(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« (Polski) Pół wieku w „tupiku”. O 36. i 37. tomie <i>Dzieł</i> Józefa Mackiewicza raz jeszcze (II) <sup>[1]</sup>

Sorry, this entry is only available in Polski.



7 Comments "(Polski) Bunkier w Kazuniu"

  1. michał

    Drogi Panie Jacku,

    Bardzo ciekawa historia. Interesowałem się kiedyś sprawą tego zabójstwa, wręcz studiowałem ją, bo wydawała mi się kluczowa dla przeprowadzenia prowokacji tzw. upadku komunizmu w prlu. Wyznaję ze skruchą, że nie wiem nic o jej dalszym ciągu, o późniejszych dochodzeniach i opracowaniach. Zważywszy jednak “naturę” dzisiejszego wcielenia prlu, trudno pojąć, dlaczego tak ważne miejsce w męczeńskiej Golgocie księdza Popiełuszki, bunkier, o którym Pan pisze, nie zostało jakoś wyraźniej uhonorowane.

    Muszę także podnieść kość niezgody wobec Pańskich słów w kwestii historii, “co by było gdyby”. Pisze Pan:

    “No dobrze, ale co właściwie by się stało, gdyby przy okrągłym stole po stronie „społecznej” zasiedli tylko michnikuremek i TW Bolek? Jak wtedy potoczyłaby się historia? Co by się stało, gdyby opozycja niepodległościowa, spadkobiercy ideowi AK i NSZ pozostali w podziemiu i nie dali się wciągnąć w komunistyczną prowokację?”

    Zostawmy NSZ na boku. Zatrzymajmy się przy tych spadkobiercach ideowych AK. Tak z pewnością było, koncesjonowana i niekoncesjonowana opozycja odwoływała się bezustannie do AK. W moim przekonaniu, był to bardzo trafny wybór świętych patronów, ponieważ AK, podobnie jak cała ta opozycja, odmawiała walki z sowieciarzami. AK otwarcie wspomagała krasną armię w “wyzwalaniu” Wilna, jawnie nazywali nadchodzącą okupację bolszewicką wyzwoleniem. A potem narzekali, że zostali zdradzeni. Mackiewicz słusznie wyśmiewał taką pozycję: zdradzić może tylko przyjaciel, a nie wróg. Niczego innego nie wolno było oczekiwać od bolszewii.

    Ale w takim razie, dlaczego inne miałyby być wyniki rozmów pod okrągłym stołem, gdyby zamiast komunistów, jak Kuroń i Michnik, leżeli tam w pijanym widzie spadkobiercy poputczyków, Korbońskiego, Nowaka i tylu autentycznych bohaterów akowskiej epopei?

    Słusznie kładzie Pan nacisk na zewnętrzny kontekst, Reagan, Papież i powszechna zgoda na “upadek komunizmu”, który właściwie uniemożliwiał inny rozwój wypadków. Jednak wymogi alternatywnej historii są takie, że zmuszamy się do zastanowienia, jak inaczej mogło się to potoczyć. Nie widzę, w jaki sposób spadek AK mógł był zmienić tok ówczesnych wydarzeń. Był to bowiem spadek kolaboracji z sojusznikiem naszych sojuszników, czyli w tym wypadku, z Gorbim, przyjacielem Reagana.

  2. Jacek

    Panie Michale,

    Jeśli chodzi o śledztwo w sprawie zabójstwa Popiełuszki, to myślę, że dziś wiadomo o tej zbrodni niewiele więcej, niż w czasie, kiedy Pan ją studiował. Najwięcej o tamtych wydarzeniach wie pewnie wspomniany w artykule prokurator Andrzej Witkowski. Kiedyś oglądałem z nim wywiad i miałem wrażenie, że wie znacznie więcej, niż może powiedzieć. Wiedza ta jest do dziś bardzo niebezpieczna. Myślę, że Witkowski miał dużo szczęścia, że nie skończył tak jak Falzmann, czy Pańko, w związku z inną tajemniczą aferą.

    Natomiast w kwestii dziedzictwa AK, to oczywiście, że chęci walki z komunistami wiadoma opozycja nie wykazywała. Ale ja się zastanawiam, jak potoczyłaby się historia, gdyby tę chęć właśnie wykazała, wyciągając wnioski z postawy Popiełuszki. Czy gdyby działacze niezwiązani z lewicą laicką, ci deklarujący dążenia niepodległościowe, w większości zbojkotowali okrągły stół, to jakoś znacząco wpłynęłoby to na strategiczny plan sowietów? Gdyby Kiszczak pozostał w 1989 roku sam, może tylko ze wspomnianymi trockistami i Bolkiem, to przecież jego plan musiałby być mocno zmodyfikowany. Czy może właśnie wystarczyłby jednak deal z Michnikiem i jego ferajną, tyle, że wtedy opozycja w osobach Macierewicza, Naimskiego, Kaczyńskich, etc pozostałaby poza układem, ale generalny efekt pozostałby taki jak dziś? Jak Pan sądzi?

  3. michał

    Panie Jacku,

    Problem w tym, że to co się w prlu nazywa “postawą niepodległościową”, nie wychodzi nigdy poza spadek po AK. Ani Antek Macierewicz wraz z całym Głosem, ani Kaczyńscy, ani Solidarność Walcząca, nie wychodzili chyba poza ten spadek, poza tak rozumianą postawę niepodległościową.

    W początkach lat 80 w Podziemiu pojawiło się pismo “Niepodległość”, które przebudziło mnie z metafizycznej drzemki. Do dziś sądzę, że Pan Bóg mi je zesłał, żeby przygotować mnie mentalnie do antykomunizmu Józefa Mackiewicza. Bez “N” tkwiłbym nadal w marazmie tych powtarzanych w kółko frazesów o Ojczyźnie, koniecznie z wielkiej litery, o Piłsudskim i AK, o Papieżu-Polaku i “w mojej Ojczyźnie obalono komunizm”.

    Sytuacja w Polsce w roku 1989 była zaledwie wycinkiem większego płótna. Pan Andrzej Dajewski nazywał to trafnie Jesienią demoludów, bo w każdym musiało się odbyć to samo, zatem jeśli nie Michnik, to kto inny, co za różnica. Rodzimej dosyć jest kanalii…

    A jak Pan sądzi?

  4. Jacek

    Panie Michale,

    Myślę, że Michnik nie był kluczowym elementem tego planu. Oczywiście on i jego środowisko było ważne, zachodni pismacy widzieli w nim antykomunistę, więc jakoś tam jego udział wpisywał się w scenariusz. Ale Kiszczakowi zależało, żeby w operację wplątać też ludzi pokroju Kaczyńskich. To on zaprosił Lecha do okrągłego stołu, żeby formację niepodległościową też wciągnąć w prowokację. Sam Michnik to byłoby chyba za mało, tak mi się wydaje. I to się udało, Kaczyński podżyrował wszystkie ustalenia z komunistami, a potem rozdzierał szaty, że to była zdrada. A co by było, gdyby ludzie tej formacji nie dali się wciągnąć?

    Swoją drogą, im dłużej przyglądam się działalności Kaczyńskich po 1989 roku, tym bardziej zastanawiam się, ile w ich decyzjach było naiwności, graniczącej z głupotą, a ile jakichś czynników dotąd nieujawnionych, być może agenturalnych.

    Proszę napisać coś więcej na temat „Niepodległości”. Jakie treści tak na Pana wpłynęły?

  5. michał

    Drogi Panie Jacku,

    Z pamięci sito, gdzie mnie pamiętać, jaka była treść ‘N’? Po czterdziestu kilku latach pozostaje głównie wrażenie, a wrażenie było wówczas silne, bo generalnie wszyscy mówili to samo. Wszyscy popierali “przywódców związkowych”, byli za zalegalizowaniem Solidarności i temu podobne banialuki. A ‘N’ nagle pisała, że reaktywizacja panny S nie doprowadzi do niepodległości Polski, że wszyscy ci przywódcy podziemni są nic nie warci. Nie pamiętam szczegółów, ale w tym nagle było życie, ktoś gwałtownie zmiótł ze stołu frazesy i utarte sztampy myślowe i trzeba było myśleć od początku, na własny rachunek. Taką rolę spełniła “Niepodległość” w moim życiu. A treść? Przypuszczam, że nawet gdyby mi się chciało to dzisiaj czytać – a nie mam ochoty – to byłby ogromny zawód. Ale jak mówi jakaś wschodnia mądrość (Zen lub Tao), kiedy uczeń jest gotów, to nauczyciel się pojawi. ‘N’ nie była jeszcze nauczycielem, ona tylko przygotowywała uczniów.

    Hipotetyczne “co by było, gdyby” jest zawsze stymulujące myślowo, zwłaszcza w szczegółach. Np. co by było, gdyby Aleksander zwrócił się na Zachód, ku Rzymowi, a nie na Wschód, ku Persji? Szczegóły są tu interesujące, bo starcie Macedończyków z Rzymianami byłoby fascynujące. Jednak nawet gdyby Aleksander zwyciężył (a tak osobiście sądzę), to dalej sprawy potoczyłyby się mniej więcej tak, jak się potoczyły.

    I podobnie niestety jest z Jesienią demoludów. Gdyby ten czy ów postąpili inaczej, szczegóły byłyby fascynująco inne, ale całość obrazu upadku komunizmu byłaby taka sama, bo świat tego chciał. Na dwa lata wcześniej były minister brytyjski pisał, że będziemy oglądać wkrótce rozebranie muru berlińskiego na ekranach zachodnich telewizorów…

  6. Jacek

    Panie Michale,

    Rzeczywiście z poziomu peerelu, czy innych demoludów zablokowanie tego procesu byłoby pewnie niemożliwe. Ciekawe jest, czy takie możliwości mieli Reagan i Thatcher. Z ich poziomu chyba można byłoby wytrącić sowietom inicjatywę. Ale oni niestety zignorowali Golicyna i połknęli haczyk.

  7. michał

    Drogi Panie Jacku,

    Możliwości to oni oczywiście mieli, ale nie mieli WOLI. Z jednej strony, to jest ironia historii, że najlepsi, najwybitniejsi przywódcy Zachodu, para, która – bez żadnych cudzysłowów – uratowała Zachód przed degrengoladą socjalizmu, że właśnie tych dwoje ludzi uratowało międzynarodowy komunizm. Thatcher utorowała drogę ze swoim “I like Mr. Gorbachev. We can do business together.” Ale niestety Ronald Reagan nie pozostał w tyle. W rezultacie, oboje zadowolili sie potiomkinowską atrapą upadku.

    Jednak z drugiej strony, w moim głębokim przekonaniu, tego właśnie potrzebowali sowieciarze dla przeprowadzenia prowokacji upadku komunizmu. Potrzebowali mocnych, krytycznych przywódców z prawej strony; kiedy oni byli przekonani, to zwycięstwo było w kieszeni. Gdyby u władzy byli wówczas ludzie pokroju Cartera czy Callaghana, albo nawet Forda, Nixona lub Heatha, to cała operacja byłaby bez wątpienia poddana o wiele bardziej uważnej lustracji, rozebrana na składniki pierwsze o wiele bardziej skutecznie. Po prostu dlatego, że ci ludzie byli zbyt daleko na lewo.

    Co rzekłszy, nie chciałbym stworzyć wrażenia, że tzw. prawica na Zachodzie – samo określenie jest absurdalne, bo prawica w ogóle nie istnieje – mogła była być jakąś gwarancją sukcesu wobec sowieckich prowokacji. Tak nigdy nie było, od samego początku bolszewii.

Comment



Wydawnictwo Podziemne