III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Obserwując bieżące wydarzenia na Ukrainie nasuwa się oczywiste pytanie, jak to jest możliwe, że sowieckie lotnictwo nie było zdolne do wywalczenia przewagi w powietrzu w ciągu pierwszych godzin konfliktu. Wydawałoby się, że osiągnięcie tego celu jest absolutnie kluczowe w przypadku każdego starcia militarnego, a zwłaszcza takiego, gdzie siły lądowe muszą być wspierane przez lotnictwo taktyczne. Z jakichś powodów jednak, do dziś, tj. do 10.03.2022, Siły Powietrzne Ukrainy wciąż stanowią liczącą się siłę bojową, a sowieckie samoloty nie są w stanie przeprowadzać ataków na cele naziemne w skali zapewniającej wojskom lądowym wystarczającego wsparcie.

Tim Robinson z Royal Aeronautical Society (1) komentując tę sytuację zauważa, że fiasko planu zdobycia Kijowa związane jest bezpośrednio z niezdolnością wywalczenia przewagi powietrznej przez lotnictwo agresora. Robinson wspomina, że w ataku na podkijowskie lotnisko Hostomel, podczas desantu wojsk specjalnych, atakujący stracili 6 do 7 śmigłowców, w tym dwie najnowsze maszyny szturmowe, Ka-52. Nie wiadomo jednak, co te straty spowodowało. Czy wynikają one z aktywności lotnictwa ukraińskiego, czy pocisków ziemia-powietrze? Ponadto, w związku z aktywnością obrońców, podobno główne siły powietrznodesantowe w postaci 18 Iłów 76 zawrócono z powrotem do bazy. Mimo tego niepowodzenia, przeprowadzono następną próbę desantu, podczas której Ukraińcy zestrzelili dwa transportowe Iły-76, co skutkowało stratą prawdopodobnie około 300 doborowych komandosów. Jeden z Iłów miał być jakoby zestrzelony przez ukraińskiego Su-27. Robinson zauważa zastanawiający brak większej aktywności sowieckiego lotnictwa, mimo jego znaczącej liczebnej przewagi, ponad 300 maszyn bojowych w porównaniu do około 100 ukraińskich. Takie podejście jest więc niezrozumiałe i całkowicie sprzeczne z doktryną, według której państwa zachodnie prowadziły podobne operacje w Iraku w 1991 i 2003 roku. Dziwne wydaje się też bardzo ograniczone użycie przez stronę sowiecką dronów, zwłaszcza w kontrze do masowego użycia maszyn Bayraktar TB2 przez Ukraińców.

Kolejną kwestią jest skuteczność, czy raczej nieskuteczność sowieckiego systemu przeciwlotniczego, S-400. Mimo legend krążących wśród NATO-wskich pilotów, jak dotychczas S-400 nie były w stanie poradzić sobie z ukraińskim lotnictwem. Robinson sugeruje, że może to być związane z taktyką stosowaną przez ukraińskich pilotów. Na niektórych filmach trafiających do sieci widać myśliwce Su-27 i MIG-29 latające na pułapie poniżej 100 metrów, co ma być jakoby skuteczną obroną pasywną przed systemem namierzania radarowego. Jakimś utrudnieniem, według Robinsona, może być też fakt, że obie strony używają w zasadzie tych samych typów myśliwców, co utrudnia identyfikację. Tu jednak pojawia się wątpliwość, czy system analogiczny do natowskiego IFF nie powinien takich problemów eliminować.

Ponadto jednym z powodów nieskuteczności w zwalczaniu ukraińskiego lotnictwa może być jego zdolność do rozpraszania maszyn i operowania z dróg i lotnisk polowych, co było widoczne podczas relacji z ćwiczeń przed rozpoczęciem inwazji.

Robinson wskazuje też na dużą skuteczność ukraińskich dronów podczas ataków na sowieckie zestawy przeciwlotnicze Buk.

***

Izraelski analityk, Guy Plopsky(2), jako możliwą przyczynę fiaska sowieckich działań typu DEAD, (Destruction of Enemy Air Defence) wskazuje mobilność ukraińskich systemów przeciwlotniczych, co jednak nie wydaje się przekonujące, biorąc pod uwagę, że druga strona używa podobnego typu samobieżnych zestawów przeciwlotniczych, które jednak są z powodzeniem niszczone przez ukraińskie drony Bayraktar. Plopsky zauważa też pewną ciekawą okoliczność dotyczącą sowieckiego potencjału SEAD (Suppression of Enemy Air Defence), czyli tłumienia skuteczności systemów radarowych wroga. Według niego, sowieckie lotnictwo taktyczne do niszczenia ukraińskich stacji radarowych i baterii rakiet przeciwlotniczych używa niekierowanych pocisków rakietowych, a więc naraża samoloty-platformy na długą ekspozycję na ogień przeciwlotniczy, przy jednoczesnej małej skuteczności własnych środków rażenia. Byłoby to swego rodzaju kuriozum, bo oznaczałoby znaczące braki w systemie ataku powietrznego. Amerykanie stworzyli wyspecjalizowany system SEAD jeszcze podczas wojny wietnamskiej, jako platformę wykorzystując myśliwce F-100, F-105, F-4, a później F-16, zwane Wild Weasel i przeznaczone do niszczenia stacji radarowych przeciwnika. Maszyny te wykorzystują promieniowanie elektromagnetyczne wrogiej stacji radiolokacyjnej, po czym namierzają ją, aktywują własne środki rażenia, przede wszystkim rakiety, ale również samonaprowadzające się bomby lotnicze i przeprowadzają atak z relatywnie bezpiecznej dla siebie odległości. W drugiej połowie lat 80. rolę maszyn Wild Weasel przejęły częściowo F-117, które wbrew mylącej nazwie nie były myśliwcami, tylko wyspecjalizowanymi bombowcami przeznaczonymi do niszczenia stacji radarowych przeciwnika. To właśnie F-117 w 1991 roku rozpoczęły operację Pustynna Burza, niszcząc irackie radary, co umożliwiło konwencjonalnym maszynom naloty na cele naziemne. Jeśli Plopsky się nie myli, to by oznaczało, że sowieckie lotnictwo nie ma własnego odpowiednika Wild Weasel, nie mówiąc o F-117. Niszczenie stacji radarowych niekierowanymi pociskami rakietowymi, przy dzisiejszych standardach zachodnich, byłoby tak prymitywną technologią, że jest to wręcz trudne do uwierzenia.

***

Justin Bronk z portalu RUSI.org (3) również zwraca uwagę na niezwykle słabą aktywność sowieckiego lotnictwa taktycznego podczas pierwszych dni konfliktu, zwłaszcza, jeśli uwzględni się dysproporcję sił. Jako jeden z możliwych powodów, autor sugeruje niewystarczającą ilość precyzyjnej amunicji, zwłaszcza kierowanych pocisków rakietowych. W połączeniu z brakiem podwieszanych zasobników umożliwiających wyszukiwanie i identyfikację celów, skazuje to lotnictwo taktyczne agresora na użycie mniej celnych i co za tym idzie mniej skutecznych bomb i pocisków niekierowanych. Brak wymienionych systemów uzbrojenia ma być jakoby wynikiem zużycia ich podczas działań w Syrii. Czyli, według tej hipotezy, sowieckie lotnictwo wysłane na Ukrainę jest pozbawione znacznej części swojego potencjału bojowego ze względu na braki w zaopatrzeniu. Kolejnym domniemanym powodem nieobecności sowieckich maszyn w powietrzu jest według Bronka brak koordynacji i komunikacji pomiędzy dowództwem sił powietrznych a operatorami rakietowych systemów przeciwlotniczych. Mówiąc wprost, samoloty wparcia pola walki takie jak Su-24, Su-25, Su-30, były używane bardzo sporadycznie ze względu na ryzyko zestrzelenia przez własne systemy OPL. Brzmi to tak niewiarygodnie, że mogłoby się wydawać całkowicie błędną interpretacją, ale spotkałem się z taką argumentacją w kilku niezależnych źródłach, więc być może jest coś na rzeczy.

Ciekawą kwestią jest też brak doniesień o obecności nad Ukrainą myśliwców piątej generacji Su-57 Felon. Pojawienie się tych maszyn, które weszły podobno do jednostek bojowych w 2020 roku, dałoby sowieckiemu lotnictwu dużą przewagę nad ukraińskimi myśliwcami. Nieużycie ich w tym konflikcie może świadczyć o tym, że maszyny te nie osiągnęły jednak gotowości bojowej, lub wręcz, wbrew doniesieniom z Syrii, są nadal w fazie prototypowej.

Podsumowując, z powyższych analiz wynikałoby, że inwazja na Ukrainę była przygotowana bez zapewnienia podstawowego elementu, jakim jest wsparcie lotnicze. Biorąc pod uwagę skalę przygotowań, znaczenie polityczne i ciężar gatunkowy konfliktu, jest to zjawisko z punktu widzenia sztuki wojennej całkowicie niezrozumiałe.

  1. https://www.aerosociety.com/news/air-war-over-ukraine-the-first-days/
  2. https://twitter.com/i/status/1498107382286757898
  3. https://theaviationist.com/2022/03/04/russian-campaign-in-ukraine/


Prześlij znajomemu

40 Komentarz(e/y) do “Wojna powietrzna nad Ukrainą”

  1. 1 michał

    Drogi Panie Jacku,

    Fascynujący artykuł! Dwa artykuły, które Pan przytacza są równie ciekawe (choć nie przeczytałem obu w całości).

    Pytanie, czy to literówka, że sowieciarze mają 300 samolotów? Większość raportów mówi o liczbie pomiędzy 3000 i 5000, a samych tylko MiGów-29 mają mieć 750. Jeżeli mają tylko 300 samolotów, to czy ktoś może, proszę, dokonać inwazji czem prędzej? Wystarczy postępować z ludnością na odwrót niż Hitler i wszystko będzie dobrze.

    Autentyczne behołowie czy Sun Tzu? Oto jest pytanie.

  2. 2 Jacek

    Panie Michale,

    Dziękuję za dobre słowo.

    Jeśli chodzi o ilość samolotów, to liczby miedzy 2000 a 5000 (choć to, myślę, przesada), dotyczą chyba całości sił VKS. 300 to jest liczba maszyn, według kilku źródeł, zaangażowanych bezpośrednio w konflikt. Reszta pozostaje w odwodzie w bazach lotniczych na terenach sowieckich.

    Dla mnie największą zagadką jest brak doniesień o użyciu przez sowietów broni precyzyjnych, zwłaszcza typu stand off, czyli odpalanych z nosicieli pozostających we własnej przestrzeni powietrznej. Do dyspozycji mają całą flotę Tu-95, z których tego typu pociski mogłyby być odpalane bez żadnego ryzyka utraty własnych maszyn.

    Widzę dwa możliwe wyjaśnienia: ruski bardak, albo Sun Tzu, jak Pan wspomniał.

  3. 3 michał

    Panie Jacku,

    Czy dobrze rozumiem, że nie zdobyli ani nie skonstruowali żadnych lotnisk na terenie Ukrainy? W takim razie wszystkie ich maszyny są na terenie rosyjskim i białoruskim. Stamtąd startują i tam lądują. Dlaczego zatem ograniczyć swe siły do 300 samolotów?

    Oni zdają się walczyć z jedną ręką zawiązaną za plecami, a jednocześnie próbując zmaksymalizować ofiary ludzkie i zniszczenia budynków cywilnych.

  4. 4 Jacek

    Panie Michale,

    No właśnie i liczba zaangażowanych maszyn i brak wyspecjalizowanej amunicji są dla mnie niezrozumiałe. Takich operacji, jak ta inwazja po prostu nie da się realizować bez pełnego włączenia sił lotniczych. Nigdy w historii takie przedsięwzięcie militarne nie obyło się bez wcześniejszego, masowego ataku lotniczego. Cała ta interwencja od samego początku jest jakaś dziwaczna. Terroryzowanie ludności cywilnej w żaden sposób nie ułatwia realizacji celów strategicznych. Zachodni obserwatorzy tłumaczą to szukając przyczyn czysto wojskowych, ale w końcu i oni dochodzą do wniosku, że w tych działaniach jakby brakuje sensu. Dobrze by było, żeby na ten temat wypowiedzial się jakiś fachowiec, bo ja jestem amatorem i zbieram tylko opinie innych komentatorów.

  5. 5 Andrzej

    Jacku,

    Ciekawe są te analizy fachowców na temat sił militarnych obu walczących stron.
    Szukając więcej informacji natrafiłem na raport jednego z amerykańskich think tanków z końca ubiegłego roku.
    Oto fragment, który zwrócił moją uwagę w kontekście „wojny powietrznej nad Ukrainą”:

    “The Ukrainian military retains some substantial structural deficits, and important parts of it remain unreformed,” said Michael Kofman, an expert on the Russian armed forces with the think tank CNA.

    One of those deficits is in the air. Ukraine has been slow to build up integrated air defenses and needs help on everything from radars to anti-aircraft missiles to command and control, said Alexander Gray, a senior fellow at the American Foreign Policy Council who served as the National Security Council’s chief of staff during the Trump administration. A former senior U.S. defense official, speaking on condition of anonymity, said Ukraine also needed to coordinate air defense to discriminate targets and get new coastal defense missiles.

    In recent years, the Ukrainian air force has also experienced a huge exodus of experienced pilots, the Kyiv Post reported this summer, with many fed up with what they saw as senseless bureaucracy, low pay, and poor working conditions. Many of Ukraine’s military aircraft, bequeathed from Soviet-era arsenals, are reaching the end of their useful life.

    Skąd więc ta „licząca się siła bojowa”?

  6. 6 Jacek

    Andrzej,

    Zgadza się, tam jest cała masa takich sprzeczności. No powiedzmy, że Amerykanie pomagają załątać dziurawą sieć radarową, AWACS-y latajace wzdłuż granicy z Ukrainą przekazują dane o pozycji wroga, a ruskie maszyny latające na niskich pułapach są niszczone przez ludzi ze stingerami. To pewnie jakoś zwiększa szanse Ukraińców. Ale nadal pozostaje przepaść ilościowa w samolotach bojowych i wyszkolonym personelu, której sowieci z nieznanym powodów nie wykorzystują. Ja im życzę jak najgorzej i oby to był syndrom rozkładu i upadku czerwonych bandytów. Ale zwyczajnie ciężko mi w to uwierzyć.

  7. 7 michał

    Panie Jacku,

    Być może terroryzowanie ludności i zasilanie zachodnich mediów strumieniem obrazów zniszczeń jest jednym ze strategicznych celów? Albo raczej celem pośrednim, który ma prowdzić do czegoś innego?

    Panie Andrzeju,

    Też fascynujące. Że ukrainne wojsko to stara czerwona armia, to mówiliśmy tutaj od lat, ale mamy tu interesujące potwierdzenie.

    Tylko jedna wątpliwość: zważywszy nacjonalistyczny ferwor na Ukrainie, sądzę, że ci piloci, którzy odeszli zdegustowani, powrócili do szeregów i latają teraz w zamian za talerz zupy.

  8. 8 Andrzej

    Panie Michale,

    Bardzo prawdopodobne , że wrócili. Jadnak brak pilotów wg raportu był tylko dodatkowym elementem słabości ukraińskiego lotnictwa.

    Terroryzowanie ludności na Ukrainie i wypędzanie jej z kraju przypomina mi to, co sowieci robili podczas ofensywy w Syrii jesienią 2016 roku.

  9. 9 Dariusz Rohnka

    Szanowni Panowie,

    Skoro, jak zdaje się wynikać z artykułu Jacka, można chwilowo na kołku zawiesić hipotezę o rzeczywistej słabości sowietów i (chyba także) o niepoczytalności samego Putina, proponuję następującą konkluzję: sowiecki Kreml wcale nie miał zamiary wygrać wojny ukrainnej szybko i gładko, a raczej przeciwnie – z niewiadomego powodu zechciał się zanurzyć (przynajmniej propagandowo) po same uszy w wojennym chaosie.

    Warto przy tym zwrócić uwagę, że skazał tym samym na wyniszczenie sporą część swojej własnej armii (wojska lądowe bez lotniczego wsparcia, lotnictwo bez stosownego zabezpieczenia technologicznego, którym – jak rozumiem – bezsprzecznie dysponują), a zatem… przyczyna musi być bardzo poważna.

    O ile jestem przekonany, że należy w omawianym przypadku mówić o Zuntsunizmie, to zdecydowanie nie jestem przekonany, czy należy stosować jednocześnie Golicynowski wzorzec słabości. Wydaje mi się, że o ile w warstwie propagandy, tego co pokazują media głównego nurtu można o takim wzorcu mówić, to z punktu widzenia analizy wojskowej (a taką, mimo słabości, dysponuje chyba nato) wzorzec słabości zastosowany w sposób, jaki widzimy, nie powinien nikogo oszukać. To jest „białymi nićmi” szyte, jakby powiedział Mackiewicz. Gdyby chodziło o zwykłe wojsko normalnego kraju zastanawiałbym się nad morale pozostałych armii naziemnych i lotnictwa, ponieważ jednak chodzi tutaj o krasną armię, to tego typu rozważania nie mają sensu.

    Jakie mogą być cele lub cel jeden, zasadniczy?

    1) Przyjęcie Ukrainy do nato? Mało przekonujące, ale może jednak. Jeżeli dobrze policzyłem, obecnie nato liczy 30 członków, z czego 14 demoludnych. Zakładając chwiejność sojuszniczą Turcji (oraz wpływy w licznych krajach, o których nic nie wiemy), sytuacja staje się co najmniej… interesująca. W przypadku np. kolejnej wojny na tym samym ukrainnym terytorium, ale już z użyciem całego sowieckiego potencjału, sytuacja wyglądałaby bardziej niż dramatycznie.
    2) Permanentny konflikt, skutkujący gigantycznym chaosem gospodarczym, a co za tym idzie politycznym i ludnościowym.
    3) Błyskawiczne zakopanie topora z pozostawieniem Donbasu i Krymu Rosji.
    4) Z jednoczesnym odkręceniem gazowego kurka (dla zachodniego gazowego narkomana). A zatem głębokie, polityczne upokorzenie.
    5) Deputinizacja? Nowe otwarcie? Budowa wspólnego domu?
    6) Gdzie tu miejsce dla roli komunistycznych Chin do odegrania?

    Przyznam, że żaden z powyższych punktów nie wydaje mi się przekonujący.

  10. 10 Andrzej

    Darku,

    1) Ukraina już zapowiedziała, że chce układów „zabezpieczających” z USA a nie z NATO, z „Rosją” i z Turcją (co może być wybiegiem, ale wydaje mi się to mało prawdopodbne jeśli założymy, że głównym celem sowietów jest znaczące osłabienie pozycji USA w Europie)

    2) Permanentny konflikt powoduje permanentne koszy własne. Sowieci mogą łatwo spowodować globalny kryzys gospodarczy, ale to nie jest chyba na rękę chińskim komunistom. Chyba, że chodzi o wspólne, decydujące uderzenie na tzw. Zachód.

    3) Tylko Krym i Donbas? Po kosztach zablokowanych rezerw walutowych? Pewnie mają znacznie więcej w kieszeni i pod kontrolą, ale to jednak dużo i szkoda by im ich było. A Krym i Donbas przecież już mieli, wystarczyło je tylko zabezpieczyć. Straty byłyby mniejsze, a interesy nie doznałyby wielkiego uszczerbku.

    4) Ostatnio ceny gazu spadły bo sowieci więcej tłoczą: https://markets.businessinsider.com/commodities/natural-gas-price. Gaz przez Ukrainę na Węgry/Słowację i na Mołdawię wciąż płynie.

    5) Znasz moje zdanie. To prowokacja i dezinformacja, taka jak 30 lat temu, ale jeszcze nie wiemy na jaką skalę.

    6) Nic mi nie przychodzi do głowy poza tym, że albo chrl włączy się w drugiej fazie (jeśli ma to być wspólne, decydujące uderzenie), albo ma odegrać rolę „arbitra” między sowietami a Ameryką, dzięki czemu wróci do łask tej ostatniej.

  11. 11 michał

    Darek,

    Twoja konkluzja wydaje mi się przedwczesna. Pan Jacek napisał powyżej: „Widzę dwa możliwe wyjaśnienia: ruski bardak, albo Sun Tzu.” Mnie także wydaje się, że obie koncepcje są równie prawdopodobne. Zakres bolszewickiego bezhołowia jest nieograniczony. Powstrzymajmy się więc przed zawieszaniem na kołku czegokolwiek, a zwłaszcza hipotezy autentycznej słabości sowietów.

    Permanentny konflikt wydaje mi się interesującym konceptem. Wbrew p. Andrzejowi, sądzę, że to jest dla nich dobre wyjście. Zaraz po piekielnym, stalinowsko-maoistowskim pokoju, gdzie w upiornej ciszy mogą przekuwać ludzkość, stały konflikt o niskim natężeniu, jest ich drugą ulubioną opcją. To co, Panie Andrzeju, że są koszty? Koszty wojny w Czeczenii były gigantyczne. Koszty 8 letniej wojny w Donbasie katastrofalne, ale cóż ich to może obchodzić. Dostają codziennie zastrzyk gotówki od Zachodu, który nałożył na nich autentycznie ciężkie sankcje, ale kupuje nadal ropę i gaz. Czy to im nie wystarczy? Zapewniam, że za chwilę będą kupować i inne surowce, albo przynajmniej przymykać oczy na łamanie sankcji. Co więcej, nieustający konflikt tworzy stały strumień uciekinierów, tworzy bezustanne zażalenie pod adresem Zachodu, że nic w związku z tym nie zrobili, co z kolei prowadzi do zmęczenia demokratycznej publiki i upadku popularności poszkodowanych. Przykładem może tu być stosunek do Polaków podczas wojny. Zaczęli jako najpopularniejszy naród w Anglii, a na koniec nawet nie zaproszono ich na paradę zwycięstwa, a za to na wyścigi uznawano lubelski nierząd.

    Zatem hipoteza permanentnego konfliktu w Ukrainie wydaje mi się bardzo trafna i przekonująca.

  12. 12 Dariusz Rohnka

    Andrzej,

    Piszesz: „Ukraina już zapowiedziała”, co wedle mnie znaczy, jakobyś uważał tę „dziwną” wojnę („dziwną” w innym znaczeniu niż ta na linii Zygfryda sprzed 80 lat) za konflikt o charakterze bilateralnym. Wedle mnie to klasyczny konflikt „wirtualny” (choć z rzeczywistymi ofiarami), wewnątrz sowiecki. Gdybym miał przyjąć Twój punkt widzenia, musiałbym uwierzyć w istnienie wolnej Ukrainy, Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier czy Chorwacji.

    Permanentne koszty w przypadku sowieckiego modus operandi to doprawdy nic nie znaczy. Ideologia, która bez mrugnięcia okiem, potrafi skazywać na śmierć miliony ludzi (mogąc przy tym wciąż liczyć na aprobatę „postępowego” Zachodu) z pewnością sobie z tym problemem poradzi.

    Krym i Donbas. A dlaczego nie? Sam przesyłałeś film, na którym Putin zwymyślał jakiegoś przydupasa za ujawnienie tego wojennego celu? Urwanie sporawego kawałka cudzego „państwa” to doskonała (historycznie zweryfikowana) okazja dla rozchwiania europejskiej i światowej stabilizacji na całego, nie sądzisz?

    Gaz i ropa nie śmierdzą nawet Borysowi Johnsonowi, pisałem o tym.

    Tak, to chyba przesądzone, że to prowokacja.

  13. 13 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Bardzo możliwe, że wybiegam nieco przed szereg, ale skłania mnie do tego lektura artykułu Jacka oraz informacje, które przytacza. Bajzel bajzlem, ale pozbawianie sił powietrznych podstawowego wyposażenia, służącego do ochrony własnego lotnictwa (przypadek wycofania z pola walki 76 samolotów z desantem – ten desant mógł rozstrzygnąć losy wojny w kilka dni), trudno traktować jako, nazwijmy, błąd w sztuce. To celowe, ja przynajmniej nie widzę innego wyjaśnienia. Zbyt pochopna konkluzja? Nie znajduję argumentów przeciw.

    A rzecz wydaje mi się z gatunku przesądzających. Bardzo bym w tym przypadku nie chciał mieć racji. Ale czy jej nie mam?

    Jeżeli hipoteza permanentne konfliktu jest trafna, wówczas – obawiam się – może dojść do prawdziwego eksodusu ludności Ukrainy. Do tej pory przyjechało do peerelu jakiś milion, półtora miliona ludzi. Jeżeli sowieci uznają, że to im na rękę, te liczby będą udziesięciokrotnione. Co wówczas?

  14. 14 Jacek

    Darek,

    Wypędzenie Ukraińców z ich domów i zalew uchodźców na zachodzie to rzeczywiście może być taktyczny cel operacji. Mam informacje z Przemyśla i Zamościa, że tam praktycznie już władze nie panują nad żywiołem. A to dopiero początek. W tym kontekście cel terrorystycznych nalotów na cele cywilne staje się jasny. Jeśli o to chodzi, to chwilowo, na tym etapie zwycięstwo militarne sowietów byłoby im nie na rękę. Ich celem może być eskalacja katastrofy humanitarnej, a przy okazji infiltracja i nasycenie dywersantami państw zachodnich.

  15. 15 Andrzej

    Darku,

    Ukraina powiedziała, oznacza „Ukraina powiedziała”. Czyżbyś tego nie dostrzegł w kontekście w jakim piszę? Przecież wiesz co sądzę o dzisiejszych „postkomunistycznych” tworach. Chodziło mi o wskazanie celu: nie jakiś tam Marcon i Scholz czy Draghi ani nawet Johnson, którzy wiadomo, że byli, są i będą prosowieccy, ale szerszy kontekst regionalny o ile ni światowy. A to ze względu na wciągnięcie w sowiecką rozgrywkę i Turcji i Izraela i USA.

    Panie Michale,

    Wydaje mi się, że sowieci celowo „przesadzili” wobec zachodnich lewaków, „demokratów” i sprzyjających im „prawicowców”. Ci drudzy pragną tylko jednego: „pokoju” za wszelką cenę. Wtedy zapłacą każde pieniądze aby on trwał. Ta ropa i gaz to duże zyski, ale sowieci tracą sporo na blokadzie banków i innej wymiany. Odblokowanie tego bez choćby pozornych ustępstw sowietów nie wydaje mi się realne. Lewacy są głupi, ale poświęcą się „dla idei”. Dlatego sądzę, że nadejdzie „deputinizacja”. Proszę zwrócić uwagę na notowania sowieckich spółek. Fakt, że traktują swoją ludność wyłącznie instrumentalnie, ale chcąc ją wysyłać na front muszą jej coś dać, aby mieć spokój u siebie. Czeczenia przy Ukrainie to obszar wielkości „donieckiej republiki ludowej”. Jeśli tam były koszty gigantyczne, to jakie mogą być tutaj?

  16. 16 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Biorąc pod uwagę znaną sowiecką elastyczność, obawiam się, że mogą zrealizować równolegle przynajmniej kilka celów, w dodatku – paradoksalnie – pomimo wojennego blamażu krasnej armii. Boję się, że mogą zrobić coś naprawdę okropnego, żeby dodatkowo wzburzyć i podnieść falę eksodusu.

  17. 17 Dariusz Rohnka

    Andrzej,

    Wybacz, źle to wszystko ująłem. Ale w moim przekonaniu należy za każdym razem wskazywać, że nie ma żadnej ukraińskiej strony konfliktu. To pozorowany konflikt wewnątrzsowiecki.

    Przy nieprawdopodobnie nachalnym zalewie propagandy, związanej z tymi wydarzeniami, takie każdorazowe podkreślanie zasadniczej braku politycznej podmiotowości Kijowa wydaje mi się konieczne.

    Wiem doskonale, że Ty to wszystko świetnie rozumiesz.

  18. 18 michał

    Panie Jacku,

    Jako przypis do liczby samolotów: dzisiejszy Times https://www.thetimes.co.uk/article/meet-the-ghost-of-kyiv-coming-for-russias-soul-0s9gn9t89 podaje, że przed rozpoczęciem działań wojennych obie strony miały 1172 i 124 samoloty bojowe. Sądzę, że aż tak kolosalna różnica w ocenie potencjału Kremla, bierze się z definicji: jedni liczą latające maszyny należące do wojsk lądowych, morskich i osobno sił powietrznych, a inni nie; jedni liczą helikoptery i maszyny pomocnicze, a inni nie. Ale proporcja 10 do 1 pozostaje słuszna w najgorszym wypadku.

    Zatem przewaga jednej strony w powietrzu jest druzgocąca, co potwierdza nasze wątpliwości.

  19. 19 michał

    Darek,

    Co masz na myśli, mówiąc, że „dojdzie do prawdziwego eksodusu”? Czy ten dotąd jest nieprawdziwy? 2 miliony opuściło granicę, a nieznana liczba, ale szacowana na 5 milionów, przemieściła się wewnątrz kraju. Takich liczb nie było w pierwszych dwóch tygodniach walk w Syrii. Na razie ludzie uciekają głównie do zachodniej Ukrainy, która jest prawie nietknięta. Zważywszy dzisiejszy atak na Łuck, to się chyba prędko zmieni.

    Trudno nazwać, co się dzieje, inaczej niż „prawdziwy exodus”, nawet jeżeli za kolejnych dwa tygodnie to będzie zapewne 5 milionów poza granicami. A potem, jak mówisz, niespotykane, niesłychane liczby. Co wtedy? Po Ogniem i mieczem, nadchodzi Potop. Tylko gdzie Pan Wołodyjowski?

  20. 20 michał

    Szanowni Panowie,

    Pozwolę sobie ciut zmienić temat (ale nie za bardzo). Czy udało się może Panom znaleźć cokolwiek na temat taktyki stosowanej w tej wojnie? Nie mam na myśli braku taktyki ze strony sowieciarzy, ale raczej taktykę Ukraińców. Z mojego dyletanckiego punktu widzenia fotelowego stratega, odnoszę wrażenie, że regularna armia ukraińska stosuje partyzanckie metody walki, co byłoby chyba nowością taktyczną. Ale nie znalazłem niczego ciekawego na ten temat.

  21. 21 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Według szacunków, na których się opierałem, do Polski trafiło grubo ponad milion Ukraińców, przy czym nie jest chyba do końca wiadomo, jaka część tej liczby to uchodźcy, jak część to Ukraińcy już pracujący, bądź powracający do pracy. Prawdziwy eksodus oznacza dla mnie ucieczkę 5, 10, może więcej milionów Ukraińców do Polski. To bardzo istotna różnica. Przyjęcie 1-2-3 milionów nie stanowi wielkiego problemu.

    Hipotetyczny przyjazd 10 milionów może, w krótkim czasie, spowodować odwrócenie nastrojów… znasz to zjawisko z Anglii, czy z samego Londynu. Polacy są ok., ale nie wtedy, gdy zajmują większość miejsc w pociągach, autobusach, sklepach… gdy zajmują miejsca pracy, generują bezrobocie.

    Słyszałem jakoby 90% ludności ukraińskiej ma obecnie w Polsce kogoś z rodziny lub z bliższych znajomych. Nie jadą więc na ogół w całkiem nieznane… to ułatwia decyzję porzucenia własnego domu, całego życiowego dorobku, w okolicznościach wojennego bestialstwa.

    Nie twierdzę, że tak będzie, że taki jest plan etc., ale boję się, że może to być element celowego działania.

    Masz rację w kolejnym komentarzu… brakuje kogoś, kto zająłby się analizą działań wojsk lądowych (po obu stronach), tak jak dla działań lotnictwa zrobił to świetnie Jacek.

  22. 22 Jacek

    Panie Michale,

    Z liczeniem maszyn bojowych jest dokładnie taki problem, jak Pan opisał. Ile na przykład samolotów mają Amerykanie? Jak to liczyć? Trzy główne rodzaje sił zbrojnych mają swoje lotnictwo bojowe. Siły powietrzne (USAF), Marynarka wojenna (US Navy) i Korpus Piechoty Morskiej (US Marine Corp) to osobne dowództwa, często różne teatry działań, różne zadania i priorytety. Do tego dochodzi jeszcze lotnictwo Gwardii Narodowej (National Guard) i Obrony Wybrzeża (Coastal Command). Z sowietami jest podobnie. W tym konflikcie chyba nie liczy się lotnictwo Marynarki, a tylko Siły Powietrzno-Kosmiczne (VKS).

    Jeśli chodzi o taktykę sił lądowych Ukrainy, to może Jaszczur byłby tu pomocny.

  23. 23 michał

    Darek,

    Czytałem, że oficjalna liczba uchodźców na dzisiaj jest milion 520 tysięcy. To jest ilość osób, które oficjalnie przekroczyły granicę polską z Ukrainy od początku działań. Wiele jednak z nich, choć nie widzę żadnych oszacowań, opuszcza Polskę natychmiast i jedzie dalej do Europy.

    10 milionów wydaje mi się liczbą przesadzoną. To byłoby prawie 25% ludności Ukrainy. Czy był kiedykolwiek konflikt, w którym tak wysoka proporcja ludności udałaby się na emigrację? Ale nawet wówczas, nie wszyscy uciekną przez polską granicę (kolejnych pół miliona przeszło granice Węgier, Rumunii, Słowacji, a nawet Mołdawii) i nie wszyscy zostaną w Polsce.

    Mówisz, że przyjęcie 3 milionów „nie stanowi problemu”. Zapewniam, że stanowi! Nawet jeżeli początkowo będą przyjęci – tzn. dostaną łóżko, ciepłą wodę i coś do jedzenia – to na dłuższą metę nie ma dla nich miejsc w szpitalach ani w pociągach, nie ma dla nich szkół ani mieszkań. Początkowoo mogą się zahaczyć u znajomych, ale na dłuższy czas? 3 miliony ludzi w ciągu kilku tygodni, to jest gigantyczny logistyczny problem.

    Trudno mi uwierzyć, żeby 90% ludności Ukrainy miało krewnych w prlu. 37 milionów ludzi „zna kogoś w sąsiednim kraju”?!? I to w mniejszej Polsce, gdy tylko 3 miliony ma związki z Rosją? Wydaje mi się to mało wiarygodne. Choć jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tak mówią…

  24. 24 michał

    Panie Jacku,

    Siły Powietrzno Kosmiczne?? Poważnie? Czy Pan żartuje?

    A dlaczego właściwie nie liczą się siły marynarki wojennej w tym konflikcie? Od samego początku jest mowa o desancie na Odessę, a tu ani widu, ani słychu. W takim ataku od morza, z pewnością siły powietrzne marynarki powinny być użyte jako osłona powietrzna. Ale w tym konflikcie, cała taktyczna ortodoksja wyleciała przez okno.

    Aaa, Jaszczur… Pan Juszczur niestety się nie odzywa. A bardzo chętnie usłyszałbym, co o tym wszystkim myśli.

  25. 25 Jacek

    Ano tak, Panie Michale, jak najbardziej kosmiczne. W 2015 Szojgu połączył trzy odrębne rodzaje sił zbrojnych,czyli siły powietrzne, wojska rakietowe i wojska kosmiczne w jeden organizm, VKS, czyli Wozduszno-Kosmiczeskije Siły. Trump w 2019 powołał Space Force, a i Chińczycy mają swój odpowiedznik. Tak wygląda wyścig na Księżyc, tym razem po to, żeby tam już zostać na stałe. Kto pierwszy będzie miał zdolność panowania powyżej linii Karmana i dalej, na wysokiej orbicie geostacjonarnej, bedzie panował nad szlakami komunikacyjnymi Ziemia-Ksieżyc. Ale to już opowieść na zupełnie inną okazję.

    Dlaczego nie przeprowadzono do dziś desantu na Odessę? Oto jest pytanie!

  26. 26 Tomasz

    Desant na Odessę? Na pewno boją się Beni Krzyka i jego bandytów.

  27. 27 michał

    Panie Jacku,

    Myślałem już, że to literówka: kosmiczne-komiczne. W końcu jeden z kombatantów jest zawodowym komikiem, a drugi komediantem, więc to byłoby na miejscu. Ale siły wozduszno kosmiczne, to jest jeszcze lepsze. Pugaczow, któremu też ufać nie można, twierdzi, że Szojgu i Putin rozłożyli całkowicie sowiecką armię. Oby miał rację.

    Jak to pisał Hemar?

    A ja myślę, to dramat czy farsa,
    czy to jakaś pomyłka bezbożna,
    że rakietą można jechać na Marsa,
    a pociągiem do Lwowa nie można…

    Takie to są te kosmiczeskije siły.

    A p. Tomasz może mieć więcej racji, niż sądzi, bo Benia Krzyk, to jest przezwisko Kołomojskiego, sowieckiego oligarchy, któremu nie grożą sankcje, bo on z Ukrainy… Tak się składa, że to on właśnie zaopiekował się młodym Zelenskim, to on właśnie sfinansował jego kampanię wyborczą. Może więc nie boją się Beni Krzyka, bo jest po ich stronie?

  28. 28 Tomasz

    Panie Michale,
    Czytał Pan opowiadania odesskie Babla? Benia Krzyk był królem odesskich bandytów.

    „…pomówmy o Beni Krzyku. Pomówmy o błyskawicznym jego rozbiegu i straszliwym końcu.”

    „Jednooki Gracz wydał swoją opinię:
    – Benia mówi mało, ale on mówi smacznie. On mówi mało, ale człowiek ma chęć, żeby on jeszcze coś powiedział.”

    Zasmucił mnie Pan tym Kołomojskim. Ma on przynajmniej kapkę żydowskiej krwi?

  29. 29 michał

    Poniekąd, Panie Tomaszu, czytałem Opowiadania odeskie Babla. A jak inaczej? Jak Pan sądzi, dlaczego Kołomojski ma takie przezwisko? Bo jest żydowskiego pochodzenia i jest gangsterem, a opowiadania Babla są sławne w sowietach, jak przystało na pisanie czekisty.

    Jak większość sowieckich gangsterów, Kołomojski ma kontakty z kagiebistami, ale jest także miliarderem, więc jak wszyscy sowieccy miliarderzy, należy do kagiebistów. Nie w tym sensie, że jest jednym z nich, ale w sensie posiadania, bo nikt w sowietach nie dysponuje takimi bogactwami bez przyzwolenia kgb.

  30. 30 Andrzej

    Panie Michale,

    „Operacja ukraińska” jest ukierunkowana na tzw. Zachód, ale może zbyt pochopnie porzuciłem „wątek porządkujący”. „Ukraińscy oligarchowie”, choć jak się wydaje nie tacy mocni w porównaniu do „rosyjskich”, przez 30 lat trochę uzbierali (tutaj jest ciekawa mapka). Na początku „inwazji” czytałem, że natychmiast wyjechali ale po kilku dniach wrócili i stanęli murem za Zelenskim.
    Może się komsomolcy skrzyknęli i prowadzą wspólnie „kontratak”? Mając dobre kontakty z „rosyjskimi”, którzy zostali przez czekistów „przeczołgani”, dostali i dostają mocno po dupie (Chodorkowski, ostatnio Abramowicz, Deripaska, ale ilu tam jest upokorzonych lokalnych nababów, zmuszonych do ukorzenia oraz opłacania się i których ostatnio „znacjonalizowano”). Zauważył Pan może ostatnio dużą pewność siebie ze strony Zalenskiego? Oczywiście propaganda ma swoje prawa, ale niska skuteczność sowieckiej armii może też wynikać z ilości środków jakimi Zelenski dysponuje (informacje wywiadowcze zapewnia zdaje się Zachód).

  31. 31 michał

    Panie Andrzeju,

    Artykuł interesujący, ale pomija np. Firtasza, który do niedawna miał ogromny wpływ na ukraińskie interesy. Pisałem o tym w cyklu, jak Mogilewicz i inni bandyci, pod egidą Birsztajna i kgb, podzielili się Ukrainą. Poprzez tę sieć Putin zawsze kontrolował Ukrainę, stąd właśnie moje zdziwienie, że dokonał inwazji.

    Bogaci ludzie uciekają pierwsi, bo mają najwięcej do stracenia. Sądzę jednak, że sowieccy bilionerzy z Ukrainy wracają, bo widzą w tym szansę uchronienia swych bogactw i legitymizacji ich w oczach Zachodu. Zachód jest komicznie tępy (wiem, że „Zachód” to tylko hipostaza, ale tak prościej to powiedzieć) i nie podda sankcjom takiego sowieciarza, który „stanie po dobrej stronie”. Więc nagle sowietom z ukraińskiej sowdepii nie będzie się odbierać pałaców ani klubów piłkarskich, a może w przyszłości wrócą na zieloną Ukrainę i odzyskają swe utracone latyfundia, jak przystało na sowiecką arystokrację.

    I tak to się pięknie toczy. Dostali z łaski Putina, a odzyskają z błogosławieństwa Zachodu… Obawiam się tylko, że dzielę skórę na niedźwiedziu. Na razie jesteśmy w fazie niszczenia i ofiar. Na razie buduje się co najwyżej reputacje dla przyszłej fazy odbudowy, liberalizacji, wyciągnięcia ręki, deputinizacji i Świetlanej Przyszłości.

  32. 32 Tomasz

    Tutaj Protojerej Artemij Wladimirow przekazuje… Naczytał się biedak Wydawnictwa Podziemnego…
    https://m.youtube.com/watch?v=uLlkmZJzQLg

  33. 33 michał

    Zastanawiam się, Panie Tomaszu, co Pan chciał przez to powiedzieć, ale od paru godzin nie potrafię pojąć. Dostrzegam ironię, ale nie widzę jej ostrza. Ku czemu jest zwrócona?

    Czy chodzi o to, że jeżeli „biedak naczyta się Wydawnictwa Podziemnego”, to zaczyna bredzić, jak Piekarski na mękach? Czy może: naczytawszy się naszej witryny, „biedak” popadł w paranoję?

    Ale przecież protojerej Artemij wie doskonale, co mówi. Jak ogromna większość „rosyjskiej cerkwi” jest produktem sowietów. Stalin i jego następcy stworzyli całkowicie powolną sobie cerkiew, która bez zastanowienia i bez cienia wątpliwości, wiernie służy ich interesom. Artemij należy do niej duszą i sercem, gdzie mu tam bredzić.

    Protojerej ani nie jest biedakiem, ani nawet nie jest durakiem. Służy sowieckiemu państwu, tak samo jak jego przyjaciele z kgb, tylko w innej, równoległej hierarchii. Wypowiada wprost, czego inni słudzy wypowiedzieć nie mogą. Przy czym tu Wydawnictwo Podziemne?

    Pisałem w cylu o „monarchizmie jako zwierzęciu pociągowym”. To samo da się powiedzieć o cerkwi. Zaprzężona do bolszewickiego wozu, ciągnie co sił.

  34. 34 Tomasz

    Panie Michale, może faktycznie g)łupio to wyszło. Nawet zbyt głupio jak na powagę sytuacji. Jasne, że wiem, czym jest „cerkiew rosyjska” i jaką rolę pełni.
    Natomiast może być tak, że Ukraina jest sondowaniem zachodu przed atakiem na Bałtów. Zrobią to jeżeli upewnią się, że NATO rzeczywiście pozostanie bierne. Propaganda ukraińska wyraźnie jest skierowana na sprowokowanie jakiejś reakcji ze strony zachodu. Te duszoszczypatielne przemowy Żełenskiego i jeszcze cała ta mistyfikacja ze szpitalem w Mariupolu.

  35. 35 Tomasz

    Dodam jeszcze, że ci, którzy analizują materiały ze szpitala w Mariupolu są nazywani rosyjskimi agentami i ludźmi pozbawionymi empatii i tp.

  36. 36 michał

    Panie Tomaszu,

    Nie wyszło wcale głupio, tylko niezrozumiale. Sondowanie Zachodu byłoby dobrą hipotezą, ale wówczas jest to sondowanie w celu wywołania III wojny. Jeżeli to tylko próba, to wówczas wracamy do Sun Tzu i celowo ślamazarnej inwazji, by wciągnąć Nato w długotrwałą, kosztowną i niepopularną wojnę. Dodam, wojnę prowadzoną przy pomocy wschodnio-eurpejskich pionków: Bałtyki, prlu, Rumunii, Albanii itp.

    Najwyraźniej nie śledzę tego bardzo uważnie, czy zechce więc Pan wyjaśnić, na czym polega mistyfikacja w Mariupolu?

  37. 37 Tomasz

    Proszę zobaczyć i przeczytać. Czy to, co widać jest tym szpitalem, o którym mówi Żełenski? Tak, tylko że to był pusty budynek. Nie widać porzuconej pościeli, krwi, ubrań. Nie było tam ani matek, ani dzieci. Nigdzie nie podano liczby ofiar. Kolejny film jest inscenizacją mającą potwierdzić straszliwe skutki tego nalotu.
    https://twitter.com/ZelenskyyUa/status/1501579520633102349?s=20&t=FB2eMNTX6hXImh_Dw9tDjA

    Niestety nie mogę znaleźć drugiego filmu. Tylko kilka zdjęć.
    https://twitter.com/coolfonpl/status/1501894213432139777?s=20&t=FB2eMNTX6hXImh_Dw9tDjA

    Film był kręcony przed bydynkiem, którego wnętrza można było zobaczyć w pierwszym materiale a więc przywieziono dziewczynę widoczną na zdjęciach aby uwiarygodnić przekaz. Szpital został przeniesiony dużo wcześniej w inne miejsce.

    Widziałem analizę tej historii z mapami i fi!mem z prawdziwego szpitala ale nie mogę teraz go znaleźć.

  38. 38 michał

    Panie Tomaszu,

    Nie jestem pewien, czego to ma dowodzić. Przyzna Pan, że nawet jeżeli to jest ten sam szpital, to nie mamy pewności, kiedy został sfilmowany.

    Pod drugą linką nie widzę żadnego filmu, tylko komentarze w stylu „kurna” i „jak to jest możliwe”.

    Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie twierdzę, że taka inscenizacja jest niemożliwa. Mało tego, jestem dziwnie spokojny, że obie strony w tym konflikcie są w stanie przeprowadzić taką prowokację. Ale jednocześnie, jest chyba równie prawdopodobne, że szpital został zbombardowany – takie wyczyny mieszczą się doskonale w sowieckim arsenale – a to co oglądamy to sowiecka dezinformacja.

    Osobiście, wolę zawiesić sąd.

  39. 39 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Wracam do Twojego komentarza z 11 marca (10:19), w którym mowa o liczbach uchodźców. Wracam, ponieważ im dłużej się nad tym zastanawiam, nabieram przekonania, że nie ma jednego, w 100% ustalonego celu tej „dziwnej” wojny, że celów takich może być bardzo wiele, a do realizacji zadania wystarczy osiągniecie pewnego ich procentu.

    Powątpiewałeś przy końcu komentarza jakoby 90% mieszkańców Ukrainy miało krewnych lub znajomych w peerelu. Otóż nie wiem, czy brałeś pod uwagę, że przed wojną, powiedzmy w połowie 2021 roku w peerelu przebywało ok. 1,5 mln Ukraińców. A skoro tak, to wedle mnie, hipoteza jakoby ogromna większość Ukraińców znała kogoś (czyli, powiedzmy, widziała w życiu więcej niż 3 razy) pracującego w Polsce nie wydaje mi się z gruntu błędna. No, ale o to mniejsza.

    Przyjeżdżają. I trudno im się doprawdy dziwić. Nie wiem jaki procent z nich ma świadomość, że wyjeżdża ze skrajnie skorumpowanej, nie wyszłej nigdy spod sowietów Ukrainy, ale to także zostawmy. Opuszczają swoje domy, wszystko co mają, nie chcą żyć w porażającym strachu. Czy są wśród nich poukrywani ludzie o niecnych zamiarach?

    Wróćmy do rachunków. Przed wybuchem wojny żyło w Polsce ok. 1,5 mln pracujących Ukraińców. Wedle stanu na dzień 13 marca wypada doliczyć 1,7 mln uchodźców. Łącznie 3,2. Granicę z peerelem przekracza średnio 80-100 tysięcy na dobę. Jeżeli stan wojny i uchodźcza tendencja zostaną utrzymane, za 4 tygodnie ogólna liczba może wynosić 6 mln.

    Wojny bywają o wiele dłuższe, bardziej krwawe, aniżeli ta wojna, dotychczas. Co będzie, jeśli wojenna sytuacja się przeciągnie i zaostrzy?

    Nie napisałbym pewnie tego komentarza, gdyby nie widok człapiącego na piechotę Seana Penna w kierunku granicy z peerelem. Jak wiadomo, umyślił sobie nakręcić akurat teraz film o sowieckiej inwazji na równie sowiecką Ukrainę w 2014. Spotykał się z Zeleńskim 23 lutego i już po ataku, 24 (znaleźli, widać, obaj czas na medialny marketing)…

    Penn (takie wrażenie mnie nie opuszcza) przybył do Kijowa chyba głównie po to, żeby móc powiedzieć o ukrainnym „prezydencie”: ten człowiek nie przypuszczał, dla jakiej ważkiej misji się narodził. No. Tylko coś tu jest niejasne. Bo on kocha wszystko co czerwone (z Hugo Chavezem na czele), dlaczego zatem nie kocha czerwonego Kremla?

    Jedyne, co mi się nasuwa, to wspólna retoryka z Zeleńskim … przyłączcie się do obrony!

    A to rzecz jasna zaproszenie Zachodu do iii wojny. Cel nie byle jaki.

  40. 40 michał

    Darek,

    Tak, oczywiście, że brałem pod uwagę milion Ukraińców w prlu (pamiętam raczej milion Ukraińców i pół miliona Białorusinów, ale nie pamiętam źródła, więc mniejsza o to). Przyznasz jednak, że 90% 40 milionów nie może być spokrewniona z milionem zagranicą (nawet przy wysokim stopniu kazirodztwa, to byłoby trudne). Oczywiście „znać kogoś” (osobiście, nie znam ludzi, których widziałem setki razy np. w pociągach, ale załóżmy, że znają każdego, kogo widzieli więcej niż 3 razy(!)), to co innego, choć nie mniej przez to szalone. Być może 90% ludności w zachodniej Ukrainie ma jakieś (bardzo powierzchowne!) kontakty w Polsce, ale nie w Charkowie, nie w Mariupolu, nie w Odessie.

    Twoja matematyka mnie zadziwia. Sam mi mówiłeś, że młodzi Ukraińcy wracali do domu z prlu, by bronić ojczyzny w potrzebie, więc nie dodawaj 1,7 miliona do półtorej miliona, bo to absurd. Po drugie, 30-40% tych, co przeszli granicę NIE zostaje w Polsce (nie wiadomo dokładnie ile). Powiedzmy, że jest teraz dwa miliony w prlu, z czego pierwszy milion, to NIE SĄ UCHODŹCY! Ci ludzie pracują, płacą podatki, mieszkają w domach, a nie śpią kątem na dworcach kolejowych i w salach gimnastycznych.

    Ale najdziwniejsze, że trzy dni temu mówiłeś chyba coś odwrotnego: „Przyjęcie 1-2-3 milionów nie stanowi wielkiego problemu.”

    Moim zdaniem właśnie stanowi ogromny problem, a co dopiero, kiedy będzie ich więcej? Ale na razie, nie ma mowy o 3,2 miliona, co próbowałem wykazać powyżej.

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.