznych, ukrywałby przed opinią publiczną przez pięć miesięcy żądania niemieckie w sprawie Gdańska i eksterytorialnej autostrady? Śmiem powątpiewać.

Władysław Studnicki w książce „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej”, której nakład został zagarnięty przez cenzurę w lipcu 1939 roku, pisał:

Przed wojną światową mieliśmy bardzo dużo do wygrania, a do stracenia tylko autonomię narodową w Galicji. Mogliśmy więc pragnąć wojny i, rzucając na szalę nasze siły, mogliśmy mieć nadzieję, że nic nie stracimy, uzyskamy natomiast samodzielny byt państwowy. Obecnie jesteśmy państwem nie nowym, bo posiadającym wielowiekową tradycję państwową, i narodem, który w swych powstaniach dążył do samodzielnego bytu politycznego. Jesteśmy jednak państwem powstałym po długim państwowym niebycie, posiadającym mniejszości narodowe, niezasymilowane, między innymi mniejszość żydowską, której asymilacja, jak i odrębność, jest dla nas niebezpieczna. Mamy olbrzymie trudności wskutek naszej wadliwej struktury gospodarczej, mianowicie przeludnienia rolnego, mamy niewyleczone rany gospodarcze, wywołane zniszczeniem wojennym. Wszystko to zmusza naszą politykę zewnętrzną do wielkiej ostrożności. Napadnięci będziemy się bronili i dążność do zapewnienia naszego bytu przez rozwój naszych sił militarnych, w obecnym momencie, jest zdrowa i musi być potęgowana. Rozumiemy, że ani Śląsk, ani Pomorze, ani ziemia wileńska lub nowogródzka, ani wschodnia Małopolska i Wołyń nie są jakimiś protezami, lecz są organiczną częścią naszego narodowego i państwowego organizmu, że amputacja każdej z tych prowincji wywołałaby chorobę i osłabienie całego państwowego i narodowego organizmu. Nie uzyskaliśmy wiele z naszej dziejowej spuścizny, lecz co innego nie uzyskać, co innego już odzyskane stracić.

W dalszej części autor dowodził, że należy przystać na stosunkowo niewygórowane żądania niemieckie i w ten sposób uniknąć niechybnej klęski, która nastąpi nie tylko w związku z przynajmniej dwukrotną przewagą militarną niemiecką, ale także za sprawą sojuszu niemiecko-sowieckiego. W innym miejscu, rozważając meandry polityki brytyjskiej, pisał:

Wielka Brytania, wciągając Rosję do przymierza, musi jej za to przymierze zapłacić. Naturalną zapłatą są ziemie wschodnie Rzeczypospolitej Polskiej. Wschodnia Małopolska i nasze ziemie północno-wschodnie oraz państwa bałtyckie…

Studnicki opierał swoje rozważania na prostych rachunkach i powszechnie dostępnych danych statystycznych. Niemcy chciały dwóch rzeczy: Gdańska (niemieckiego pod względem demograficznym) oraz szerokiej na kilkadziesiąt metrów autostrady, łączącej Niemcy z Prusami Wschodnimi.

*

Michał wyraził zdecydowane przekonanie, że Józef Mackiewicz rozważał (w kontekście potencjalnego paktu Hitlera ze Stalinem) koniec niepodległego bytu państw bałtyckich, ale „nie oczekiwał z tego powodu upadku Polski”. To istotnie kluczowa kwestia tej polemiki. Przyznaję, nie mam żadnych dowodów, świadczących o tym, że było odwrotnie. Mogę zaprezentować jedynie mizerne dociekania. Nie przekonuje mnie metodologia ockhamowskiej brzytwy. Nie ma dowodów, więc sprawa zamknięta! Z jakiego to niby powodu?

Michał cytuje w swoim tekście kuriozalny wstępniak Stanisława Mackiewicza z 31 sierpnia 1939 roku, który mógłby zapewne sugerować, że szare komórki tego, było nie było, wybitnego publicysty przeżywały w tym okresie poważny emocjonalny kryzys. Ale sprawa nie wydaje się taka prosta. Na kilka dni przed internowaniem w Berezie pisał: „Niemcy otaczają nas teraz z północy i południa – więc uważam położenie Polski za nader poważne.” Domagał się rekonstrukcji rządu i rozpisania nowych wyborów. Najwyraźniej całkiem dobrze zdawał sobie sprawę z dramatyzmu sytuacji politycznej. Ale nawet on nie miał zamiaru ujawniać swoich politycznych kalkulacji przed opinią publiczną. „Z czego składa się obronność” – pytał jeszcze w styczniu: „z ‚morale’ społeczeństwa i ze środków technicznych”. Ponieważ ten drugi element, mówiąc najoględniej, kulał na brak zmotoryzowanej armii, pozostawało stawiać na morale. Zadziwiające, ale – jak słusznie wskazuje na to w swoim tekście Michał – nie całkiem innego zdania był także Józef, gdy w maju 1939 roku wychwalał pod niebiosa zdecydowane wystąpienie Becka. – To bodaj najbardziej zaskakujący tekst Józefa Mackiewicza, jaki zdarzyło mi się czytać.

Powróćmy jednak do głównego wątku sporu – moich niezdarnych dociekań na temat stanu wiedzy Józefa Mackiewicza w sierpniu 1939 roku, żywionych przez niego obaw, stawianych prognoz. Jedno z pierwszy pytań, jakie się nasuwa brzmi następująco: czy znał świeżo opublikowane (ale skonfiskowane przez cenzurę) rozważania Studnickiego?

Zabór państw nadbałtyckich przez Rosję: Litwy i Łotwy, szczególnie Litwy, jest dla nas niebezpieczny. Byłoby to oskrzydleniem Polski, przesądzałoby o utracie ziem północno-wschodnich. Nasze ziemie północno-wschodnie są związane geograficznie z Litwą i Łotwą. Polska jest państwem bałtyckim, nie przez serwitut w Gdańsku, nie przez posiadanie Gdyni, lecz przez nasze ziemie północno-wschodnie. Kto je posiada, wywierać może wpływ decydujący na Litwę i Łotwę. Natomiast posiadanie przez ZSRR Litwy i Łotwy wiodłoby do aneksji naszych ziem północno-wschodnich.

Czy nie stanowi zaskakującej koincydencji, że o utracie tych dokładnie ziem miał jakoby mówić Pawlikowskiemu Stanisław Mackiewicz w Bydgoszczy czy Toruniu, w lipcu 1939 roku? Czy wolno się domyślać, że obdarzony niebywałą energią wiekowy już Władysław Studnicki starał się, mimo cenzury, dzielić się swoimi przemyśleniami z ludźmi z bliskiego otoczenia? Czy lecąc do Tallina, najprawdopodobniej 11 sierpnia, Józef Mackiewicz mógł znać najświeższą pracę Studnickiego?

Wiem, że pytania bywają nużące, ale czy bez ich stawiania, bez formułowania problemów (niechby dla przyszłych pokoleń) nie zubażamy myślowych perspektyw?

W rozmowie z Miłoszem (w połowie lat 60.) Aleksander Wat mówił:

Pakt Mołotow–Ribbentrop, nie chcę się chwalić, ale absolutnie już wiedziałem, że tu chodzi o podział Polski i że wojna wybuchnie. Przedtem myślałem, że Polska ustąpi, że w Gdańsku coś tam załagodzą. Ale gdy tylko przyszła wiadomość, zdaje się, 23 sierpnia, że doszli do porozumienia, wiedziałem, że Hitler wejdzie do Polski i Stalin wejdzie. I to powiedziałem swojemu jeszcze przyjacielowi, na swoją biedę zresztą, Władysławowi Daszewskiemu…

Witkacy popełnia samobójstwo 18 września. Wiedział, rzecz jasna, co to bolszewizm. Ani myślał wegetować we wszechobecnym szlamie bolszewickiej zarazy. I on także nie był zaskoczony. 19 marca 1939 roku w liście do niemieckiego przyjaciela pisał:

Moje nerwy już są stargane i czuję starość. Życie miałem za bardzo intensywne i nigdy się nie oszczędzałem. Muszę to teraz odpokutować (…) Katastrofa światowa przybliża się coraz bardziej. Czy się po niej jeszcze odnajdziemy – jest wątpliwe.

*

30 sierpnia 1939 roku w „Kurierze Poznańskim” w tekście „Tajne artykuły paktu moskiewskiego. Jest ich trzynaście – Ustępstwa na całej linii Berlina na rzecz Moskwy” na podstawie agencyjnych informacji z Berlina (PAA – Polska Agencja Agrarna) pisano:

Trzynaście tajnych artykułów (klauzul) stanowi załącznik. Obejmuje on szczegóły traktatu nie przeznaczone do publikacji, a to ze względu na prestiż obu stron. W tych klauzulach ustalono m. in. sprawy zewnętrzno-polityczne i zagraniczne zagadnienia, związane z Dalekim Wschodem, sprawy kolonii, organizację obrony, a nawet propagandy, zapewniając we wszystkich dziedzinach zdecydowaną przewagę oraz inicjatywę Rosji, której duch i tendencje wyraźnie górują nad Niemcami.

W niewielkim tekście znalazła się też informacja, jakoby „parlament ZSRR zwleka z ratyfikacją niemiecko-sowieckiego paktu o nieagresji”, a Stalin ma jakoby się nie spieszyć. Można by zatem rzec, że hitlerowskie Niemcy stały się zakładnikiem sowieckim, co nawiasowo nie było pozbawione racji.

Tajny, nie tajny, informacje o jego treści wyciekały.

Wiemy, że treść tajnego protokołu była znana we Francji, w Stanach Zjednoczonych, prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii natychmiast po jego podpisaniu. Te niezwykle cenne informacje nie zostały przekazane Polsce kanałami oficjalnymi. Ale ambasador Raczyński w Londynie dowiedział się o tajnym protokole już 22 sierpnia (na dwa dni przed jego podpisaniem). Informacje, które uzyskał, nie były ścisłe, ale wystarczająco dramatyczne. 31 sierpnia ambasador Łukasiewicz w Paryżu został okłamany przez ministra spraw zagranicznych Francji, że w tajnym protokole nie ma nic na temat Polski. Wyjątkowa perfidia. Co ciekawe, Łukasiewicz znał już wówczas treść tajnego dokumentu (pozyskał ją od amerykańskiego ambasadora w Paryżu kilka dni wcześniej). Beck i reszta upadającego establishmentu najwidoczniej nie życzyli sobie tych doniesień poznawać. Preferowali niemiłe zaskoczenie. Ale to wszystko, przyznaję, nie ma żadnego związku z tematem naszego problemu – wiedzą jaką dysponował Józef Mackiewicz w okolicach pierwszej połowy sierpnia 1939 roku.

*

Wiadomo, choćby z zeznań Ribbentropa, że Niemcy złożyli konkretną propozycję stronie sowieckiej na przełomie lipca i sierpnia. Sprowadzała się do zapewnienia, że nad Bałtykiem jest dość miejsca i interesy obu stron nie muszą się tam zderzyć. Jeśli chodzi o kwestię ewentualnej wojny z Polską… istnieje możliwość porozumienia z Rosją co do jej losu. Wobec sowieckiej gry na zwłokę, propozycja niemiecka została jeszcze silniej skonkretyzowana 10 sierpnia w Berlinie:

Nawet w razie rozstrzygnięcia orężnego interesy niemieckie w Polsce są całkiem ograniczone. Nie muszą one wcale kolidować z interesami sowieckimi jakiegokolwiek rodzaju. Ale musimy znać te interesy.

Czy ówczesne ściany dyplomatyczne miały uszy? Czy informacje o podobnym charakterze mogły trafić do Tallina, w którym Mackiewicz, już na lotnisku, napotkał Popławskiego? Czy ten wytrawny dziennikarz, z jego licznymi koneksjami, mógł takie informacje pozyskać?

Wiem, że mącenie klarownych spraw niepotrzebnymi pytaniami może irytować, dlatego przerywam korowód pytajników. Na zakończenie pozwolę sobie tylko na jeszcze jeden cytat – kilka zdań Józefa Mackiewicza, spisanych nie później niż 12 sierpnia, dwa dni po tym, gdy konkretna propozycja czwartego rozbioru Rzeczypospolitej była padła:

Najgorsza z możliwości

Tak, państwa bałtyckie obawiają się porozumienia anglo-sowieckiego, ale jest jeszcze coś groźniejszego, co je straszy i spędza sen z powiek, groźniejsze od hegemonii bolszewickiej nad Bałtykiem i od agresji niemieckiej. Mianowicie: widmo porozumienia sowiecko… niemieckiego. Podział wpływów, rozbiór terytoriów. Wtedy już koniec.

Stąd też, z tej skomplikowanej sytuacji, bierze swój początek niezwykle barwny korowód rozważań, nastrojów, wewnętrznej samoanalizy, skłonność do horoskopów…



Prześlij znajomemu

1 Komentarz do “Dociekania”

  1. 1 michał

    Darek,

    Dyskutowaliśmy to na długo przed publikacją IX części, więc uważam słowa „brzydzący się irenizmem… postanowił zakwestionować oczywistość…” za nie na miejscu. Powtarzam, świat stał nad przepaścią, ale oni sobie z tego nie zdawali sprawy i uczciwsi przyznawali to później. Spójrz na zachowanie Żydów, na zdumienie klęską wrześniową, a zrozumiesz, że oczekiwali wojny, ale nie końca świata. Tylko mniej uczciwi mówili potem „od razu wiedziałem”, „było dla mnie jasne”. Wat może być wyjątkiem, bo patrzył na to z sowieckiej perspetywy (myślowo, nie fizycznie). Mackiewicz chwalił wszystkie książki Pawlikowskiego, ale się z nimi nie zgadzał. Proponuję przeczytać jeszcze raz recenzję z „Wojny i sezonu”.

    „W przedwojennej Polsce szalała cenzura”, piszesz. Zgoda. Z pewnością dziennikarze „Słowa” poddawali się autocenzurze do pewnego stopnia, tzn. nie pisali wszystkiego. Ale nie do stopnia, żeby pisali coś, w co nie wierzyli. Zatem artykuł Cata z 31 sierpnia jest Z DEFINICJI lepszym dowodem jego refleksji w tym czasie, niż wspomnienie z cudzej powieści w ćwierć wieku później. Czy mam przypominać znawcy Józefa Mackiewicza, co on myślał o „piszących pod cenzurę” w prlu? Czy Twoje argumenty nie są podobne do tych, co na emigracji krytykowali artykuł „Droga Pani”? „Bo im nie wolno powiedzieć, co naprawdę myślą!…” Tere fere. Mackiewicz miał rację, gdy domagał się, by brać pod uwagę słowa i czyny prlowskich pisarzy, a nie pobożne życzenia na temat tego, co chcieliby powiedzieć. Czy byłoby to za dużo, żeby pokornie zastosować tę samą zasadę wobec Józefa Mackiewicza? On na tym źle nie wyjdzie.

    Twoim zdaniem jest „zaskakującą koincydencją”, że Studnicki pisał o utracie tych samych ziem, o których fikcyjny Cat mówił Irteńskiemu. A o jakie inne ziemie mogło chodzić? Czy Pawlikowski miał w swojej fikcji literackiej wymyślić nie istniejące ziemie, żeby uniemożliwić podziemne spekulacje na ten temat w 60 lat później? Wolno się domyślać wszystkiego, ale jak się domyślać, co myśli Dariusz Rohnka, kiedy nie pisze tego wprost? Bo w „Dociekaniach” mówi wiele o „zagarniętej przez cenzurę” książce Studnickiego, ale w IX części nie było ani słowa o tej pozycji jako źródle wiedzy tajemnej Mackiewicza. Brzytwa Ockhama nie na tym polega, by nie szukać dowodów. Jest postulatem, by nie tworzyć fikcyjnych bytów, a prościej, by myśleć ekonomicznie, co nie oznacza odrzucania wątpliwości i krytycyzmu, ani niekwestionowania własnych założeń lub niechęci do śmiałych hipotez.

    Co Studnicki ma wspólnego ze „stanem wiedzy Józefa M w sieprniu 39”? Przeczytanie spekulacji politycznych nie przeradza się w stan wiedzy. Przeczytanie spekulacji Studnickiego na temat możliwego rozwoju wydarzeń w sierpniu 39, nie ma nic wspólnego ze stanem wiedzy o świecie. Kiedy przeczytasz moje spekulacje na temat przyszłości Ameryki, to nie zwiększa Twego stanu wiedzy (chyba że na temat moich spekulacji). Co do stawianych prognoz, znamy je, bo je postawił. Co do żywionych przez niego obaw, znamy je zapewne tylko częściowo, tak jak, dla przykładu, Ty znasz moje obawy zaledwie fragmentarycznie, choć znasz mnie lepiej niż możesz znać dzisiaj Mackiewicza z sierpnia 39.

    Jest mi niewymownie przykro, jeżeli w Twoim mniemaniu pytania bywają nużące. Nigdy nie myślałem, że Cię nużą. Mnie pytania nie nużą. Niech podniesie rękę ten, kto jest znużony. Ale oczywiście będę musiał wziąć Twoje zdanie pod uwagę i zadawać mniej pytań, skoro aż tak Cię irytują.

    Niektórych Twoich argumentów w „Dociekaniach” po prostu nie rozumiem. Czego dowodzi w tej kwestii samobójstwo Witkaca? W jakim sensie Hitler był zakładnikiem Stalina? A inne wydają mi się potwierdzać moje zdanie wyrażone w „Ribbentropie i brzytwie”. Np. cytat z Banziołka Poznańskiego: można było co najwyżej spekulować na temat tajnego protokołu, na podstawie pogłosek i plotek, i Mackiewicz z Popławskim to właśnie robili. Ty natomiast świetnie to opisałeś, ale niepotrzebnie dodałeś tajemnicze słowa o jakiejś sekretnej wiedzy, którą nie mógł się dzielić. Nb. cytat nie zawiera ani słowa o rozbiorze Polski. Podobnie, cały ostatni fragment (po gwiazdce) wydaje mi się potwierdzać moje tezy.

    Zatem jeszcze raz. Twoja Część IX jest doskonała, ale zawiera niepotrzebną spekulację na temat czegoś, czego wiedzieć nie możemy. Mackiewicz był dociekliwym reporterem i myślącym człowiekiem. Pisał to, co uważał za stosowne, zgodnie ze swym rozumieniem. Mimo to, napisałeś:

    „Józef Mackiewicz nie mógł pozwolić sobie w pełni na odsłonięcie przed ówczesnym czytelnikiem swoich publicystycznych kart. Dlatego nie możemy mieć dzisiaj pewności jaką wiedzą dysponował, jakiego rozwoju wypadków spodziewał się w najbliższych dniach i tygodniach.”

    Ale jak możemy mieć pewność, że nie wiemy o czymś, czego być może on sam nie wiedział? Jak powiedział pewien filozof:

    „Coś, co jest możliwe tylko pod pewnymi warunkami, które także są tylko możliwe, nie pod każdym względem wydaje się możliwe.”

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.