III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Żeby się przyjrzeć największemu kapitałowi Ukrainy, „najważniejszemu atutowi w walce z agresją Rosji”, wziąłem do ręki hagiografię.  Przeczytałem książkę Wojciecha Rogacina, pt. Zełenski. Biografia (Warszawa 2022).  Właściwie, nie mam racji, to nie jest żywot świętego wedle dostojnych średniowiecznych wzorów, to jest żywot gieroja sowieckowo sojuza, biografia bohatera pozytywnego.  Mały Wowa z Krzywego Rogu był urodzonym przywódcą.  Już w szkole nauczył się, by stawiać czoła prześladowcom i tak mu zostało na całe życie; odtąd walczy z łobuzami i pokłada zaufanie tylko w kolektywie.  Ale wśród tej powodzi bełkotu są perełki.  Oto młody Zełenski przyznaje, że „jak zarobi większe pieniądze, to w niewyjaśniony sposób gdzieś zostawi połowę, a za drugą nakupi prezentów”.  Ot, szczodry Wowa!  Zostawi miliony dolarów na sekretnym koncie w Panamie, a za resztę nakupi prezentów – apartamencik w Londongradzie, willa na Cyprze.  Tylko dla kogo ta hojność?

Ukraińskiego zaczął się uczyć w szkole od II klasy.  Po ukończeniu gimnazjum znał język słabo.  Dopiero w 2018 przyłożył się do nauki, a jeszcze podczas kampanii wyborczej lekcje dawała mu żona.  Nawet ich córka musiała brać korepetycje z ukraińskiego, bo w domu mówi się po rosyjsku.

Wowa został komikiem podczas studiów.  Okazuje się, że komedia, jak wszystko w sowietach, rozwija się w ramach najostrzejszej konkurencji.  Nie w sensie podstawiania nóg i kopania dołków, ale dosłownie: grupy komików wchodzą w szranki na turniejach komedii i ścierają się w darwinistycznej walce o przetrwanie.  Przegrani są bezpardonowo eliminowani, a zwycięzcy przechodzą do kolejnej tury zmagań, aż do wielkiego finału w Moskwie.  Nie powinniśmy się dziwić, bo nic w sowietach nie jest zabawne samo przez się, a darwinizm i przetrwanie silniejszego drogą naturalnego doboru jest fundamentem tego społeczeństwa.  Wowa był wytrawnym darwinistą.  Gdy tak mu było wygodnie, porzucił swój pierwszy zespół w przykrych okolicznościach.  Odszedł od grupy Stem, ponieważ dostrzegł lepsze perspektywy dla siebie w innym zespole, który z czasem przybrał nazwę Kwartał 95.  W 1997 roku poznał i zbliżył się z Aleksandrem Masljakowym, gwiazdą sowieckiej telewizji od lat 60.  Typowy produkt sowieckiej nomenklatury, Masljakow był w dobrych stosunkach z wszystkimi przywódcami sowdepii od Breżniewa do Putina, zawsze należał do sitwy.  Po wielu latach owocnej współpracy z Kwartałem, w roku 2003, Masljakow złożył Zełenskiemu lukratywną ofertę odejścia od zespołu Kwartał 95 i pozostania w Moskwie.  Wowa odparł, że opuszczenie własnej grupy byłoby zdradą, choć kilka lat wcześniej sam opuścił zespół Stem.  Rogacin dodaje ze wzruszeniem, że Zełenski nie przyjął pieniędzy Masljakowa „przez lojalność i silne poczucie gry w jednej drużynie”.  Ale „może także dlatego, że był jedynakiem”!  A również „może wynikało to z charakteru miasta, w którym się wychował?”  Z pewnością hagiograf ma rację, bo po rozstaniu z Masljakowym, Wowa przekonał także swój zespół, by opuścić Krzywy Róg i udać się do Kijowa, ot, taki charakter i lojalność.  Ale nie wolno nam wykluczyć hipotezy, że wszystko to dlatego, że był jedynakiem!…

Jedynak czy nie, Zełenski prędko odniósł sukces w Kijowie.  Był autorem, aktorem, dyrektorem i właścicielem Kwartału 95.  Zespół sprzedał cztery programy telewizyjne stacji Studio 1+1, Ihora Kołomojskiego, ale współpraca została prędko zerwana i poczucie lojalności nakazało Wowie przenieść się do kanału Inter.  Tu jednak domagano się od niego politycznych żartów.  Zdaniem Rogacina, do tego momentu styl komedii Wowy był apolityczny: śmiano się z absurdów Ukrainy i życia na Ukrainie, ale tym razem po raz pierwszy uderzono w polityków.  Były czasy pomarańczowej rewolucji, a więc dobry klimat dla politycznej satyry.  Od tego czasu Zełenski zrobił sobie wrogów z całej klasy politycznej Ukrainy, z tzw. demokratury, a w szczególności z Witalija Kliczko, Julii Timoszenko i Petra Poroszenki.  Pomimo ogromnego sukcesu, Kwartał był dofinansowywany przez państwo.  Okazało się to dopiero wówczas, gdy Poroszenko odebrał im subsydia za wyśmiewanie i poniżanie państwa ukraińskiego zagranicą, tzn. w Rydze, gdzie Zełenski opowiadał m. in. kawał, w którym Ukraina była aktorką z filmu porno, gotową przyjąć dowolne ilości i z każdej strony.  Nawiasem mówiąc, obejrzałem kilka fragmentów kabaretu Wowy.  Są to raczej wulgarne estradowe skecze, pełne blichtru i jaskrawych świateł, których kiczowatość prześciga brak treści.

Zełenski zrobił karierę filmową i stał się najbogatszym aktorem w Ukrainie.  Posiadłości w różnych krajach skrywane były w sowieckim stylu, w sieci spółek akcyjnych na Cyprze i w innych podejrzanych miejscach.  W 2012 roku powrócił do stajni Kołomojskiego i jego firma rosła.  Był niezwykle popularny we wszystkich sowieckich republikach, współpracował także z państwową stacją moskiewską Rossija 1.  Miał swoje biuro w Moskwie i był ko-producentem wielu programów telewizyjnych i filmów w Rosji.  W 2014 roku Kwartał dał występ w separatystycznym Donbasie, za co Zełenski został ostro skrytykowany przez nacjonalistyczną prasę.  Odtąd datuje się jego otwarty i głośny patriotyzm ukraiński.  Zamknął biuro w Moskwie i zaczął dawać koncerty na rzecz walczących w Donbasie żołnierzy ukraińskich.

W 2015 roku pojawił się fenomen w postaci serialu telewizyjnego Sługa ludu (Слуга Народу, co Rogacin tłumaczy chyba błędnie jako „Sługa narodu”).  Serial, którego nie zmogłem w całości, opowiada o młodym nauczycielu historii, który staje się niemal przypadkowo, a w każdym razie wbrew swej woli, prezydentem Ukrainy, i próbuje uporać się z korupcją.  Rogacin zwraca uwagę na scenę, w której fikcyjny Hołoborodko wyrzuca skorumpowanych ministrów, a na ich miejsce przychodzą młodzi ludzie, ale nazwiska pozostają te same.  To dzieci poprzedników; ich doradcy, to kuzyni, a doradcy doradców, to szkolni koledzy.  Rogacin zapomina dodać, że Zełenski zatrudnił swoich przyjaciół i współpracowników z Kwartału, jako doradców, gdy sam został prezydentem.

Osobiście wskazałbym na inne interesujące elementy w serialu, np. bezustanne, niemal obsesyjne podkreślanie, że Hołoborodko jest niezależny, nie jest człowiekiem żadnego oligarchy, ale dam spokój, bo serial cofnął mnie w czasie do lat 70., kiedy to bez uśmiechu oglądało się sowieckie komedie, bo nic innego nie było do oglądania.  Humor jest nachalny, schematycznie przewidywalny i w ogóle nie jest śmieszny, opiera się w zasadzie na jednym gagu, na konfrontacji nie przystających do siebie, dwóch odrębnych światów, elity władzy i pieniędzy oraz zwykłego świata prostych Ukraińców.  Te dwa światy nie rozumieją się wzajem i nie ma między nimi styczności, poza jednym Hołoborodką, który z trudem próbuje je jakoś dostosować do siebie, a także poza wspólną wszystkim obywatelom – powszechną, wszechobecną i dogłębną korupcją.  Swojskim przekupstwem, zrozumiałym kumoterstwem i faworytyzmem na co dzień.

Serial jest typowo sowieckim, sztampowym kiczem – z surrealistycznymi wtrętami, gdzie Hołoborodko rozmawia z Plutarchem i Lincolnem, z Che Guevarą, który jest czymś w rodzaju wyrzutu sumienia, i Cezarem, jako memento mori, co zresztą też zalatuje sowietyzmem na milę – a mimo to, trudno się dziwić, że przemowy fikcyjnego prezydenta odbierane były, jak Ukraina długa i szeroka, jako deklaracje polityczne Wowy.  Nie zmęczyłem nawet pierwszej serii – obejrzałem tylko siedem z dwudziestu dwóch (lub 24, zależy kogo pytać) odcinków.  Wydały mi się nachalną agitką, choć wedle Rogacina, dopiero trzecia seria (z 2019 roku, kiedy Zełenski kandydował już na urząd) ma postać „czystego manifestu politycznego”.  Innymi słowy, mamy tu do czynienia z klasyczną robotą agit-prop: najpierw napiętnować bolączki, a potem natarczywie agitować za jedynym słusznym rozwiązaniem.  Rywale Zełenskiego bezskutecznie domagali się zdjęcia serialu z anteny, gdyż był elementem kampanii wyborczej.  Nawet polski hagiograf przyznaje, że trudno uwierzyć, by Zełenski nie myślał o kandydowaniu, kiedy w 2015 (odcinki ukazywały się w telewizji Kołomojskiego prawie codziennie w listopadzie i grudniu tego roku) pisał scenariusz do pierwszej serii.

W 2016 roku w Odessie, Andrij Bohdan, prawnik Kołomojskiego, poprosił o spotkanie.  Znali się od dawna, np. z negocjacji kontraktowych z kanałem 1+1.  Bohdan zaproponował, by Zełenski stanął do wyborów, a za jego propozycją stały pieniądze Kołomojskiego.  Rozumiem, że żadna ze stron nie kwestionuje tej wersji wydarzeń, a mimo to wydaje mi się ona mało prawdopodobna.  Sądzę, że taka rozmowa miała miejsce o wiele wcześniej.  Już w 2017 Wowa zarejestrował partię i nazwał ją… Sługa Ludu.  W 2018 zaczyna pracować nad swym językiem ukraińskim.  Zabawne, że w pierwszej serii, pokonany przez Hołoborodkę prezydent Ukrainy żali się w pijanym widzie, jak to on wielkodusznie nauczył się ukraińskiego, a naród mimo to go odrzucił.  (Nawiasem dodam, że bohaterowie serialu mówią wyłącznie po rosyjsku.  Kilka zaledwie oficjalnych deklaracji oraz wtręty z dzienników telewizyjnych są podane w języku ukraińskim.  Czyżby podczas pierwszej emisji musiały być tłumaczone w napisach na rosyjski?)

Kampania wyborcza Zełenskiego była szeregiem występów estradowych.  Z wyjątkiem Reagana, może nikt nie był tak dobrze przygotowany do procesu elekcji, jak on.  Jego zwolenników zdradzał „pionierski zapał” i rewolucyjna chęć kreowania „polityka nowego typu”: „taki nasz Kennedy, Trudeau, Obama, Macron…”, zachłystuje się w zachwycie wielbiciel.  Polityczne wycierusy plus facet zamordowany 60 lat temu, to dla nich nowy typ.  Dlaczego nie brać przykładu z Juliana Apostaty?  Któryś z koleżków Wowy mówi, że „ważny jest szyld”, z czego można wysunąć wniosek, że prawdziwym wzorem był Lenin: „ziemia dla chłopów”, by tym łatwiej im ją odebrać; „pokój”, gdy niósł wojnę; i „samostanowienie narodów”, gdy stworzył raj krat.  Szyldem Wowy był Hołoborodko i Sługa ludu.

Na zarzuty, że jest marionetką Kołomojskiego, stawiane przez Poroszenkę podczas kampanii, a później powtarzane wielokrotnie przez prasę, Rogacin nie ma właściwie żadnej odpowiedzi, oprócz retorycznych, choć pobrzmiewających bezradnością, pytań cytowanych za matką Wowy: „Jaką marionetką?  Co ma do tego Kołomojski?”  Poroszenko, z kulturą typową dla ukraińskiej demokratury, nazywał swego oponenta: „klaun, aktor, hologram, marionetka Kołomojskiego i Putina, narkoman i kurdupel”, na co Zełenski wezwał go, przyznajmy, inteligentnie, by stanął do debaty „nie z marionetką Kremla czy Kołomojskiego, nie z kurduplem, nie z bydlakiem, ale z kandydatem na prezydenta”.  Pytania jednak pozostają do dziś.  Zełenski był zamożnym człowiekiem, ale czy zdołałby sfinansować kampanię bez pomocy Kołomojskiego?  Kołomojski nigdy tego nie przyznał.

Technika kampanii Wowy była rodem prosto z kabaretu.  Przygotowane skecze i pozostawienie wąskiego marginesu na spontaniczność, kiedy tego wymaga sytuacja.  Dobry komik trzyma się scenariusza, ale musi umieć reagować na publiczność, zwłaszcza na krzykaczy z tłumu, którzy nagabują trudnymi pytaniami.  Podobnie polityk trzyma się przesłania, a reaguje na trudności w sposób z góry przygotowany.  Na zarzut braku doświadczenia ze strony Poroszenki odparł:

Ja nie chcę być prezydentem.  To wy mnie zmuszacie, bym został prezydentem.  Nie jestem pańskim oponentem, jestem pańskim wyrokiem.

Podobnie reagował w pierwszym, wrogim mu parlamencie, z wyostrzonym słuchem, wyczulony na widownię.  Prędko rozwiązał parlament, stworzył własną partię ex nihil – wcześniej zarejestrował tylko nazwę – robiąc w całym kraju konkursy dla kandydatów, jak do ról w przedstawieniu. [1]

Rozgrywkę między Kołomojskim i Zełenskim w pierwszym okresie jego prezydentury, dokładnie opisał Andrzej Dajewski na wp http://wydawnictwopodziemne.com/2022/07/27/benia-dniepropietrowski-czesc-3/ .  Nie wydaje mi się jednak niemożliwe, żeby Wowa doszedł do władzy dzięki Kołomojskiemu, a mając już w ręku ster, odsunął go.  Mafia wspierała kandydaturę Roosevelta, a kiedy doszedł do władzy, to zerwał z nimi stosunki i zwalczał kryminalne syndykaty (zerwanie z sycylijską mafią nie jest wcale łatwiejsze niż z Kołomojskim).  Faktem jednak pozostaje, że Andrij Bohdan został pierwszym szefem kancelarii prezydenta czyli szarą eminencją nowego reżymu.

Zełenski wygrał wybory parlamentarne, ale wśród jego posłów byli bezrobotni i karierowicze, ludzie przypadkowi lub nieprzypadkowo umieszczeni w werchownej radzie, ludzie o rozbieżnych poglądach, których łączył tylko Wowa.  Tylko, że Wołodymir Zełenski sam nie miał jasno określonego stanowiska politycznego.  W swojej kampanii wyborczej odrzucał „wodzowski model”, ale musiał przecież rzucić jakieś hasło, by móc „zachować kontrolę nad przekazem”.  Hasłem okazało się zakończenie krwawej wojny w Donbasie i pokój z Putinem.  Prędko jednak wyszło na jaw, że nowi posłowie są równie łasi na pieniądze oligarchów, jak ich poprzednicy.  Wowa oskarżał poprzednie rządy o nepotyzm, ale sam otoczył się sitwą przyjaciół z Kwartału 95.  Na stanowiskach rządowych znalazło się niemal 30 osób związanych z firmą Wowy.  Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, jeden z informatorów Rogacina twierdzi, że u władzy w Ukrainie jest „kolektyw rządzący”:

Ustalają, kto co powie, co ogłosi prezydent, trenują to parę razy i następnego dnia wychodzą z tym do mediów albo jadą na spotkania dyplomatyczne.  Tak się robi politykę.  Kolektywnie.  Nie ma mowy o indywidualnym działaniu. [podkr. moje – mb]

Inny współpracownik dodaje, że Zełenski musi „mieć kontrolę nad przekazem”.  Mamy tu więc do czynienia z jednoznacznie leninowską strukturą, mimo że apologeci wskazują zaledwie na jego korzenie estradowe, gdzie miał w istocie kontrolę nad przekazem, jako wytłumaczenie tych manipulatorskich tendencji.

Rogacin przytacza anegdotę, którą uważa za znamienny przykład przystępności prezydenta.  Prezydencka kawalkada zajechała do wsi Dawidkowicze, gdzie przed sklepem tłoczyli się mieszkańcy.  Zełenski zapytał, czy czekają na towar, ale nie, był to spędzony tłum, oczekujący jego przybycia.

– Mało pieniędzy, panie prezydencie – żaliły się kobiety.
– Będzie więcej.  Dajcie nam tylko trochę czasu.

W oczach Rogacina, to jest „nowa polityka”, przystępność i budowanie popularności, przez kontakt z ludem.  Mnie to raczej przypomina stare, bolszewickie politykierstwo, a zwłaszcza tę opowieść Mackiewicza z najciemniejszych dni okupacji sowieckiej, kiedy agitatorzy tłumaczyli ludziom na wsi, że wszystkiego będzie w bród, bo u nas wszystko jest, zaczekajcie tylko obywatele – padwiezut!

– A nędzy u was dużo? – zapytał Florka.
– Nędzy też wam podwiozą – odparł agitator bez zastanowienia.

Przed inwazją, nazwisko Zełenskiego kojarzyło się na świecie z aferą Trump-Biden.  25 lipca 2019 miała miejsce rozmowa telefoniczna, w której Trump prosił Zełenskiego, by wszczął śledztwo w sprawie Huntera Bidena.  Takich rozmów między politykami jest codziennie mnóstwo.  Ale po paru tygodniach, anonimowy pracownik administracji w Waszyngtonie, złożył zażalenie, że Trump nadużył władzy w celu uzyskania zysków wyborczych oraz, że zabiegał zagranicą o interwencję w amerykański proces wyborczy.  Zadałem sobie trud przeczytania transkryptu tej rozmowy https://edition.cnn.com/2019/09/25/politics/donald-trump-ukraine-transcript-call/index.html i nie widzę w niej nic zdrożnego.  Trump nie połączył finansowego wsparcia dla Ukrainy z dochodzeniem w sprawie Bidena Juniora, choć musiało być jasne dla Zełenskiego, że pomoc była dotąd blokowana i mogła łatwo być odblokowana.  Sam Wowa wprost powiedział, że nie czuł żadnej presji ze strony Trumpa, co potwierdza transkrypt.  Anne Applebaum była wówczas zdania, że afera jest przykładem „ukrainizacji polityki amerykańskiej”, ale p. Sikorska nie jest bezstronnym świadkiem.  Trump miał, moim zdaniem, rację, próbując rzucić światło na aferę Bidena juniora, ale uczynił to w sposób mętny i ociekający szlamem podejrzeń, jak wszystko czego się tknął.  W oczach p. Sikorskiej, to Trump przemieniał Amerykę w ukraińskie bagno, tymczasem w rzeczywistości to samo robili Obama i Biden.  Dodam, że jeden z informatorów Rogacina, Aleksander Kwaśniewski, był dyrektorem tej samej oślizgłej firmy ukraińskiej, co Hunter Biden.

Najważniejsze we wczesnej fazie prezydentury Zełenskiego były wszak stosunki z Putinem, a nie z Trumpem.  Nowy prezydent otwarcie obiecywał pokój na wschodniej granicy, choć nie wyjaśnił nigdy, jak zamierzał to osiągnąć.  Postrzegany był jako człowiek Moskwy, co tylko podnosiło go w oczach elektoratu zmęczonego konfliktem w Donbasie.  We wrześniu 2019 doszło do wymiany jeńców, w ramach której zwolniony został filmowiec Ołeh Sencow.  Istotność tego wydarzenia nie mogła umknąć uwagi obserwatorów, ponieważ w ostatniej serii Sługi ludu Hołoborodko obiecał zwolnienie Sencowa…  Czyżby po maoistowsku obiecywał coś, o czym wiedział zawczasu, że się spełni?  Z jednej strony, podniosło to jego prestiż, ale z drugiej, pojawiły się nowe pytania na temat jego zależności od Putina.  Rozmowy z Putinem w Paryżu nie przyniosły żadnego rezultatu.

Jego popularność spadła katastrofalnie, z 73% w dniu wyborów do 28% pod koniec 2021.  Odpowiedzią reżymu na utratę poparcia była kampania deoligarchizacji.  Związki reżymu Zełenskiego z Kołomojskim i Achmetowem stały się tematem tabu w wywiadach z prasą.  Wewnątrz administracji powstała klika rządząca, złożona w dużej mierze ze znajomych prezydenta, do której nie dopuszczano nowych ludzi.  Jak mówi jeden z informatorów Rogacina, „on ufa tylko kumplom, z którymi trzymał całe życie.  Te chłopaki z Zaporoża, Krzywego Rogu i Dniepra od lat są przy nim”.  Czy nie należał do nich także Kołomojski?  O deoligarchizacji pisał tu obszernie Andrzej Dajewski http://wydawnictwopodziemne.com/2022/07/27/benia-dniepropietrowski-czesc-3/ .

Hagiograficzny charakter pracy Rogacina dyskwalifikuje zupełnie ostatni rozdział książki, ten poświęcony wojnie.  Wowa z Krzywego Rogu porównywany jest do George’a Washingtona i Churchilla, ale ten ostatni „nie był czystym demokratą, gdyż wyznawał poglądy imperialistyczne”, więc Rogacin woli zestawienie z Vaclavem Havlem.  Z komedianta przerodził się w atamana, z aktora w bohatera, z prezydenta w legendę.  A legendy między bajki włóżmy.

Popularność Wowy ponownie spada, czemu nie należy się dziwić.  Jest otwarcie oskarżany o autorytaryzm, np. przez Kliczkę.  Ale czy można cokolwiek zarzucić jego postępowaniu?  Jego przemowy są zbyt hurra-optymistyczne, ale gdyby były inne, oskarżano by go o defetyzm.  Czy można ganić go za kabaretową przeszłość?  Armaty grzmiały nadal nad Wisłą, gdy Marian Hemar pisał:

Kabaret stoi na sztuce stosowanej, na kompromisie, na improwizacji i lekkomyślności, na banale zakamuflowanym, podniesionym do artyzmu.  W kabarecie, podobnie jak w kinie, jak w programie radiowym, nie ma miejsca na prawdziwą sztukę, na jej prawdziwy tragizm lub cynizm, na celebrowanie jej metafizycznych sentymentów, na odwagę jej rewoltującego dowcipu.
Nie znaczy to, że kino, kabaret, radio, są ‘gorsze’, niż książka, sala koncertowa, teatr – są inne.  Nie mają wspólnego miernika, są wartościami innego wymiaru.”

Ma więc kabaret wiele wspólnego z polityką.  Estradowy prezydent spisał się lepiej, niż ktokolwiek mógł oczekiwać.

Wbrew przekonaniom wypowiedzianym wielokrotnie przez współpracowników niniejszej witryny, jestem zdania, że są dwie strony w tym konflikcie i Wowa Zełenski jest autentycznym antagonistą Putina.  Co rzekłszy, autentyzm tej wojny nie zmienia jej charakteru jako trzęsawiska, w które wciągnięty może być cały świat.

PS. Pojawiły się w ostatnich dniach plotki o nowym planie Putina, z którym zwrócił się do Bidena. Jest to propozycja rozejmu, a w perspektywie rozbioru Ukrainy. Kijów musiałby uznać status quo i zrezygnować z Donbasu i Krymu.  Taki scenariusz najprawdopodobniej wymagałby odsunięcia Zełenskiego od władzy.  Straty w ludziach są ogromne po obu stronach, ale Putin może sobie na nie pozwolić, gdy Ukraina nie podoła takiej ilości zabitych.  Należy spodziewać się wielkich nacisków na Kijów, by zaakceptować rozejm.

Ale jak to się ma do długoterminowej strategii?  W interesie Putina leży raczej przeciąganie wojny w nieskończoność.  Nękanie Zachodu, by nadwątlić gospodarki (szczególnie europejskie) i wyczerpać do cna, i tak już słabiutką, wolę udzielania pomocy Ukrainie.  Propozycja rozejmu może być także bluffem w celu uwypuklenia różnic między Republikanami i Demokratami w amerykańskich wyborach.  Czy w tej kwestii zachodzić może jakakolwiek „koordynacja” pomiędzy Kijowem i Moskwą?

PPS. Putin odnosi coraz większe sukcesy na froncie, jak wskazuje np. ten niedawny artykuł https://www.ft.com/content/a477d3f1-8c7e-4520-83b0-572ad674c28e .  Jeżeli jest prawdą, że pomimo ogromnej pomocy z Zachodu dla Ukrainy, mimo sankcji itp., tzw. Rosja osiągnęła ostatnio przewagę w wojnie cybernetycznej, to jest znacząca zmiana.   Czy nie miał dotąd takich możliwości, a uzyskał je dopiero ostatnio?  Czy też skrywał je przez cały czas?  Taka jest logiczna alternatywa – bardak albo Sun Tzu – a nie „koordynacja między Zełenskim i Putinem”.  Paradoksalnie, czy przyczyną był sowiecki bajzel, czy Sun Tzu, jest niemalże obojętne.

PPR. Borys Johnson został niedawno oskarżony o zawetowanie rozejmu między Zełenskim i Putinem w marcu 2022.  https://www.thetimes.co.uk/article/boris-johnson-ukraine-peace-talks-russia-war-k220zcrvf  Ceną miała być finlandyzacja Ukrainy.  Jest to oczywiście tylko nowa interpretacja znanej narracji, wedle której Putin obawia się Nato jak ognia, a przyjęcie przerażająco potężnej Ukrainy do paktu atlantyckiego byłoby dla niego końcem marzeń o potędze, i nic by już biedaczkowi nie pozostało, jak tylko usiąść nad rzeką Oką i zapłakać rzewnymi łzami.  W rzeczywistości, przyjęcie Ukrainy do Nato byłoby kolejnym gwoździem do trumny paktu, który i tak już ledwo dycha.

PZPR. W ubiegłym tygodniu odbyła się na naszej witrynie interesująca dyskusja pod artykułem Jacka Szczyrby na temat Nudis verbis.  Debata dotyczyła dziwnie skręconych i wykrzywionych stosunków między Kijowem i Moskwą.  Nie zrozumiałem tylko, jakie były konkluzje.  Czy koordynacja między stronami rozciąga się aż do masowych grobów w Buczy?  Do porywania dzieci?  Do tortur i egzekucji?  Czy tylko do sugestii Giorgii Meloni, że nie powinno być więcej pomocy dla Ukrainy, jeżeli nie rozpoczną się rozmowy pokojowe?

________

  1. Darek Rohnka podsunął mi następującą notkę internetową: https://lb.ua/news/2017/12/02/383656_partiya_reshitelnih_peremen.html na dowód, że „środowisko Zełenskiego podjęło działania wokół partii znacznie wcześniej niż jest to oficjalnie stwierdzone”. Nie ma jednak żadnej sprzeczności między powyższą notką, a chronologią podaną przez Rogacina. W 2017 Zełenski zarejestrował partię pod nazwą Sługa Ludu, a dopiero w 2019 zaczął ją wypełniać kandydatami na posłów, do tego momentu była pustą skorupą.  A to że jakaś partyjka była wcześniej zarejestrowana pod nazwą „partii Decydującej Zmiany”, wydaje mi się zupełnie bez znaczenia: kupili po prostu legalną dokumentację gotowej partii.  Co innego, jeżeli znajdzie się dowód, że ta partyjka została założona wcześniej przez Zełenskiego…  Ale nawet wówczas trudno przykładać do tego inne znaczenie, niż to rozważane w powyższym artykule, tj. że Wowa planował kandydowanie na prezydenta o wiele wcześniej, niż gotów jest to przyznać.


Prześlij znajomemu

23 Komentarz(e/y) do “Doktryna Gierasimowa i Wołodia Iljicz – Wowa”

  1. 1 Andrzej

    Panie Michale,

    Moim zdaniem Zełenski to bardzo podejrzana postać, jak również cała jego ekipa.

    Co do stopnia koordynacji działań na froncie, to twierdzę (wyrażałem to już jakiś czas temu w komentarzu), że nie jest ona konieczna. Wg mnie wystarczy, że wydarzeniami w tym kontekście steruje Kreml, a Kijów nie robi nic poza naciskaniem na pomoc ze strony Zachodu, spektakularną (widowiskową) obroną i wkraczaniem na tereny opuszczone przez przeciwnika (co, jak mi się zdaje, miało miejsce dotychczas; „operacja charkowska” – jak sądzę jedyna, którą można by zakwalifikować jako ofensywę – też na tym zasadniczo polegała).

    Pisze Pan słusznie, że wejście Ukrainy do NATO byłoby gwoździem do jego trumny. Czy nie może to być jednym z zamierzonych celów? Czy ta ukraińska „gra o NATO” nie jest prowadzona właśnie po to, aby NATO dobić (tak jak wcześniejsza „gra o NATO” demoludów i sowieckiej Bałtyki po „upadku komunizmu”, aby NATO unieszkodliwić)? Czy wejście Ukrainy do Niuni nie będzie oznaczało obecności tamtejszych sowieckich komisarzy wśród komisarzy eurokomunistycznych?

    Czy nieprawdopodobna jest hipoteza, że Moskwa kroi Zachód z jednej strony, a Kijów z drugiej?

    Odnośnie przebiegu tej wojny, proponuję zastanowić się na następującymi kwestiami:

    1. Dlaczego po niemal dwóch latach tej dziwnej wojny, jak się wydaje, dobrze już wyposażona armia ukraińska – nie dotyczy to tylko pomocy militarnej i finansowej z Zachodu i broni z „postkomunistycznych” demoludów, lecz także własnej produkcji (bo chyba zarządcy kraju ją rozwinęli do potrzeb wojennych? a jeśli nie, to dlaczego?) -, nie jest w stanie zmienić sytuacji na froncie na swoją korzyść, podczas gdy w pierwszym roku, dysponując tylko starym sowieckim sprzęem i podarowaną ręczną bronią przeciwpancerną, osiągnęła tak oszałamiajace świat sukcesy jak spowodowanie wycofania się przeciwnika spod Kijowa, Mikołajewa, Czernichowa, Sumów i Charkowa, skuteczna ofensywa charkowska oraz odzyskanie Chersonia.

    2. Dlaczego armia sowiecka (kremlowska) nie wykorzystywała na początku tej dziwnej wojny takich broni jak np. samolotów TU-95ms i TU-22M3 (z wczoraj podanej informacji)? Czy nie byłoby jej łatwo z ich pomocą zająć Kijów, Charków, Zaporoże itd.? Chcieli to zrobić najmniejszym kosztem, bez wsparcia z powietrza?

  2. 2 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Podejrzany w sensie, że podejrzewamy go o coś? Czy tylko, że nie ufamy mu do końca? Na przykład, Mitia Karamazow był podejrzany o ojcobójstwo, ale czy był podejrzanym typem?

    Możemy się zgodzić, że nie ma „koordynacji na froncie”, choć (o ile pamiętam, a pamięć już nie ta), Darek nie bardzo się zgadzał. Wyznam, że potrzeba dowodzenia, że nie mogło być koordynacji między ofiarami tortur i dręczycielami, moralnie mnie odstręcza. Ale jaka jest ta koordynacja? Kreml steruje, a Kijów nic nie robi oprócz walki, to mało przypomina koordynację, a wygląda raczej jak wojna. Kiedy sowieciarze weszli do Polski w 39 roku, a Wódz Naczelny wojska polskiego wydał rozkaz, by nie strzelać do wchodzących okupantów – czy zachodziła tu wówczas koordynacja? Proszę pamiętać, że w porównaniu, mówimy o ludziach, którzy strzelają, zabijają i giną.

    Zamordowanie Nato może być, i zapewne jest, jednym z wielu celów, ale czy nie sądzi Pan, że były inne sposoby osiągnięcia go? Hipoteza takich rezultatów, jakie Pan wyłożył powyżej jest wielce prawdopodobna – sam się do niej skłaniam – ale hipoteza takich założeń jest naciągana, chyba że cele są niezwykle dalekosiężne (czego wykluczyć nie można) i pozostają niejasne.

    Pierwsze Pańskie pytanie powyżej należy chyba przeformułować. Ukraińcy są na ostatnich nogach, wedle wszelkich raportów, PONIEWAŻ prawie całkowicie polegają na dostawach z Zachodu, który nie jest na wojennej stopie. Jeżeli dostaną F16, to będą potrzebowali bezustannych dostaw rakiet do nich, nie mówiąc już o częściach i obsłudze, do której nie mają bazy. Zatem pytanie zapewne powinno brzmieć, dlaczego nie produkują własnej broni?

    Na drugie pytanie – stawiane już prawie dwa lata temu – nie mam odpowiedzi. Dlaczego tak długo walczyli z rękami związanymi za plecami? Znamy dwie możliwe odpowiedzi: bajzel albo Sun Tzu, ale to nie unieważnia pytania. Jeśli bajzel, to czy nagle się poprawiło? Jeśli Sun Tzu, to w jakim celu?

    Nasuwa mi się hipoteza, którą chyba już nieśmiało stawiałem. Klasyczna koncepcja komunistów, to metoda przewlekłej wojny, męczącej, nękającej, nie wymagającej wielkich sił ze strony komunistycznych agresorów, a wycieńczającej dla każdego w miarę normalnego państwa lub narodu i zwłaszcza dla Ameryki. Taki konflikt Putin zainicjował w Donbasie 10 lat temu. I to by mu wystarczyło, gdyby nie ten drobiazg, że cały świat zignorował Donbas i Krym, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Merkel wzruszyła ramionami i wszystko zostało po staremu. Zdołał wciągnąć Zachód w bagno dopiero w 22 roku.

    Ale koordynacja? Gdzie są na to jakiekolwiek, choćby niebezpośrednie dowody?

  3. 3 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Nie wiem skąd u Ciebie to zamiłowanie do uproszczonych zestawień? Z jednej strony koordynacja działań frontowych, z drugiej taż sama koordynacja między ofiarami tortur i ich katami? Przyjmijmy, że zestawiając te dwie kwestie, tkwiłeś w błędzie. Boć nie przypisujesz mi chyba naiwności jakobym każdą ofiarę tej wojny, każdy wybuch, zabłąkaną kulę, zdziesiątkowane kompanie i bataliony uznawał za tanią mistyfikację w stylu rumuńskiej Timisoary?

    Co innego koordynacja działań na poziomie przyfrontowym, taktycznym; a co innego gdy dochodzi do niej na poziomie strategicznym. Andrzej pisze w swoim komentarzu wprost o wkraczaniu na tereny opuszczone przez przeciwnika, co się następnie przedstawia jako wielki wojenny triumf. Ostatecznie, warto chyba pamiętać, że wciąż mamy do czynienia z tym samym sowieckim związkiem, sztucznie podzielonym. Jak na pewno pamiętasz, JM mocno naigrywał się z zapisu sowieckiej konstytucji, mówiącej o tym, że każda republika w dowolnym czasie władna jest opuścić związek!… bo to, istotnie, nonsens, przyznasz chyba?

    Tytułowy Wowa jest bez wątpienia figurą podejrzaną i wielce antypatyczną, co nawiasowo daje się wyczytać najzwyczajniej z Twojego artykułu. Karamazow nie ma tu nic do rzeczy. Nie chodzi tu przecież o zarzut ojcobójstwa, ale o klarownie przedstawione w Twoim tekście inklinacje Żełenskiego do ludzi podejrzanej konduity, pisząc o owych typach spod cienia czerwonej gwiazdy najdelikatniej. Zerknij może do tego coś sam napisał…

    Bardzo cenię Twoje uporczywe trzymanie się uzasadnionych wątpliwości. Czy jednak pozostawanie w programowej niewiedzy nie nazbyt mocno wiąże nam rąk przy snuciu wszelkich możebnych (i nie) dywagacji?

    Podkreślasz krwawy rozmach wojny i pytasz: po cóż to? Czy nie można „zamordować Nato” w inny sposób, łatwiejszych? Potrafisz taki wskazać? Póki co, metoda okazuje się być skuteczna. Buńczuczny początkowo Zachód mięknie; zapowiadane zbrojenia, mobilizacje, armie… do dziś to jeno bajeczne fantasmagorie.

    I jeszcze jedno, w odniesieniu do tekstu: Roosevelt, jakkolwiek uwikłany, mógł się (choć pewnie nie bez problemów) wyzwolić z mafijnych powiązań. Żełenski, powiązany z kagebowską oligarchią Kołomojskich Achmetowów takich możliwości nie ma.

  4. 4 michał

    Więc jaka jest ta koordynacja, proszę?

  5. 5 Andrzej

    Panie Michale,

    Podejrzewam Zełenskiego o podstępną grę polityczną w odniesieniu do Zachodu i nie ufam mu. Obydwie te rzeczy wynikają z jego sowieckich powiązań.

    Koordynacja pomiędzy Kijowem a Moskwą jest moim zdaniem taka sama, jak w ramach fałszywego konfliktu pomiędzy Moskwą a Pekinem (w czasach tzw. sino-soviet split). Dwa ostrza tych samych nożyc.

  6. 6 michał

    Panie Andrzeju,

    Koordynacja jest „taka sama, jak w ramach fałszywego konfliktu pomiędzy Moskwą a Pekinem”. Tak? Czyli na poziomie szefów partii, tak? Czy też zachodzi uzgodnienie na jakimś teoretycznym poziomie strategicznym? Bo tak utrzymuje Darek. Jak to wygląda?

    O ile pamiętam jest mnóstwo dowodów na koordynację sino-sowiecką. Jakie są dowody na koordynację w tej wojnie, teraz?

  7. 7 michał

    Darek,

    Słowo „podejrzany” jest dwuznaczne po polsku. Czy zamierzasz mnie winić za brak precyzji naszego ojczystego języka? Dzięki.

    Jeżeli Żełenski to Zełenski, to owszem, miał on koneksje z oligarchami, a oni bez wątpienia mieli – bo czy nadal mają, pozostaje otwartą kwestią – związki z kgb. To właśnie przez nich Putin kontrolował Ukrainę, jak próbowałem nieudolnie pokazać na krótko przed lutym 22 roku w 22-odcinkowym cyklu o „upadku komunizmu”. Z tego głównie powodu, odrzucam powszechnie przyjętą narrację, że musiał dokonać inwazji, by przywrócić kontrolę nad Ukrainą. Jest to także jeden z wielu powodów, dla których ta inwazja jest tak dziwna. Ale oligarchowie bardzo wyraźnie używają dziwnej wojny, by wyzwolić się spod kontroli Putina. Bardzo możliwe, że to się okaże nieskuteczne, możliwe nawet, że tylko udają, ale w przeciwieństwie do Ciebie, ja nie jestem wszechwiedzący i nie wiem, co się stanie. Muszę zatem przyjąć fakty: sprawiają wrażenie, jak gdyby próbowali się wyrwać, a jak, dlaczego i czy naprawdę, to inna sprawa. Zostawiam ją otwartą, ponieważ na razie NIE WIEM. Ty natomiast zdajesz się WIEDZIEĆ. Powtarzanie w tym kontekście, że nikt nie odchodzi z kgb, jest niepoważne, bo ta zasada dotyczy czekistów, a nie ich kontaktów. Nikt chyba nie twierdzi, że Zełenski jest w kgb? Chyba, że źle Cię zrozumiałem i Twoim zdaniem jest pułkownikiem w fsb. Jeżeli tak, to znowu, nie widzę na to żadnych dowodów. Chętnie je rozważę, jeśli mi je przedstawisz.

    Jakiekolwiek były jego „powiązania” – z Masljakowym, z Kołomojskim i całą tą sowiecką sitwą, to nie były nawet w jednej dziesiątej tak silne, jak związki Własowa ze Stalinem. Czy i Własow także działał w koordynacji ze SMIERSZEM? Bo miał „powiązania”? Wowa wydaje mi się akurat postacią raczej sympatyczną, w tej sowieckiej nudzie, choć w ograniczony, sowiecki sposób. Podobnie sympatyczną, jak, powiedzmy, Jeremi Przybora, choć na pewno na o wiele niższym poziomie, na poziomie wulgarnych numerów estradowych. (Nawiasem mówiąc, gratuluję dociekliwości; zrozumiałeś, że nie chodzi o ojcobójstwo! Geniusz. Czy pan ma siostrę?)

    Zatem jeszcze raz: na czym ma polegać ta koordynacja? Nie ma koordynacji w kazamatach ani na frontach – świetnie, zgadzamy się. Nie ma koordynacji taktycznej – doskonale. A jaka jest koordynacja strategiczna? Ja jej nie widzę, więc chętnie wysłucham. Podajesz „wkraczanie na tereny opuszczone przez przeciwnika, co się następnie przedstawia jako wielki wojenny triumf”. W takim świetle, opuszczenie Paryża przez Wehrmacht, zajęcie go przez Aliantów i obwieszczenie zwycięstwa, byłoby dowodem strategicznej koordynacji między Eisenhowerem i Hitlerem.

    Jeśli ta koordynacja jest tak oczywista, to nie powinno być trudno wytłumaczyć np. jak została ustalona? Przez kogo? I jakie są na to dowody? Choćby wskazówki, choćby ślady, niechby tylko cień śladu wskazówki…

    Po owocach poznacie ich. Jak dotąd, owocem postawy Zełenskiego jest strzelanie do sowieciarzy.

  8. 8 Andrzej

    Drogi Panie Michale,

    Chyba za bardzo Pan to ścina brzytwą Ockhama.

    Wydaje mi się, że dowody na koordynację chrlowsko-sowiecką pojawiły się znaczne później, a przedstawił je publicznie dopiero Golicyn w 1984 roku, poprzez przedstawienie faktów o współpracy KGB i chrlowskiego odpowiednika, oraz przez analizę tego co się działo (na podstawie „nowej metodologii”; wszystko to jest w 16 rozdziale „New Lies for Old”). Jednym słowem, w czasie trwania owego „konfliktu”, była to dezinformacja, wykorzystująca istniejące zawsze różnice pomiędzy kompartiami, a nie koordynacja „na poziomie szefów partii”.

    Czy wcześniej były to dowody, czy raczej przekonanie?

    Ja nie dysponuję dowodami, lecz przekonaniem wynikającym z bardzo moim zdaniem prawdopodobnej hipotezy o wspólnym działaniu Kijowa i Moskwy przeciwko tzw. Zachodowi, uzasadnionej poznanymi faktami, które m.in. Pan przedstawia w powyższym artykule.

  9. 9 michał

    Drogi i Szanowny Panie Andrzeju!

    Brzytwa Ockhama nie przychodzi z instrukcją obsługi. Ma Pan na pewno rację, że można nią wymachiwać za bardzo i niechcący wyciąć byty, które okazać się mogą całkiem niezbędne. Jego brzytwa ma wiele zastosowań i oprócz walki z mnożeniem bytów, służy także do oszczędności argumentacji. W interesującej nas obu sprawie, następujące sformułowanie Ockhama może mieć zastosowanie: nie należy przyjmować konieczności założeń w wyjaśnieniu stanu faktycznego, chyba że jest ona [ta konieczność] ustalona na podstawie oczywistego doświadczenia, samo-ewidentnego rozumowania, lub wymagana jest przez wiarę. Ockham był teologiem, ale także logikiem. Jego odwołanie się do wiary jest tu niezwykle interesujące, trafne i bardzo pouczające.

    Czy mamy jakieś oczywiste doświadczenia koordynacji między Kremlem i Kijowem? Ja ich nie widzę, ale chętnie wysłucham Pańskiej opinii. Czy jest jakaś ewidentna argumentacja za taką koordynacją? Jak dotąd, nie znalazłem jej w Pańskich wypowiedziach, ale znowu, proszę wybaczyć, jeśli nie zuważyłem i przypomnieć mi ją.

    „Czy wcześniej były to dowody, czy raczej przekonanie?”, pisze Pan bardzo słusznie, z typową dla siebie szczerością i jasnością. Tak, przekonanie czyli … wiara. Przekonanie o tej koordynacji jest artykułem wiary. Wszystko to bolszewicy, a już my wiemy, jak bolszewia działa – proszę zwrócić uwagę, że zaliczam siebie do tego MY. To jest nasza wiara – nas, antykomunistów – a ktoś tu nagle domaga się dowodów?! Skandal, zaprzaństwo i zdrada, zdrada, podstępne, zimne oczy gada!

    Ja także nie dysponuję dowodami, ale nie chcę zatrzymać się na wierze, bo w wypadku bolszewii, akt wiary jest bluźnierstwem. Ja także mam przekonanie, że coś tu nie gra i ta wojna jest dziwadłem, ale nie chcę zatrzymać się na akccie wiary.

    Powtórzę więc raz jeszcze z najwyższym, osobistym szacunkiem dla Pana: może jednak warto się zastanowić? Ma Pan rację, że o dowody trudno, może nigdy ich nie będzie. Zgoda, ale czy nie należy szukać? Czy nie lepiej pytać o wskazówki, niż przyjmować na wiarę? Czy nie warto wymachiwać brzytwą Ockhama, w końcu krzywdy nikomu nie zrobi, a może wyostrzyć nasze rozumienie. Może dzięki niej natrafimy przynajmniej na jakieś ślady. Na jakieś cienie wskazówek, na szkielety dowodów.

    Podtrzymuję wszystko, co powiedziałem w obu częściach artykułu o doktrynie, Wołodii i Wowie, ale nadal nie widzę, jak jest możliwa jakakolwiek koordynacja działań na frontach Ukrainy.

  10. 10 amalryk

    Chmm, nie lubię Ockhama. Zasadniczo jego zasada prostoty nie mówi nam, która teoria jest prawdziwa, a jedynie, która jest bardziej prawdopodobna.

    Może Wowa to taki ukraiński Nagy?

  11. 11 michał

    Panie Amalryku,

    William z Ockham nie jest „do lubienia”, w takim sensie jak np. Abelard czy Duns. On był chłodnym logikiem, i często trudno się z nim zgodzić, nawet jeżeli jest dyskusyjne, czy był nominalistą. Ale brzytwa? Brzytwa wydaje mi się nadzwyczaj trafna i pomocna. Oszczędność w argumentacji przekonuje mnie jako zasada. Prostota rozumowania często wiedzie nas do odrzucenia powszechnie przyjętych wniosków: „król jest nagi!”, to klasyczne zastosowanie brzytwy.

    Czy Imre Nagy jest analogią dla Zełenskiego? Może. Może. Nagy był po prostu komunistą, stuprocentowym, w pełni oddanym bolszewikiem. Może i Wowa też jest.

  12. 12 amalryk

    „Nie lubię Ockhama” – to tyle, że nie odczuwam sympatii wobec niego, nic ponad to. Wszak chyba nie jestem odosobniony w tym, że miewam takie uczucia wobec postaci historycznych, których z powodu „tyranii czasu” nigdy bezpośrednio nie poznam, ani one mnie… (Chociaż dopuszczam do siebie ewentualność, że bezpośredni kontakt z taką osobą mógłby moją opinię o niej jednak odmienić). Brzytwa czyli zasada prostoty , którą jego imieniem „ochrzczono” podobno występuje już u Arystotelesa, a Ockham tylko ją często i umiejętnie stosował i stąd ten patronat. Nie , nie nie lubię brzytwy, narzędzie jak narzędzie, bywa przydatne…

  13. 13 michał

    Ciekawe. Wydawało mi się, że jedno ze sformułowań brzytwy Ockhama – „bytów nie należy mnożyć ponad konieczność” – pojawia się wcześniej w podobnej formie u Dunsa Szkota, ale nie wiedziałem, że coś takiego występuje już u Arystotelesa. To podstawowe sformułowanie miało ogromne znaczenie w sporze o uniwersalia i wpływ na dalszy rozwój teologii, gdyż jego nominalizm w zasadzie odarł wiarę z racjonalnego rdzenia. Etienne Gilson pisze:

    „Niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek, pozostało po Ockhamie z racjonalnego rozumienia wiary, które było udziałem Bonawentury, Alberta Wielkiego, Tomasza z Akwinu i współczesnych im myślicieli.”

    Niestety niewiele zostało także z tych sporów, z uniwersaliów, z realizmu i teonomistycznego nominalizmu Ockhama. Pozostała tylko Brzytwa, zasada oszczędności myślenia: prostsze wyjaśnienie jest lepsze niż bardziej skomplikowane. Z czego nie wynika wcale, że musi być słuszne. Z Okhamowej Brzytwy wynika takie powiedzenie angielskie, że jeśli wyjaśnieniem wydarzenia może być spisek albo głupota, to najprawdopodobniej powodem była ludzka głupota (to brzmi lepiej po angielsku: if it’s either conspiracy or a cock-up, it’s likely to be a cock-up).

    To może być słuszne w 9 wypadkach na 10, co sprawia, że ten dziesiąty przypadek jest tak interesujący.

    Dla mnie Brzytwa pozostaje użyteczna w sytuacjach intelektualnego ZAKAŁAPUĆKANIA SIĘ – jakże często spotykanych na niniejszej stronie.

  14. 14 Dariusz Rohnka

    Spisek versus głupota,

    W proporcji 1:10 jest być może trafnym założeniem dla rzeczywistości prebolszewickiej. Gdy rozpatrujemy przejawy aktywności późniejszej,
    a tym się tu głównie zajmujemy, hipoteza taka mniej przemawia do przekonania. Oszustwo, podstęp, prowokacja nie są niczym niezwykłym w dziejach świata. Tyle, że w dobie Marksów, Leninów, Trockich, Gramscich oraz wszystkich, mniej lub bardziej udanych ich spadkobierców oraz naśladowców, zarówno tych ze Wschodu jak i z Zachodu, stawianie rzeczywistości na głowie stało się normą postępowania. Ten modus operandi jest ulubionym narzędziem oddziaływania nie tylko bolszewików (w ściślejszym znaczeniu terminu), ale zasadniczo wszystkich, którzy biorą aktywny udział w życiu „politycznym”. W przestrzeni publicznej mamy do czynienia na co dzień z wielką nieprawdą. A czymże innym jest tak uplasowana nieprawda jak nie spiskiem, wymierzonym w adresata, tzw. demokratycznego suwerena, konsumenta dobrodziejstw płynących ze strony państwa, zwanego staromodnie opiekuńczym, w istocie państwa ubezwłasnowolniającego w coraz większym zakresie skołowanych, bezbronnych obywateli?

    Głupoty z pewnością w świecie nie brakuje, pozostając jednak od 100 lat z górą w obrębie oddziaływania antycywilizacji bolszewickiej, uzasadnione zdaje się być twierdzenie, że spisek i prowokacja więcej ważą na szali ludzkich motywów, aniżeli miało to miejsce w przeszłości; nie stanowią wyjątku od reguły, ale raczej żelazną zasadę. Jeżeli zatem chcemy koniecznie podążać za kolejnym razem Ockhamowskiej brzytwy (w poszukiwaniu prostoty), spisek jest o wiele bardziej prawdopodobny aniżeli zwykła głupota (wbrew ukutemu przekonaniu).

  15. 15 michał

    Och, Darku, nie powinieneś tego brać aż tak bardzo do siebie…

    Problem leży na pewno w moim tłumaczeniu. Nie ma dobrego polskiego odpowiednika dla określenia „cock-up”. „To cock something up” znaczy spartolić, spieprzyć. Zatem rzeczownik oznacza coś w rodzaju partaniny, ale jest bardziej ostateczny, dokonany, skończony.

    Nie jestem statystykiem i nie mam zielonego pojęcia, czy przed bolszewią stosunek spisku do partactwa był jeden na 10, czy 1 na 20? Proponuję, żebyś przeprowadził badania w tej kwestii i wtedy natychmiast przyjmę, jeżeli proporcja okaże się być 1:17. Zanim jednak przeprowadzisz badania, będę się trzymał Brzytwy. Aaaa! Nie! Nie będę się trzymał Brzytwy, bo nie zamierzam się pochlastać, więc tylko będę stosował ockhamowskie narzędzie.

    Co rzekłszy, gratuluję, że dostrzegłeś znaczenie spisku w naszych leninowskich czasach, ale muszę z pokorą wyznać, że nie rozumiem Twego pytania:

    „A czymże innym jest tak uplasowana nieprawda jak nie spiskiem, wymierzonym w adresata, tzw. demokratycznego suwerena, konsumenta dobrodziejstw płynących ze strony państwa, zwanego staromodnie opiekuńczym, w istocie państwa ubezwłasnowolniającego w coraz większym zakresie skołowanych, bezbronnych obywateli?”

    Nieprawda jest spiskiem? Jeśli powiem, że Ziuta jest piękna, to spiskuję, bo jest naprawdę paskudna jak wystrzał z Aurory?

  16. 16 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Proponuję nie skręcać po raz kolejny na manowce, a trzymać się brzytwy.

    Co stoi za sowieckimi działaniami (przyjmując – nieśmiało – założenie, że to wciąż sowieckie działania)? Głupota czy spisek? Partanina czy prowokacja? Co bardziej prawdopodobne z punktu widzenia Ockhamowskiej, czy może tylko najzwyklejszej w świecie, prostoty rozumowania?

    Imperialna głupota podszepnęła włodarzom Kremla atak na suwerenną Ukrainę. Głupota nakazała zaniechać stosownego do okoliczności wsparcia elektronicznego i lotniczego. – 10 punktów na skali prawdopodobieństwa.

    Operacja wojenna i powiązane z nią działania (w tym zaniechanie koniecznych przedsięwzięć) wynikają z zaprojektowanego wcześniej, realizowanego planu. – 1 punkt.

    Przekonujące?

  17. 17 michał

    Manowce, kochane manowce. Proponuję skręcać na nie jak najczęściej, ale proponuję to tylko sobie, bo najwyraźniej tylko mnie interesują meandry myśli, zaczem będę za nimi podążał.

    Czy powyższe jest przekonujące? Nie jest. Byłoby może zabawne, ale niestety, także nie jest.

  18. 18 Dariusz Rohnka

    Tu się, niestety, zgadzamy.

  19. 19 michał

    Gdzie się zgadzamy, proszę? Nie bardzo widzę jakikolwiek punkt, gdzie byśmy się zgadzali w powyższej wymianie (nawet w najbardziej sarkastycznej interpretacji). Bardzo wyraźnie i jednoznacznie zarzucasz mi, że się wykręcam od dyskusji, a ja najzwyczajniej w świecie nie widzę, żeby to było prawdą. Jaka tu może być zgoda? Nie ma nawet sardonicznej zgody. Nie dowiem się, dlaczego „nieprawda jest spiskiem” (sic) ani co ma oznaczać „uplasowanie nieprawdy wobec skołowanych (sic!) i bezbronnych (sic!!) obywateli”.

    A ja w ogóle nie rozumiem, co to mogłoby oznaczać.

  20. 20 Dariusz Rohnka

    Zgadzamy się, że to nie jest zabawne. To pewnie jedyny punkt.

  21. 21 michał

    Hmm, raczej nie. Przy takiej zgodzie, Pan Bóg nam ręki nie poda. Jest dla mnie mało zabawne, że odmawiasz najprostszych wyjaśnień, a dla Ciebie nie. Jest smutne, że Twoim zdaniem nieprawda jest spiskiem, ale nie zamierzasz wyłożyć dlaczego i co to znaczy. Bardzo jest smętne, że piszesz o skołowanych obywatelach, ale odmawiasz zastanowienia, czy obywatel, który daje się skołować nieprawdzie uplasowanej jako spisek, wart jest złamanego grosza, a co dopiero przestrzeni publicznej, którą go tak hojnie obdarzasz.

    Twoja odmowa nastraja mnie melancholijnie. W sam raz na Popielec i Wielki Post.

  22. 22 Dariusz Rohnka

    Jak napisałem wcześnie, manowce mnie nie interesują.

  23. 23 michał

    Pogratulować mężnej postawy. Dałeś skuteczny odpór manowcom. Rozbite w puch, nie powrócą już do dawnej mocy. I to jeszcze tak wcześnie! Jak to się chyba mówi tam u Was w prlu: szacun pozdro.

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.