Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Sowieciarze przez dziesiątki lat znani byli w świecie ze swych tzw. działań aktywnych (активные мероприятия, active measures). Posiadali całe departamenty, których jedynym zadaniem było prowadzenie tych tajemniczych akcji. Polskie określenie, „działania aktywne”, jest nie tylko mylące, ale jest także masłem maślanym, bo przecież działania nie mogą być bierne, „działać” to znaczy „być aktywnym”. Sens rosyjskiego określenia w jego dosłownym brzmieniu jest bardziej subtelny: „aktywnie przyjąć miary” albo „środki”. Chodzi zatem o to, by „zmierzyć sytuację” i przedsięwziąć odpowiednie środki, by móc na tę sytuację aktywnie wpływać w pożądany sposób.

Rzecz jasna, podstęp, zakulisowe machinacje, fortele, maskowanie własnych celów, ośmieszanie wrogów, wszystko to jest stare jak świat – Iliada i Odyseja mogą być uznane za pierwszy podręcznik do prowadzenia kampanii „aktywnych środków”. Ale Lenin i jego bolszewicy, jak to próbowałem kiedyś nieudolnie pokazać w artykule pt. „Smutno mi, Boże!”, nie wymyślili niczego nowego, a tylko wzięli doskonale znane składniki i sformułowali z nich nowy koktejl – Metodę. Metodę zdobycia i utrzymania władzy, która jest istotą zjawiska określanego mianem „komunizm”. Prowokacja stała się dla nich chlebem powszednim. Już we wczesnych latach 20. ubiegłego wieku rozwinęli propagandę na temat wydarzeń wewnątrz sowdepii oraz, równolegle z nią, szeroką akcję dezinformacji, której kulminacją było stworzenie fałszywych „grup oporu” w celu zidentyfikowania wrogów wewnętrznych i stworzenia na zewnątrz przekonania, że nie należy destabilizować sowietów, by nie przeszkadzać w ich „ewolucji”.

Aż do lat 50. różne departamenty wywiadu i kontrwywiadu (cywilnego i wojskowego), partii i kominternu, ministerstw spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych konkurowały na tym polu. W 1959 roku ówczesny szef kgb, wschodząca gwiazda kompartii, młody i dynamiczny Aleksander Szelepin, stworzył departament ‘D’, który odtąd koordynować miał aktywne środki. Wedle niepotwierdzonych pogłosek, ‘D’ oznaczać miało ‘dezinformację’. Departament ten rozrósł się z czasem i przerodził w „służbę ‘A’”. Jednakże ściśle rzecz biorąc, „dezinformacja” nie była ani celem, ani naczelnym środkiem nowego departamentu. Czekiści definiowali ją jako „celowe rozprzestrzenianie całkowicie bądź częściowo zniekształconych informacji w celu wprowadzenia w błąd i osłabienia wroga”. Środki aktywne natomiast działały najlepiej, gdy były całkowicie zgodne z prawdą. Stąd klasyczne dla czekistów pytanie: ile jest deza w proponowanej operacji?

Na czele nowej organizacji stał uczeń Artuzowa, który zdołał przeżyć czystki, Iwan Agajanc. Ludzie Agajanca woleli używać sympatyków niż agentów, a jeżeli już musieli polegać na agentach, to woleli agentów wpływu niż „kretów” czy „nielegałów” – ci byli potrzebni do innej roboty. Najczęściej umieszczali artykuły poprzez przyjaznych dziennikarzy, ale ich ulubioną metodą było przekazywanie wysublimowanej interpretacji wydarzeń poprzez sowietologów i „kremlinologów”, tej podlejszej odmiany gatunku. Klasycznym tego przykładem jest wieloletnie i bezustanne podtrzymywanie obrazu walki o władzę na Kremlu, rzekomego podziału między „liberałami” i „konserwatystami”, „betonem” i „reformatorami”. Niewątpliwie nie uszło uwagi czekistów, jak bardzo udała się podobna operacja w prlu, gdy dwie grupy nazwano „natolińczykami” i „puławianami”, choć bardziej utrwaliła się nazwa „chamy i żydy”. W dzisiejszych czasach, jest to już obowiązująca interpretacja każdego totalitarnego reżymu, gdzie ścierać się mają frakcje „prozachodnia” i „konserwatywna”.

Departament ‘D’ nie wahał się jednak używać bardziej brutalnych i bezpośrednich środków: fałszowania dokumentów, pozorowania kompromitujących wycieków i nieprzerwanej kampanii dyskredytowania aktywnych wrogów komunizmu. Uciekali się nawet do manipulowania cenami na giełdach w celu osiągnięcia krótkotrwałych zysków monetarnych – sławna operacja sprzedaży ton złota, nasuwa się jako przykład. Ludzie Agajanca podsunęli właścicielom kopalni kruszcu oraz rozmaitym analitykom z Wall Street i z londyńskiej City, fałszywe raporty na temat trudności w wydobyciu i obniżone szacunki produkcji. Zanim analitycy zorientowali się, że raporty nie mają pokrycia w rzeczywistości, ceny poszły w górę, a kgb zdołało sprzedać 25 ton złota z dużym zyskiem.

Najważniejszym, nadrzędnym celem aktywnych środków było ogólne osłabienie Zachodu, destabilizacja, wprowadzenie zamieszania i dezorientacji, zbałamucenie i wprowadzenie w błąd wroga.

Ale to wszystko jest za nami, nieprawdaż? To „historia”, było-minęło, bo przecież nie ma już sowietów, rozpadły się jak domek z kart. Te opowieści o fałszywych dokumentach, to nic więcej jak przyczynki do dziejów „zimnej wojny”, do tych starych złych czasów, kiedy kulturni czekiści prowadzili gry szpiegowskie z dżentelmenami z MI5 i CIA. Wszystko to woda pod mostem, ponieważ komunizm upadł, nie ma już kompartii, ani kgb, marksizm został doszczętnie skompromitowany, a post-modernistyczna dekompozycja świata zastąpiła skutecznie Marksa z Engelsem w łepetynach intelektualistów, jako opium dla inteligencji.

Ale zaraz! W takim razie, co się stało 16 lutego w Waszyngtonie, gdy Robert Mueller, były dyrektor FBI, w roli specjalnego oskarżyciela, oskarżył oficjalnie trzy „rosyjskie” firmy oraz imiennie 13 obywateli „Rosji” o prowadzenie konspiracji w celu poderwania zaufania do instytucji rządowych Stanów Zjednoczonych? Trzy, rzekomo prywatne, firmy należą do niejakiego Jewgienija Prygożyna, który po bliższych oględzinach okazuje się być nadwornym kucharzem Putina, ale także byłym urką, pospolitym kryminalistą. Spędził 9 lat w więzieniach i obozach gułagu, skazany za kradzież, defraudację i prostytucję nieletnich.

Akt oskarżenia, który można przeczytać tu, twierdzi, iż leningradzka – o, pardon, sanktpetersburska – Internet Research Agency prowadziła długotrwałą akcję w amerykańskich mediach internetowych, której celem było popieranie kampanii wyborczej Bernie Sandersa i Donalda Trumpa. Pracownicy agencji Prygożyna organizowali nawet mityngi wyborcze, jak gdyby partyjne aparaty kandydatów w amerykańskich wyborach, nie były w stanie same zorganizować spotkań z elektoratem. Czy oznacza to, że p. Clintonowa jest wrogiem czekistów? Raczej nie, ale większy widzieli potencjał destabilizacji w kampaniach Sandersa i Trumpa.

Mówią nam, że komunizm upadł – w chrlu i sowietach jest teraz kapitalizm. Ale sercem kapitalizmu jest swobodny przepływ kapitałów w procesie wolnej konkurencji. Tymczasem w tzw. post-komunistycznych pseudo-państwach nie ma ani konkurencji, ani przepływu kapitałów. Jest wyłącznie koncesjonowany kapitał, który jak z „Bożej łaski” spływa na wybranych i posłusznych oligarchów, a wszelka próba podjęcia jakiejkolwiek konkurencji z wybranymi monopolistami kończy się interwencją tajnej policji.

Mówią nam, że związek sowiecki rozpadł się i nie ma powrotu do dawnych podziałów w Europie. Ale zarówno sami sowieciarze – o, przepraszam, Rosjanie! – jak i ich zachodni oponenci, uważają całą Europę Wschodnią za uprawnioną strefę wpływów Moskwy.

Mówią nam, że marksizm został zdezawuowany z kretesem i nikt już się nie da dziś nabrać na idiotyzmy w rodzaju „centralnego planowania” czy „społecznego posiadania środków produkcji”. Ale staro-obrzędowi komuniści w rodzaju Bernie Sandersa czy Jeremy Corbyna, nie odnosili od lat takich sukcesów wyborczych, jak w ciągu ubiegłych kilkunastu miesięcy, a nie ukrywają swych otwarcie komunistycznych planów.

Mówią nam, że kgb nie istnieje w takiej formie, w jakiej istniało przed „upadkiem komunizmu”. Tylko że istnieją ci sami czekiści. Są nadal ekspertami w swojej dziedzinie, tj. w dziedzinie politycznych zabójstw (dosłownych i tych metaforycznych), kontroli i manipulacji, mącenia wody i destabilizacji. Podobnie jak dla wczesnych czekistów, prowokacja jest dla nich chlebem powszednim. Ich metody pozostały w zasadzie niezmienione, a tylko dostosowane do technologii XXI wieku. Ogromna większość skandali, jakie zachwiały Ameryką i Europą w ubiegłych kilku latach, znalazła swoje źródło w przeciekach zorganizowanych przez sowietów, na wzór departamentu ‘D’ Agajanca. Jak ich czekistowscy przodkowie, wolą używać prawdziwych informacji, jeżeli to tylko możliwe, ale nie wahają się przed fałszerstwem i łgarstwem w żywe oczy, bo wedle leninowskiej ortodoksji, każdy środek jest dobry, jeżeli prowadzi do celu.

Skoro tak wielki wysiłek włożyli w kampanie wyborcze, to czy wynika stąd, że Trump jest marionetką w rękach czekistów? Że Corbyn jest agentem czeskiej razwiedki, a Sanders ukrywającym się od dziesięcioleci nielegałem? Nie można wykluczyć, że Trump to „nasz człowiek w Waszyngtonie”, ale osobiście jestem zdania, że czekiści mają tyle rozumu, że nie będą werbować narcystycznej baryłki smalcu z pomarańczową czupryną, bo na agentach trzeba móc polegać (wiem, wiem, że to nie brzmi zbyt dobrze, i że wygląd prezydenta Stanów Zjednoczonych nie jest najważniejszy, ale jak można ufać komuś, kto zaczesuje farbowane włosy z jednego ucha nad drugie?). Corbyn natomiast jest trockistą, który domagał się głośno w latach 80., by sowiecka kompartia zrehabilitowała jego ulubieńca, więc też nie nadawał się na agenta (zresztą wpływów nie miał żadnych).

Wydaje mi się obojętne, czy mamy do czynienia ze spiskiem w celu obsadzenia sowieckiego agenta w Białym Domu, czy jak chcą obrońcy Trumpa, spiskiem „głębokiego państwa” w celu obalenia legalnie obranego prezydenta Stanów Zjednoczonych. I w jednym, i w drugim wypadku, jedynie sowieciarze będą czerpać korzyści z destabilizacji, jaką sieją.

Czy dochodzenie Muellera nie jest wszakże oznaką zdrowia amerykańskich instytucji? Czy nie ma w tym, choćby tylko zaczątkowej, ale nie mniej przez to chwalebnej próby dochodzenia prawdy, a w perspektywie, otrząśnięcia się z czekistowskich wpływów? Prawdę mówiąc, nie sądzę. Już niebawem – może za rok, a może za dziesięć lat – czeka nas bowiem kolejne odprężenie, de-putinizacja i kolejna zgniła odwilż. Postępowa część światowej opinii publicznej powita wówczas z radością ocieplenie w stosunkach między mocarstwami i nastąpi kolejne „kochajmy się!”



Prześlij znajomemu

24 Komentarz(e/y) do “Działania aktywne (zanim nastąpi kolejne „kochajmy się!”)”

  1. 1 Paweł

    Putin powiedział że pakt sowiecko-nazistowski z 1939 nie był niczym złym. Dostrzegam w tym nie tylko usprawiedliwienie ale i zainteresowanie w takim oto sensie: taaak…, to było coś interesującego – może warto powtórzyć? Z kim mógłby ułożyć się Putin?

  2. 2 michał

    Z kim mógłby się ułożyć? Z Trumpem?

    Ale wie Pan na pewno, że to nie Putin pierwszy użył tej formułki: Pakt Ribbentrop-Mołotow to była mądra polityka.

    Sowieci mieli od początku dwie linie obrony: zaprzeczanie, że była tajna klauzula, albo że to było mądre posunięcie Stalina. Jak w całej swej polityce, Putin jest tylko kontynuatorem.

    Na marginesie (choć to nie ma wiele wspólnego z tematem), Ribbentrop został skazany na śmierć w tej najgorszej hańbie wymiaru niesprawiedliwości, jakim był „proces” norymberski, z jednego powodu: ponieważ mówił wprost o istnieniu tajnej klauzuli do paktu z sowietami, o umówionym podziale Europy Wschodniej i o odpowiedzialności Stalina za rozpoczęcie wojny. Ribbentrop nie był zbrodniarzem wojennym, ale to nikogo spośród zbrodniarzy zasiadających jako sędziowie, oskarżyciele i kaci, nic nie obchodziło.

  3. 3 Paweł

    Panie Michale, to jest temat na wielką debatę: prawdziwe oblicze procesów norymberskich (diabeł ubrał się w ornat…).

  4. 4 michał

    Panie Pawle,

    Już, już miałem powiedzieć, żeby Pan otwierał tę wielką debatę, kiedy zawahałem się. Dotarło do mnie bowiem, że właściwie nie ma tu czego dyskutować.

    Najwięksi zbrodniarze II wojny zasiedli w glorii sędziów. Kłamcy oskarżali w imię „prawdy”, a mordercy w imię „wartości ludzkich”; ci, którzy rozpoczęli wojnę, oskarżali w „obronie pokoju”. Ludzie odpowiedzialni za hekatombę ofiar w Rosji, za zagłodzenie milionów własnych obywateli, oskarżali o ludobójstwo. Wykonawcy zbrodni katyńskiej rzucali oskarżenia w twarz oficerom Wehrmachtu. Odpowiedzialni za gułag, pomstowali na obozy koncentracyjne.

    A to wszystko wobec wolnej – podkreślam: wolnej – opinii publicznej Zachodu, która doskonale wiedziała i o Hołodomorze, i o wielkim terrorze, i o pakcie Ribbentrop-Mołotow, i o Katyniu, o kłamstwach sowieckich i o Żelaznej Kurtynie.

    Tfu! Czy jest tu coś jeszcze do dyskusji?

  5. 5 Paweł

    Można tylko dodać – jak długo ten układ trwa. Międzynarodowy Trybunał w Strasburgu w 2013 wydał wyrok w sprawie Katynia korzystny dla Moskwy.

  6. 6 michał

    Panie Pawle,

    Jak się ludzie zwracają do semi-bolszewickiego gremium, to nie powinni narzekać na wyrok. Trybunał europejski uznał, że nie jest kompetentny w tej sprawie. Ale moim zdaniem nie jest kompetentny w ogóle. Ja w każdym razie, odmawiam uznania jurysdykcji takich trybunałów.

  7. 7 amalryk

    „(…)niejakiego Jewgienija Prygożyna, który po bliższych oględzinach okazuje się być nadwornym kucharzem Putina, ale także byłym urką, pospolitym kryminalistą(…)” – Ale to nie jakiś krewny Ilji Prigogine?

    Komunizm rozlewa się niczym biblijny potop po całym globie, tylko zamiast spienionych wód tryskających ze źródeł Wielkiej Otchłani mamy delikatnie sączące się szambo, którego smrodliwe wyziewy zatruwają umysły i dusze… Cały ten Zachód to tylko galwanizowany trup, nie ma co się na nich oglądać w naiwnej nadziei na jakiś ratunek jeżeli nie potrafimy pomóc sobie sami. Pocieszające jest jednak to że nic nie będzie wiecznie trwać na tym lichym świecie.

  8. 8 michał

    Nie sądzę, żeby był spokrewniony z wicehrabią Prygożynem, nie. Ale Bóg jeden raczy wiedzieć.

    „delikatnie sączące się szambo, którego smrodliwe wyziewy zatruwają umysły i dusze…” – to jest niestety prawda.

  9. 9 Andrzej

    Jak patrzeć na dzisiejsze, otwarcie wyrażane przez sowieckich czekistów i chińskich komunistów (a pod ich osłoną północno-koreańskich i bolszewików irańskich) groźby wobec USA? Czy nie dlatego tak robią, że są pewni tego, że nikt im się otwarcie nie sprzeciwi? Biadolenie polityków amerykańskich o złamanych przez sowietów (rzecz jasna, nikt ich nie nazwie po imieniu) traktatach, to dowód na przemożną chęć zachowania pacyfistycznej postawy za każdą cenę. Trump przy tym wszystkim jest nie tyle głupi co po prostu śmieszny, jego wrogami są „postępowi” aktorzy, celebryci albo lewackie media. I taka jest jego rola. Jego prezydentura to katastrofa dla Stanów Zjednoczonych, co gorsza nikt nie zdaje się otwarcie temu przeciwstawić. Mattis, Kelly i McMaster czy w jakimś stopniu Tillerson, zdają się tolerować to pomimo wszystko. I ja nie sądzę, żeby dochodzenie Muellera mogło cokolwiek zmienić, co najwyżej szerzej otworzy drzwi bolszewikom. Co nie oznacza, że ujawnienie sprawy ingerencji sowieckiej w politykę amerykańską nie ma żadnego znaczenia. Przynajmniej ukaże jasno rzeczywistość, do tej pory zakłamywaną bo ta ingerencja ma przecież miejsce od dziesięcioleci. Sądzę jednak, że niezależnie od wyniku, lewacy wykorzystają tę sytuację celem trwałego, ostatecznego zdobycia władzy politycznej w kolejnym „rozdaniu”. Po to właśnie sowietom jest potrzebny Trump. Wizja Sandersa (czy kogoś jeszcze gorszego) jako kolejnego prezydenta jest coraz bliżej realizacji – upadek USA w bolszewicką otchłań, wydaje mi się być kwestią nie tak odległego czasu. Wówczas może nastąpić wspomniane „kochajmy się!” i Putin przestanie być potrzebny, bowiem wypełni swoje zadanie. A jeszcze dwa lata temu byłem niepoprawnym optymistą, myślałem że Ameryka ma jeszcze siłę podnieść się z kolan. Dziś uważam, że jednak nie ma tej siły. Chciałbym się mylić.

  10. 10 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Rzadko występuję w roli „optymisty”, bo bezbożny optymizm wydaje mi się grzechem. Niechże Pan więc mnie źle nie zrozumie.

    Czy nie tak samo wydawało się obserwatorom międzynarodowej sceny politycznej pod koniec lat 70.? Upadek wydawał się wtedy kwestią bliskiej przyszłości. Ameryka i Wielka Brytania lazły prosty w sowieckie łapy, ale pojawili się wówczas na scenie ludzie pokroju Thatcher i Reagana, i powstrzymali nieuchronny, zdawało się, ześlizg. Taka jest jedna wykładnia.

    Inna jest taka, że przedstawienie pt. upadek komunizmu, nie mogło być przeprowadzone wobec rozlazłej i biednej Ameryki Carterów czy Wielkiej Brytanii lejburzystów i Arthura Scargilla. Żeby przedstawienie wyglądało przekonująco, musiał istnieć realny nacisk, który do upadku miał doprowadzić. Ale Reagan i Thatcher realnie wzmocnili Zachód. Jako zabawne ćwiczenie zaproponowałem ostatnio komuś, żeby obejrzał jeden po drugim dwa filmy pt. The Blues Brothers. Pierwszy z 1980, drugi z 2000 roku. Pierwszy świetny, drugi słabiutki, ale proszę spojrzeć, jak się zmieniła Ameryka. I to w oczach lewicowych, krytycznych obserwatorów; to są dwa różne kraje. To jest właśnie wpływ Reagana i Thatcher. Bez nich, ich kraje, a za nimi cały świat, ześliznęłyby się niepostrzeżenie w degrengoladę i chaos, a potem w sowietyzm.

    Pod wieloma względami dzisiaj jest gorzej, ale nie pod każdym względem. Zachód jest silniejszy gospodarczo dziś, niż wówczas, ale chrl jest stokrotnie silniejszy. Militarnie nikt nie sprosta potędze amerykańskiej, co nie było takie pewne po klęsce wietnamskiej i demoralizacji lat 70., ale brak woli użycia tej siły pozostaje.

    Co będzie? Nie wiemy. Dlatego rację mają Jezuici, gdy wołają: rób, co powinieneś – będzie, co może. Nie od nas zależą wyniki naszych własnych działań.

  11. 11 Przemek

    „Działania nad-aktywne”. W lutym z zimną krwią zamordowano słowackiego dziennikarza Jana Kuciaka i jego narzeczoną. Z oficjalnych informacji do których dotarłem to była kwestia śledztwa dotyczącego włoskiej mafii i jej powiązań z wysokimi sferami władzy na Słowacji. Bardzo lubię południowych sąsiadów Polski, zawsze przy okazji staram się odwiedzić częściej Czechy, ale i Słowację też. Zawsze uważałem te kraje za niezwykle spokojne, przyjazne, może trochę zamknięte na obcych. Historia, poza góralami, to raczej układy i spolegliwość. Pewnym wyjątkiem może być „Praska wiosna”, choć pozostaje kwestia zamierzonej sterowalności z zewnątrz.
    Szkoda tak młodych ludzi bestialsko zamordowanych – to był wyrok, wykonany przez specjalistów.
    Trochę tak poza tematem piszę, ale gdzieś to chyba wszystko się łączy. Władza, mafie, komunizm.

  12. 12 amalryk

    „(…)Militarnie nikt nie sprosta potędze amerykańskiej, co nie było takie pewne po klęsce wietnamskiej…(…)”

    Dla kogo nie było pewne? Pamięta pan Panie Michale już dawno dziś zapomnianą wojnę chińsko-wietnamską z 1979 roku? Brat mojej śp. mamy był wówczas na szkoleniu w Twerze (wtedy Kalinin) w ramach Układu Warszawskiego; ta fantastyczna uczelnia nazywała się wówczas: „Военная Kомандная Aкадемия Противовоздушной Oбороны” i znajdowali sie tam wówczas na przeszkoleniu również oficerowie Wietnamskiej Armii Ludowej. Otóż gdy mój wuj, wraz z kolegami zaintrygowani tym pojedynkiem Dawida z Goliatem, po zakupieniu odpowiedniej ilości alkoholu udali się do Wietnamczyków w celu zasięgnięcia od nich jakiś bliższych informacji na temat tego dziwnego konfliktu; to po nieufnym przywitaniu (Wietnamczycy byli traktowani tam dość obcesowo), szybko ocieplonym (azjaci mają dość słabe głowy) kilkoma szybkimi głębszymi wietnamscy weterani (wojny wietnamsko-amerykańskiej ma się rozumieć) szybko przeszli do rzeczy i na zaimprowizowanej mapie pokazali z grubsza aktualną sytuację militarną i spodziewaną jej kontynuację.
    Byli zarazem bardzo spokojni o przebieg tego konfliktu, za każdym razem stwierdzając: „Wojna? A cóż to za wojna? O! Z Ameryką , to była wojna!” I otwarcie przyznawali, że wówczas byli już na krawędzi kompletnego załamania w tej sławnej „wygranej” wojnie…

  13. 13 michał

    Panie Przemku,

    Wedle ich własnej definicji, środki aktywne to NIE morderstwa polityczne, nie wykańczanie byłych agentów, jak choćby w ubiegłą niedzielę w Salisbury, czy usuwanie niewygodnych świadków. Ich celem było wpływanie na sytuację, zmienianie jej w pożądanym kierunku. Zabójstwa, a nawet czysta dezinformacja, są o wiele mniej subtelnymi narzędziami, i należą do arsenału innych departamentów.

    Nie sądzę, żeby zabójstwo Kuciaka czy atak na Skrypala można zaliczyć nawet do „nad-aktywnych” działań. To jest po prostu fizyczna likwidacja przeciwników.

    Klasycznym przykładem kampanii aktywnych środków wydaje mi się natomiast wpływanie na wybory w Ameryce przed rokiem (z okładem).

  14. 14 michał

    Panie Amalryku,

    „Dla kogo nie było pewne?” – pyta Pan. Dla kogo nie było oczywiste w latach 70., że nikt nie sprosta Ameryce? Dla nich samych – odpowiadam.

    Zwątplienie we własne siły jest najgorszym stanem w konflikcie. Wielki myśliciel, Marvin „Marvelous” Hagler, (czyli naprawdę bokser, mistrz świata wagi średniej z lat 80.) wypowiedział wiekopomne słowa: Starve the doubt, feed the faith.

    Czyli zagłodź wątpliwości, karm wiarę. Nie jest to stanowisko religijne, wbrew pozorom. Chodziło mu wyłącznie o to, że trzeba wierzyć we własne siły, kiedy się wchodzi w szranki. A Ameryka nie wierzyła w siebie – i to było jej największą słabością. Pod pewnymi względami jest tak nadal.

    Muszę tu podkreślić, że mówię tu o militarnym konflikcie (dla którego walka w ringu jest świetną metaforą), a nie o kulturze. Sceptycyzm, powątpiewanie w swoje własne racje, jest jak najbardziej na miejscu w rozważaniach, w intelektualnym dociekaniu. Na wojnie można wątpić w swoje racje, ale zwątpienie w swoją siłę na ogół kończy się fatalnie.

  15. 15 Przemek

    Panie Michale,
    tak myślę, ze wpływanie na wybory w „Ameryce” to chyba nie miało sensu (chyba że mówimy o przedwyborach choć nawet i w to wątpię). Wybór między H a D ? Żadnego „podrzędnego aktora” NIESTETY nie widzę.

  16. 16 michał

    Panie Przemku,

    Zupełnie, ale to kompletnie, nie rozumiem, co Pan chce powiedzieć.

  17. 17 Przemek

    Panie Michale,
    spróbuję jeszcze raz. Za skróty przepraszam.
    Po co mieszać się w wybory, skoro można wybrać między Hilary a Donaldem (dlatego pisałem o prawyborach, choć nie wiem czy jest to zasadne).
    „Podrzędny aktorzyna”, jeśli pan pamięta, takim mianem zazwyczaj był określany w PRLu (nie bis) Ronald Reagan.

  18. 18 michał

    OK. Teraz chyba rozumiem, co Pan chciał powiedzieć, ale nie bardzo pojmuję, jakie rozumowanie Pana do doprowadziło do takich konkluzji.

    Mieszanie się sowieciarzy – „Rosji”, jak Pan chyba woli – w amerykańskie wybory jest udowodnione. Zupełnie wprost, jasno i czarno-na-białym.

    Po co się mieszali? To może być tylko przedmiotem domniemywań, ale jest w miarę oczywiste (przynajmniej dla mnie), że jak to próbowałem wykazać w powyższym artykule (najwyraźniej nieudolnie), ich cele są takie same jak były zawsze: mącenie wody, destabilizacja. Czy przeszkadzałaby im Hilaria u władzy? Absolutnie nie. Ale Sanders i Trump obiecywali zasadniczą destabilizację, więc ich poparto.

    Sowiecka propaganda, jak się okazuje, czasami mówi prawdę. Bo Ronald Reagan był podrzędnym aktorzyną, był gwiazdeczką tzw. B-movies, drugorzędnych, niskobudżetowych filmów. I co z tego? Był nadal największym prezydentem Stanów Zjednoczonych w XX wieku. Szkoda tylko, że tak się dał wykiwać Gorbaczowowi.

    Na marginesie, dlaczego pisze Pan „Ameryka” w cudzysłowie?

  19. 19 Przemek

    Panie Michale,

    nazwa Sowiety zupełnie mi nie przeszkadza, może tylko pisałbym z dużej litery, z szacunku do ludzi których los tam umieścił. Nie wolę określenia Rosja, czy jak Pan pisze „Rosja”. Sowiecja (jak to się Panu podoba?) niewiele ma już wspólnego z Rosją, poza częścią terytorium, choć takie stwierdzenie można odnieść również do innych krajów i pytanie o zasadność zapewne pozostaje otwarte.

    Tak ma Pan rację, możemy tylko domniemywać dlaczego (jeśli rzeczywiście – co pokazuje Pan nie tylko w powyższym artykule) Sowieci wpływali na wybory i woleli nieprzewidywalnego (np. wprowadzenie ceł na stal i aluminium) Donalda od zapewne ugodowej i spolegliwej Hilary jako kontynuatorki polityki Obamy i Clintona.

    Co Ronalda Reagana, określenie „podrzędny aktorzyna” nabrało w latach 80-tych, niestety ubiegłego już stulecia, zupełnie nowego pozytywnego znaczenia, stąd moja wzmianka. Oczywiście, jak napisał Darek, żyjąc w dwóch różnych rzeczywistościach ja pamiętam go ze śmiesznego pomarańczowego w kolorze sera z darów, a wy Panowie zapewne z dostaw farb drukarskich. Jakie to wszystko proste.

    Na marginesie, „Ameryka” umieściłem w cudzysłowie jako cytat. Inna sprawa, że
    mnie w szkole uczono iż Ameryka to kontynent (jeśli dobrze pamiętam to chyba nawet są dwa) a USA jest tylko jednym z krajów na jednym z nich leżących. Przepraszam za tą lekką złośliwość, ale nie mogłem się oprzeć.

  20. 20 michał

    Drogi Panie Przemku,

    Nie po raz pierwszy przeprasza mnie Pan za złośliwości, ktorych nie może się Pan oprzeć. A ja ponownie odpowiem, żeby Pan nie przepraszał. Przepraszać nie warto. Myśleć warto. Jak pisał Hemar:

    Kochać nie warto, lubić nie warto,
    Znaleźć nie warto i zgubić nie warto.
    Stracić nie warto, zarobić nie warto.
    Jedno co warto, to upić się warto.
    Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto.

    „Ameryka w cudzysłowie, bo to cytat”?!?! Czy to jest znowu złośliwość, której nie mógł się Pan oprzeć? Ameryka to kontynent, tak? A Amerykanie? Czy to mieszkańcy tego kontynentu? Czy mówi Pan na Brazylijczyków „Amerykanie”? I na Wenezuelczyków też? Czy w odróżnieniu od Amerykanów, ich sąsiedzi nie nazywają się aby Kanadyjczykami? Czy rzeczywiście, ale tak naprawdę, bez niepowstrzymanych ataków złośliwości, nie rozumie Pan, o czym mowa, kiedy po polsku pisze się – Ameryka?

    Jedno co warto, to upić się warto.

    Ale cieszę się, że Panu nie przeszkadza nazywanie sowietów sowietami.

    Siedzieć i płakać, i śpiewać – to warto!

  21. 21 Przemek

    Panie Michale,

    Niuanse językowe są doprawdy niezwykłe.
    W USA mieszkają Amerykanie. W Ameryce mieszkają Kanadyjczycy, Meksykanie ….
    W Wielkiej Brytanii mieszkają Szkoci, Irlandczycy, Walijczycy, Anglicy …
    Ale czy w Anglii mieszkają WielkoBrytyjczycy?
    To tak nawiasem, bez złośliwości, a tym bardziej bez jej niepowstrzymanych ataków.

    W marcu ukazał się wywiad Putina dla telewizji NBC w którym wyparł się wpływania na wybory w USA. W łaskawości swej wskazał nawet, iż mogły stać za tym osoby z „rosyjskimi” (tu cudzysłów chyba dopuszczalny) paszportami, ale narodowości żydowskiej, ukraińskiej czy tatarskiej. Reakcja ze strony Izraela chyba już nastąpiła. Na ile pozwala mi skromna znajomość języka angielskiego wysłuchałem na Haaretz,

  22. 22 michał

    Panie Przemku,

    Czasami nie jestem pewien, czy Pan mówi poważnie, czy nabija się ze mnie.

    Używanie określenia „Ameryka” na Stany Zjednoczone Ameryki (United States of America) jest powszechnie przyjęte na całym świecie i we wszystkich językach; nawet Amerykanie tak mówią na swój kraj. Jak mieliby być nazywani mieszkańcy tego państwa? Stanowcy? Czy to nie za blisko stachanowców?

    W Wielkiej Brytanii mieszkają oczywiście Brytyjczycy. Każdy Szkot i Anglik czy Walijczyk jest JEDNOCZEŚNIE Brytyjczykiem. (Z Irlandczykami jest to ciut, a raczej o wiele, bardziej skomplikowane.) Właśnie toczy się coroczny turniej w rugby, w którym reprezentacje tych krajów walczą przeciw sobie. Szkoci i Walijczycy nienawidzą Anglików nie mniej niż Ukraińcy czy Litwini nienawidzą Polaków, ale pomimo to są z nimi w Zjednoczonym Królestwie. Gdybyż tylko kilkaset lat temu, jakaś mądra głowa wymyśliła takie rozróżnienie w bardziej zróżnicowanej wyznaniowo i narodowo Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, to może by ona nie upadła i może nie byłoby takich kłopotów z Polską. W polskiej tradycji zbyt często i zbyt długo mówiło się, że Lwów i Wilno, ale także Kijów, Witebsk czy Berdyczów, są „nasze, polskie”, co było jak czerwona płachta na byka wobec Rusinów i Litwinów. Gdybyż znaleźli wówczas jakiś polski odpowiednik na to, że można być jednocześnie szkockim patriotą i Brytyjczykiem! Niechby nazwali Koronę Lechistanem, a dopiero nadrzędny organizm państwowy Polską, ale nikomu to pewnie nie przyszło do głowy.

    Reakcja Putina jest obojętna. Stalin też zaprzeczał, że wymordowali oficerów w Katyniu. Jest zupełnie bez znaczenia, co oni mówią.

  23. 23 Przemek

    Panie Michale,

    nigdy bym nie śmiał nabijać się z Pana.
    Ja niestety już tak mam, zawsze muszę coś kłapnąć ozorem.
    Postaram się, jak długo wytrzymam, pisać wprost i choć trochę na temat.
    Pozostaję w szacunku.

  24. 24 michał

    Panie Przemku,

    Ogromna większość komentarzy na niniejszej witrynie jest „nie na temat”. Większość dyskusji nie dotyczy przedmiotu poruszanego w artykule, pod którym się odbywają. Przez jakiś czas mnie to dziwiło, ale od lat już przyjmuję to jako raczej pozytywny przejaw swobody dyskusji.

    Owszem, chętnie podyskutowałbym na przykład na temat książki Applebaum o Hołodomorze, ale ona nie wywołuje dyskusji, no więc trudno. Zdawałoby się, że umieszczenie tablicy pamiątkowej w Wilnie, honorującej jednocześnie antykomunistę, Józefa Mackiewicza, i poputczika komunizmu, Stanisława Mackiewicza, mogłoby wywołać dyskusję; zarówno sam fakt, jak i artykuł Darka na ten temat. Tymczasem pozostały w zasadzie bez echa. Nasi Czytelnicy woleli debatować coś innego. No i cóż z tego? Cóż w tym złego, że „nie na temat”?

    Proszę czuć się wolnym wypowiadać się nie wprost, nie na temat i w ogóle, jak Panu się podoba. Każda wypowiedź potraktowana będzie tutaj z powagą, nawet jeżeli (jak w wypadku niejakiego Blackhawka, który spowodował powstanie rubryki Kuriozów) na takie potraktowanie merytorycznie nie zasługuje. No, może od czasu do czasu, pozwolimy sobie także na dworowanie.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja