III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Od Redakcji: w związku z dyskusją, która wywiązała się jakiś czas temu na naszej stronie na temat terroryzmu muzułmańskiego i jego sowieckich koneksji, publikujemy poniżej fragment rozdziału z książki „Wielkie Arrangement”, Dariusza Rohnka.

Żyjemy w świecie politycznych mitów: mitu o upadku komunizmu, mitu o zwycięstwie w zimnowojennej rywalizacji, mitu o tym, że światowy terroryzm stanowi siłę samą w sobie, i jako taki nie jest od nikogo uzależniony. Rzeczywistość wygląda odmiennie. Joseph D. Douglass, ekspert do spraw światowego handlu narkotykami, w liście otwartym skierowanym do amerykańskiego sekretarza obrony Donalda Rumsfelda, [1] zwrócił uwagę na niepokojącą analogię pomiędzy wojną w Wietnamie a chwilą obecną, wojny z terroryzmem i wojny w Iraku. W obu przypadkach podstawowym błędem popełnionym przez Amerykanów było niewłaściwe rozpoznanie przeciwnika, niedostrzeżenie faktu, że realnym przeciwnikiem, stojącym za wietnamskimi komunistami czy islamskim terroryzmem, jest Związek Sowiecki. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Wacław Lewandowski


Nagroda dla Niny Karsov

List do Jury Nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie

Toruń, 13 marca 2009

Szanowna Pani Prezes, Wielmożni Państwo,

Nie mogąc wziąć udziału w dzisiejszej uroczystości, chciałbym tą drogą przekazać Obu Laureatkom wyrazy podziwu i uznania oraz serdeczne gratulacje. Pragnę także powiedzieć kilka słów, które – jak sądzę – powinny być dzisiejszego wieczora wypowiedziane.

Nagrody literackie nie zawsze są sprawiedliwe. Rzecz wiadoma, nie Pan Bóg je rozdziela, ale ludzie, zaś ludziom, nam wszystkim, daleko zwykle do Boskiego obiektywizmu. Zdarza się jednak, że słysząc o przyznaniu komuś nagrody nie możemy oprzeć się wrażeniu, że oto nie tylko udzielono literackiego wyróżnienia, ale dokonano czynu sprawiedliwego, doceniając piękną pracę i opowiadając się po stronie dobra, przeciwko złu i podłości. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Rodzimej dosyć jest kanalii” czyli stan wojenny

Powinienem zacząć od wyznania: ja także byłem jednym z tych długowłosych chłopców, co tęsknili za panną S jak idioci. Ja także malowałem imię jej na płotach i wstydzę się tego dziś. Ale oprócz tego jednego, niewiele z owych lat poczytuję sobie za ujmę. Najpierw sito, a później offset, były bardziej skutecznymi środkami walki z komunizmem, niż uganianie się z zomo po ulicach spowitych dymem łzawiącym, ale próbowałem i jednego, i drugiego. Wydawanie Józefa Mackiewicza w podziemiu mogło bardziej zaszkodzić bolszewikom, niż zawodzenie „pod Kostką” na Żoliborzu, ale uczestniczyłem także w Mszach za Ojczyznę. – Dobrze. Wyznanie zrobione, więc teraz możemy się chłodno zastanowić, co wydarzyło się po 13 grudnia 1981. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Anatolij Golicyn i sentymentalna panna S

„Ponieważ Zachód nie zdołał zrozumieć ani strategii komunistycznej, ani potęgi dezinformacji, ani uznać faktu zaangażowania do nich wszystkich zasobów służb bezpieczeństwa i wywiadów Bloku, z agentami wysokiego szczebla, posiadającymi wpływy polityczne, pojawienie się Solidarności w Polsce zostało przyjęte jako spontaniczne wydarzenie, porównywalne do Powstania Węgierskiego z roku 1956 i zwiastujące upadek komunizmu w Polsce.” Anatolij Golicyn

Z punktu widzenia uczestnika tamtych wydarzeń – obojętne, związkowca czy studenta, czy choćby zaciekawionego obserwatora, który przeżył owych szesnaście miesięcy z sentymentalną panną S – główna zaleta analizy Golicyna jest jednocześnie gigantycznym przeoczeniem i źródłem ciągłej irytacji. Golicyn pomija całkowitym milczeniem to, co dla nas wówczas było najważniejsze: ekscytację. Intelektualne, duchowe, jakkolwiek to nazwiemy, podniecenie wydarzeniami wokół, zachłyśnięcie się wolnością, uniesienie, w jakie wprawiało wszystkich odkrywanie prawdy, to bezustannie powtarzane: „Ach! Więc to tak było naprawdę!…” Wszystkich? Nie, na pewno nie wszystkich, na pewno nie rzekomych 10 milionów członków Solidarności, ale z pewnością wielu. I tych wielu wystarczyło dla stworzenia rozgorączkowanej atmosfery intelektualnego wrzenia. Ów porywający ferment duchowy, niezapomniany stan ciągłego poruszenia, przyczynił się do stworzenia mitu – mitu sentymentalnej panny S. Ten sam głód wiedzy i to samo odurzenie musieli odczuwać uczestnicy i obserwatorzy wydarzeń praskiej wiosny, a także ludzie w Budapeszcie w 1956 roku. Jak można zarzucać im brak spontaniczności?! Samo wzburzenie było bez wątpienia autentyczne we wszystkich trzech wypadkach, choć prawdopodobnie tylko najwcześniejszy z nich nie był manipulowany. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Praska wiosna

Triumwirat, o którym wspominał Józef Mackiewicz, czyli „partia, Kościół, opozycja” wypłynął na powierzchnię w epoce Solidarności, ale w rzeczywistości wszystko zaczęło się o wiele wcześniej.

Golicyn utrzymuje, że polska odnowa z 1980 roku „była planowana z dużym wyprzedzeniem przez polską partię komunistyczną, przy współpracy z jej sowieckimi i blokowymi sojusznikami, oraz przy zakreśleniu widoków na przyszłe szerzenie strategii komunistycznej dalej, na Europę.” Jego zdaniem „znakiem czasu było, że dwie kluczowe figury ostatnich polskich wydarzeń, tak zwanej odnowy [tj. okresu Solidarności] objęły bardzo ważne pozycje, wkrótce po Praskiej Wiośnie w 1968 roku: Jaruzelski został ministrem obrony, a Kania objął funkcję szefa wydziału administracyjnego polskiej partii komunistycznej, z odpowiedzialnością za sprawy polskiej służby bezpieczeństwa.” [1] Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Zwycięstwo prowokacji

Józef Mackiewicz poświęcił obszerne fragmenty swego monumentalnego Zwycięstwa prowokacji „polskiemu październikowi”. Nie można doprawdy wypowiadać się na temat wydarzeń z 1956 roku, abstrahując od mackiewiczowskiej analizy. Mackiewicz domagał się zawsze używania „kanciastych rozróżnień” zamiast powszechnie stosowanego owijania w bawełnę, toteż mamy w Zwycięstwie prowokacji jasność myślenia i precyzję określeń rzadko spotykane w polskiej publicystyce politycznej. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Jacek Bartyzel i „polskość prlu”

„Czy prl można uznać za formę państwowości polskiej?” Każdy stały czytelnik strony Wydawnictwa Podziemnego wie, jaka jest nasza opinia w tej sprawie. Wydawało mi się, że niczego nie można już dodać w tej kwestii, ale natrafiłem na wywiad z profesorem Jackiem Bartyzelem [1], który odpowiada na tak postawione pytanie następująco: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Olavo de Carvalho


Zasłona ciemności

To co dzieje się obecnie w amerykańskich mediach przeraża tych, którzy potrafią dostrzec istotę rzeczy. Przesada? Teoria spiskowa? Oceńcie sami i wyciągnijcie własne wnioski z następującego przykładu.

Kiedy gubernator Illinois, Rod Blagojevich, został oskarżony o próbę sprzedaży zwolnionego przez Obamę miejsca w Senacie, pierwszym pytaniem jakie stanęło przed władzami policyjnymi było czy gubernator działał w porozumieniu z prezydentem elektem albo też czy ten ostatni zdawał sobie przynajmniej sprawę z tego co się dzieje. Nie było mowy o ukryciu tego pytania nie tylko dlatego, że wyszło ono bezpośrednio z biura amerykańskiego ministra sprawiedliwości, ale także dlatego, że kilka tygodni wcześniej jeden z głównych doradców w kampanii Obamy, David Axelrod, wspomniał w jednym z wywiadów o spotkaniu z udziałem Obamy i gubernatora Blagojevicha. Nader szybko pojawiło się uspokajające wyjaśnienie Obamy sporządzone, jak sam stwierdził, po szczegółowym zbadaniu sprawy i zostało błyskawicznie obwieszczone przez media jako ostateczne wyjaśnienie zagadki: nikt, ani Obama osobiście, ani żaden z członków jego zespołu nie miał jakichkolwiek kontaktów z Blagojevichem. Axelrod natychmiast potwierdził tę informację, przysięgając, że jego pierwotna deklaracja była w istocie najzwyklejszym przejęzyczeniem. W efekcie media ogłosiły solidarnie, z wielką ulgą dla wyznawców, że upadek Blagojevicha w żadnej mierze nie splamił nieskalanego honoru mesjasza. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Kiedy w kwietniu 2002 roku armia izraelska zaatakowała obóz uciekinierów w Dżeninie i rynek w Nablusie, walki toczyły się o każdy dom, zza każdego węgła czyhała śmierć. Z jednej strony stali znakomicie wyszkoleni i świetnie wyposażeni żołnierze najlepszej armii na świecie, z czołgami, helikopterami, rakietami i nowoczesną komunikacją, a z drugiej – fanatyczni młodzieńcy z kałasznikowem w ręku i butelkami z benzyną. Narzuciło mi się wówczas oczywiste porównanie z powstaniem warszawskim, ale jeszcze bardziej szokująco, stawało przed oczami powstanie w getcie. Ta sama walka bez nadziei na zwycięstwo, to samo bohaterstwo w najczystszej postaci. Nie, nie miałem wątpliwości co do słuszności sprawy Izraela, ani żadnej sympatii dla Arafata, Fatah, Islamskiej Dżihad, Hamas, Hezbollah i całej tej bolszewickiej hołoty. A jednak walki na kasbah w Nablusie czy w Dżeninie zachwiały mną. Oficerowie izraelscy przyznawali Palestyńczykom heroizm. Nazwali walki o Dżenin „palestyńską Masadą” – i chwała im za to! Uznanie dla wroga jest oznaką kultury. (Zawsze mi żal, że tak rzadko słyszy się polskie głosy, chwalące bohaterstwo niemieckich obrońców Monte Cassino. A przecież broniący klasztoru żołnierze Wehrmachtu mieli przeciw sobie armie wielu krajów i żadnej nadziei na zwycięstwo.) Jednak w Dżeninie, Dawid stał się Goliatem, co jest bez wątpienia równie szokujące, jak filistyński Goliat w roli Dawida. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Angielskie słowo defiance jest dziwnie trudne do oddania w języku polskim. Oznacza ono o wiele więcej niż opór (resistance), ale także mniej niż bunt (rebellion). To defy znaczy tyle, co postępować wbrew, przeciwstawiać się. Tytuł hollywoodzkiego filmu o braciach Bielskich, odnosi się nie tyle do ich oporu wobec hitlerowskiej opresji, co do tego, że postępowali wbrew stereotypowi żydowskich ofiar. Film opowiada zdumiewającą historię oddziału partyzanckiego, który przez wiele lat drugiej wojny światowej udzielił schronienia 1200 Żydom w niedostępnych borach litewskich, na rojstach i uroczyskach Puszczy Nalibockiej i pobliskich rozległych lasów, które dziś nazwalibyśmy białoruskimi. Żaden film fabularny, a już zwłaszcza film z Hollywood, nie powinien być brany za podstawę wiedzy historycznej. Produkcja filmowa kosztuje miliony i celem producentów jest nakręcenie filmu, który ludzie będą chcieli oglądać. Jednakże, gdy fabuła opiera się na autentycznych wydarzeniach, pewien poziom historycznej ścisłości musi być wymagany. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Europa się wędzi

Europa się wędzi, niby łosoś królewski
W dymie gazów bojowych wbita na złoty hak,
Żre się kucharz francuski z szefem kuchni niemieckiej
Z ryby tak smakowitej co przyrządzić i jak.

Jacek Kaczmarski,
Epitafium dla Brunona Jasieńskiego

Europa, niby królewski łosoś, wędzi się ponownie. Tym razem wbita na złoty hak w kształcie €uro, w dymie bojowego Gazpromu. Europa ma niespożyte bogactwa, wielką kulturę i starożytne tradycje, więc uwędzenie ryby tak smakowitej zajmie jakiś czas (na szczęście dla „strażnika z twarzą Kałmuka”, Europejczycy sami rozrywać się będą na strzępy). Złoty hak €uro wbity w żywe ciało gospodarki europejskiej jest tylko znakiem większych rzeczy, znakiem brukselskiego sownarkomu, który uparcie niweluje i konsoliduje, prostuje ścieżki i banany, integruje i cementuje, stapia w jedność i ujednolica – by żądz moc móc wzmóc. Złoty hak jest przydatnym narzędziem, ale ani w połowie nie tak groźnym jak doktryna, niepodważalny dogmat związku socjalistycznych respublik europejskich, dogmat demokracji jako najwyższej wartości i praw człowieka jako świeckiej religii ludzkości. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Błąkam się po polskiej blogosferze złakniony strawy duchowej, a ściślej, pragnąc dowiedzieć się, o czym to dumają prawi Polacy w tym najlepszym z prlów. Gdzieniegdzie zatrzymam się na duchową przekąskę, która niekiedy okazuje się kanapką z awanturką (o czym za chwilę). Nie mam tu wcale na myśli utarczek z panią Kruszewską i jej rozlicznymi wcieleniami [1] („Dusza”, „Miklaszewski”, Pimko „Odrowąż”?), bo niby jak mam dyskutować z kimś, kto mnie nazywa kundlem? Czy mam przedstawić rodowód psa rasowego? Jak odnieść się do takich zdań: „Michnik Panu płaci za wyciszanie dyskusji o Mackiewiczu na internecie? Jest Pan młody, zapalczywy, niedoinformowany i niedouczony. Traci Pan szybko panowanie nad sobą. Pochopnie wyciąga Pan broń poniżej pasa.” [2] Przeczytawszy powyższe, poczułem się rześki i młody, ale zapewniam czytelników najsolenniej, że broni poniżej pasa nie wyciągałem. Poza niniejszym zapewnieniem, nie potrafię ustosunkować się do takich wypowiedzi merytorycznie, więc nie o nich mi tu prawić. O czym zatem dudni blogosfera? Blogosfera huczy o demaskowaniu Żydów. Żydzi rządzą Polską. Żydzi rządzą światem. Wszystkie nieszczęścia dadzą się przypisać Żydom, i te osobiste („Żydzi nie dopuścili mnie do matury!”), i te zawodowe („Michnik nie zapłacił mi za wyciszanie dyskusji o Mackiewiczu, kanalia!”) – a już zwłaszcza wszelkie niepowodzenia Polski. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Bombajski zamach może się okazać pod wieloma względami przełomowy. Tylko „może” ponieważ mimo upływu czasu, niewiele wiadomo na temat aktorów zbrodniczego ataku, celów jakie im przyświecały, także skutków, jakie wywoła. A jednak dość powszechnie takie właśnie panuje przekonanie. Przekonanie, że ostatnie wydarzenia w finansowej stolicy Indii nie były tylko jeszcze jednym wystąpieniem zdeterminowanych bojowników o jakąś tam sprawę. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Na trzy tygodnie przed sowieckim – o, pardon! – „rosyjskim” atakiem na Południową Osetię, oficjalne gruzińskie witryny rządowe zostały zaatakowane w ramach wysoce skoordynowanej kampanii, która przybrała klasyczną już postać tzw. bomb cybernetycznych czyli DDOS (Distributed Denial of Service). Technika ta polega na bombardowaniu źródła pytaniami o informacje z ogromną częstotliwością, co prowadzi do załamania się serwera. O dziwo, pierwszy atak na Gruzję, ten z 20 lipca, koordynowany był z komputera na terenie Stanów Zjednoczonych. Ale to był tylko początek. Kiedy sowieckie czołgi skoncentrowane w tunelu Roki, wiodącym z północnej do południowej Osetii, ruszyły w końcu do ataku, rozpoczęto jednocześnie atak w cyberprzestrzeni. Cyberwojna przeciw Gruzji nie była przeprowadzona na tę samą skalę, co atak na Estonię w 2007 roku, ale też e-Stonia jest jednym z najbardziej zaawansowanych technicznie krajów na globie, podczas gdy Gruzja nie jest. W ataku na Gruzję były jednak dwa nowe elementy, z którymi obserwatorzy cyberwojen nie mieli do czynienia wcześniej. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Kim jest Teresa Białecka? Renia, narratorka powieści Barbary Toporskiej pt. Spójrz wstecz, Ajonie!*, jest jednocześnie jedną z postaci książki. Daleka kuzynka, odległa, bo tylko wakacyjna, przyjaciółka głównej bohaterki, także Teresy, Butwiłłowiczówny, Tesy o dwóch osobowościach. Toporska igra sobie z czytelnikiem, bo choć w pierwszych dwóch częściach powieści, wykreowana narratorka konsekwentnie opowiada w pierwszej osobie, nawet wówczas, gdy młoda Renia nie mogła była znać wydarzeń tak intymnie, jak je opisuje, to w trzeciej części Renia staje się dramatis persona i jej udział opisywany jest w trzeciej osobie, by wreszcie padło zasadnicze pytanie: „Pamiętasz, Renia? Renia?…” Renia? Czy raczej Basia? Po czym autorka przyznaje się od razu do swej gry, co wydało mi się zrazu zbędne, wydało się niemal nadużyciem, ale tylko do czasu aż zrozumiałem, że przecież Toporska zwracała się ze swym wyjaśnieniem do czytelników takich jak ja, którzy „zauważyli, a może nawet obruszyli się, że narratorka o podwójnej Teresie, jest także rozdwojona: raz ona Renia, raz autorka”. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Wraża pieczeń

Asumpt do niniejszych rozważań dały artykuły profesora Jacka Bartyzela zamieszczone na www.konserwatyzm.pl oraz dyskusja z nimi związana. Pierwszy tekst profesora [1] zwrócony był bezpośrednio pod adresem samego Prezesa Wielomskiego we własnej osobie i dotyczył uczestnictwa w Paxie. Bartyzel, słusznie w moim przekonaniu, wskazywał oraz szeroko uzasadniał, że nie może być jakiejkolwiek analogii pomiędzy oczywistą agenturalnością Paxu a zachowaniem de Bonalda wobec Napoleona czy uczestnictwem Dmowskiego w Dumie. Zwracał się wprost do Prezesa tymi słowy: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wbrew sugestii, którą można by wyczytać z tytułu, poniższy tekst nie będzie w żadnym razie recenzją. Do powstania tej ostatniej niezbędny jest pretekst w postaci mniej lub bardziej, ale jednak intelektualnego przedsięwzięcia. To warunek niezbędny powstania recenzji zarówno dobrej, jak i złej. Przedmiot wyprodukowany przy wsparciu wrocławskiej Biblioteki Solidarności Walczącej tego elementarnego kryterium nie spełnia. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Redakcja


Pytania Ankiety

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.



Prześlij znajomemu

 

1.W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

O ile mnie pamięć nie myli, w połowie lat 60-tych. Jednak – niestety – wtedy jeszcze nie z jego twórczością. W kraju był na półkach z prohibitami, a ja musiałem czekać jeszcze dwie dekady, żeby po raz pierwszy wyjechać do krajów, gdzie można było książki Józefa Mackiewicza kupić w księgarniach.
Jak dowiedziałem się o Mackiewiczu? Z opowieści rodzinnych, bowiem spora część mojej rozgałęzionej na Wschodzie rodziny żyła od wielu pokoleń na Wileńszczyźnie i wielu z nich Mackiewiczów – po prostu – znało. Po drugie, stąd że fascynowało mnie wówczas (i jeszcze długo potem) pisarstwo jego brata – Stanisława, od 1956 roku dostępne (w dużej mierze) także dla czytelnika krajowego. A kiedy Cat ogłosił, że Mackiewicze wywodzą się w prostej linii od Matki Boskiej, stało się dla mnie jasne, że muszę wiedzieć wszystko o tej zasłużonej rodzinie.
Po trzecie, z opowieści Sergiusza Piaseckiego, również zaprzyjaźnionego z moją rodziną zarówno przed wojną, w Polsce, jak i po wojnie, na emigracji. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Z twórczością Mackiewicza zetknąłem się w 1987 r. Pożyczyłem od kolegi wydaną w drugim obiegu „Drogę donikąd”. Urzekł mnie niesamowity klimat tej powieści. Jednak Mackiewicza na dobre odkryłem dopiero w XXI wieku, a stało się to za sprawą pewnego poczciwego antykwariusza, który, zapytany przeze mnie o pisarza polskiego na miarę Dostojewskiego, wymienił właśnie mistrza z Czarnego Boru. Sięgnąłem wówczas po książki Mackiewicza i odkryłem to, czego szukałem od dawna – świat całkiem nowy, ale zupełnie mi nie obcy. Na tyle bliski, że właściwie nie miałem problemów z weryfikacją zdecydowanej większości poglądów, a części z nich w ogóle nie musiałem zmieniać. Mackiewicz głośno nazwał rzeczy po imieniu. Rzeczowo przedstawił sprawy, w odniesieniu do których nie potrafiłem wyartykułować myśli. Brakowało mi wiedzy, jak również siły i ochoty na konfrontację z ogółem rodaków. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Banda czterech propagatorów drugiej sprawy Mackiewicza powinna, wedle najlepszych bolszewickich wzorów, założyć dodatkową listę „kandydatów na członków”. Oprócz trzech członków stałych: Eberhardt, Odojewski i Trznadel, założycielem bandy był także Orłoś, ale odkąd ośmielił się wyrazić wątpliwości pod adresem antysemickiego tonu nagonki na jedynego prawowitego wydawcę pism Józefa Mackiewicza, pozostali członkowie bandy najwyraźniej rozpisali konkurs: kto wystąpi z bardziej absurdalnymi, groteskowymi i bezwstydnymi oskarżeniami, ten może dostąpić zaszczytu przyjęcia do bandy. I poszło! Posypały się podania. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Zwiastun przyszłości

Kto widział przyszłość, ten wie. Kto zna dalszy ciąg, ten nie ma wątpliwości. Wahanie i wątpliwość idą precz. Nadchodzi Świetlana Przyszłość.

Wysłany z przyszłości, z następnej, tej idealnej, Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, „Emisariusz ivrp” zstąpił, aby oświecić maluczkim drogę do tej najlepszej z pospolitych rzeczy. Widział przyszłość, ma zatem pewność, tylko czasami jest lekko skonfundowany i sam sobie przeczy. Mieliśmy nieszczęście zacytować herolda, by delikatnie się z nim nie zgodzić oraz wskazać nieśmiało, że dążenie do IV RP zakłada uprzednie uznanie prlu nr 2 za III RP, co nie jest dla nas możliwe ani logicznie, ani politycznie, ani realnie, ani emocjonalnie, i w szczególe, i w ogóle i pod żadnym innym względem. W odpowiedzi usłyszeliśmy: „Nie plujcie na termin IV RP, musimy mieć jakiś szyld. IV RP jest etapem do wolnej RP. Kiedy to się stanie, zniknie numeracja.” Łatwo byłoby wyśmiewać taką logikę, ale spróbuję uniknąć tym razem pójścia na łatwiznę i powiem tylko, że rzeczowa analiza nie powinna być deprecjonowana, że szyldy są potrzebne głównie sklepikarzom, a „opluwanie szyldów” brzmi trochę jak oenerowska akcja przeciw „nie-polskim sklepom”. Zostawmy to jednak. Spróbuję, choć wyznać muszę, że nie będzie to łatwe, poddać wyważonej analizie powyższą wypowiedź. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Dostaliśmy wczoraj list następującej treści:

W imieniu grupy prawicowych bloggerów witryny www.blogmedia24.pl zapraszam do współpracy naszych portali. Proponuję wymienić się banerami i linkami na zasadzie wzajemności dla wzajemnej promocji naszych przedsięwzięć i wspierania akcji prowadzonych przez nasze zespoły.

Postanowiliśmy odpowiedzieć na uprzejmą propozycję Pani Maryli nieco obszerniej:

Otrzymaliśmy od Pani uprzejme zaproszenie do współpracy z www.blogmedia24.pl. Nasunęła nam się tu jaskrawa analogia z sytuacją opisaną przez Józefa Mackiewicza w jego liście-artykule pt. Droga Pani… (Wiadomości, 10/1967). Pozwoli Pani zatem, że zapożyczymy po części naszą odpowiedź od niego. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Kapitalizm jest w istocie swej systemem głęboko moralnym, ponieważ nagradza wysiłek przedsięwzięcia i wynagradza ciężką pracę. Istotą kapitalizmu nie jest „kontrola nad kapitałem” ani prywatna własność środków produkcji, ale wolna konkurencja, która pozwala na działanie „niewidzialnej ręki rynku”. Już w tym stwierdzeniu widać zalążek upadku, który tkwi w samym sercu kapitalizmu. Największymi wrogami wolnej konkurencji są oczywiście wielcy kapitaliści – oni nie chcą z nikim konkurować, oni chcą zbijać majątek. Jeśli pozostawić rzeczy ich naturalnemu biegowi, to pierwszą ofiarą kapitalizmu jest wolność konkurencji. I tak, kapitalizm zmierza do socjalizmu, ponieważ leży w naturze rzeczy, że ten kto odnosi sukces, chce go sobie zagwarantować na dłużej, a zatem w pierwszym rzędzie niszczy konkurencję i zmierza do stworzenia monopolu. A monopol to socjalizm. Dlatego właśnie oświecone państwo stać musi na straży wolności konkurencji i regulować rynki kapitału. Naturalnie, państwo strzec się powinno herezji etatyzmu, a skupić się raczej na gwarantowaniu wolności rynków poprzez system prawny; w najbardziej podstawowych przejawach, poprzez anty-monopolistyczne i anty-kartelowe ustawy. Tego rodzaju program legislacyjny jest klasycznym przykładem interwencji państwa w sytuacji, w której działania systemu zagrażają istocie systemu. Taka interwencja wydaje mi się ze wszech miar uzasadniona. I tak dochodzimy do „tygodnia, który wstrząsnął światem” – do najnowszego kryzysu finansowego. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Jak powszechnie wiadomo, Józef Mackiewicz był wybitnym znawcą zbrodni katyńskiej. Opracował na zlecenie Biura Studiów II korpusu, oryginalny tekst tomu Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów. Następnie napisał „bardziej potoczystą wersję własnej książki” pt. Zbrodnia w lesie katyńskim, która ukazała się w wielu językach świata. Poświęcił Katyniowi z górą 50 artykułów, listów i notatek (na marginesie, opracowanie J Trznadla pt. Katyń, Warszawa 1997, podaje wybór niektórych tekstów z „Katyniem” w tytule jako bibliografię publikacji katyńskich). W znacznej części swoich wypowiedzi na temat zbrodni katyńskiej, Mackiewicz koncentrował się na obnażaniu fałszywości sowieckiej wersji wydarzeń, a także na fałszu rzekomo „nowych” dowodów, na obalaniu wciąż pojawiających się „nowych” hipotez. Sprawcy zbrodni byli od dawna znani ponad wszelką wątpliwość i zamieszanie wokół Katynia było im na rękę. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja