III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Stary chrzan


Gucio w gabinecie luster

Naukowe sesje w londyńskim Posku odbywają się z częstotliwością regulowaną przy pomocy algorytmu, którego sekrety przekraczają moje zdolności pojmowania.  Już w rok po sesji mackiewiczowskiej, niestrudzona dr Dobrosława Platt, Dyrektor Biblioteki Polskiej, zorganizowała kolejne seminarium, tym razem poświęcone Gustawowi Herlingowi-Grudzińskiemu.  W piękny dzień późnej wiosny pogrążyliśmy się w mrokach sali teatralnej, by wysłuchać referatów na temat życia, twórczości i recepcji Herlinga.  Jego życie pozostało w cieniu gułagu, jego twórczość w cieniu Innego świata, jego odbiór przytłoczony rozmiarem tego dzieła, nie należy się więc dziwić, że o Innym świecie nie było prawie w ogóle mowy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Późne wnuki

Skąd znałem to nazwisko? Z ostatniej fotografii. I od bardzo, bardzo dawna. Zapamiętałem je, podwójnie sugestywne – brzmieniem i znaczeniem. Powrót Józefa Piłsudskiego z pogrzebu Zofii Kadenacowej, 9 lutego 1935 roku. Pożegnalne zdjęcie. Mocno pochylony, jakże kruchy jest cień pomnika ukrytego w zmarszczkach – cywilnego chyba – palta. Nie sposób zapomnieć spazmu tego odkrycia podczas dziecięcego kartkowania książek. Objawienia i szoku. Gdzie je kiedyś znalazłem? Męczą mnie wątpliwości i od wczoraj przeglądam zastawione stertami późniejszych nabytków zbiory piłsudskianów. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

(stałem się zdecydowanym prawicowcem – do dupy z tą kretyńską lewicowością i rewizjonizmami, które przyjmuję tylko taktycznie. Cały rewizjonizm tzw. to nie jest nic innego, jak chęć zdobycia jakichś tam nieokreślonych wolności bez pozbycia się wszelkich korzyści b[yłego] określonego niewolnictwa. Ludzie nie chcą być wolni, nie chcą ponieść ryzyka wolności)
Andrzej Bobkowski

Wielki Plan

Według podręczników historii komunizm upadł w 1991 roku. Ten historyczny fałsz propagują także ludzie, dla których prowokacyjny charakter „przemian” lat 89-91 nie budzi wątpliwości. Niezmiennie aktualne pozostaje wobec nich pytanie: jak to możliwe, że komunizm upadł, skoro nie było na świecie realnej siły, skłonnej formułować tego rodzaju dążenia? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Stary chrzan


Tekst i kontekst

Cztery są symbole władzy królewskiej.  Korona to widomy znak wywyższenia ponad zwykłych śmiertelników, oznaka wyniesienia ponad innych i ponad swój własny stan.  Ale korona jest także ciężarem; śmiertelnik nie staje się Pomazańcem Bożym dla czczej zabawy.  Miecz jest symbolem władzy pokoju i wojny, ale także nakłada na monarchę powinność obrony poddanych.  Miecz używany w koronacji króla Anglii, nazywa się jednak „mieczem doczesnej sprawiedliwości” (Sword of Temporal Justice), ponieważ w życiu doczesnym potrzeba mocy, by wprowadzić w życie wymiar sprawiedliwości.  Berło oznacza władzę sądowniczą monarchy, jest pozostałością starożytnego wzoru króla-pasterza.  Berło monarchii brytyjskiej znane jest jako Rod of Equity and Mercy czyli Laska Sprawiedliwości i Miłosierdzia.  Symbolizuje ono duchową stronę królewskiej władzy: brytyjskie berło zwieńczone jest postacią gołębicy, symbolu Ducha Świętego.  Ze spirytualnego wymiaru monarchii wywodzi się obowiązek rozsądzania sporów i karania niegodziwości wśród poddanych.  Trudno nie zauważyć, że berło wśród polskich insygniów władzy, przypomina raczej buławę, to jest krótką metalową pałkę-maczugę, znaną jako broń wśród narodów azjatyckich, np. u Scytów i Sarmatów; jest to zatem prędzej wojowniczy oręż przeznaczony do rozpłatania czaszki, niż pastorał duchowego przywódcy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Integracja w „tupik”

Nie chodzi o telefonaty Sacharowa. Tylko ich treść – pisał Mackiewicz w liście do Janusza Kowalewskiego w sierpniu 1976. – Ostatnio zwołał w Moskwie „konferencję prasową” zagranicznych dziennikarzy, na której rugał KGB ostatnimi słowami. W Polsce sanacyjnej poszedłby do Berezy. Ale w innych państwach, jeżeli nie prokuratura, to sam urząd wytoczyłby mu normalny proces. A w Moskwie… „Ja drugoj strany takoj nie znaju, gdie tak wolno dyszit czełowiek…” – Mnie się zdaje, że jesteśmy na drodze do integracji w „tupik”. Chwalba komunistów idzie w polskiej prasie emigracyjnej na całego. Niech Pan przeczyta Dziennik na pierwszej stronie, bez podpisu, „deklaracja”, że: „Któż może wątpić” (!), że i polscy komuniści poszliby z kardynałem Wyszyńskim… […] Tymczasem rząd PRL oficjalnie poparł Wyszyńskiego wobec papieża. Słowem: „wspólny wódz narodu”. – Nic nie da się zrobić. Ja jestem przegrany na 1.000%. Koniec.

Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Waliajet duraka

„Dobre wychowanie polega na tym – usłyszał od Anioła Borutek, jeden z bohaterów Józefa Mackiewicza – aby tolerując zmiany, które następują na powierzchni rzeczy, nie zmieniać w niczym samej istoty tych rzeczy.” Gdy przedstawiciele sowieckiej Rosji zasiadali przy burżujskim stole podczas konferencji w Rapallo, w 1922, reguła powyższa była im gwarancją powodzenia. Bolszewicy tamtego pokolenia byli wystarczająco inteligentni, aby pojąć, że maniery skutecznie zamazują wszelkie ewentualne kontrowersje, od plamy z sosu na mankiecie, aż po niedomytą krew na rękach. Udrapowane w savoir-vivre pozory skutecznie zamykają oczy i umysły, otwierają drzwi prowadzące na salony. Gdy dla odmiany Nikita Chruszczow rąbał butem w pulpit „narodów zjednoczonych”, kryptokomunistycznej organizacji założonej w San Francisco w 1945, spowinowacony z nim Adżubej pozwolił sobie na słowa krytyki. „Ależ mój drogi Adżubejku – miał odpowiedzieć Nikita – myślałem, że to właśnie zrobi na wszystkich dobre wrażenie i pokaże, jak dalece jesteśmy silni i prostolinijni. Dziękuję ci, Adżubejku, już więcej nie będę.” Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Rok mackiewiczowski był i minął.  Chwała Bogu, wszystko na tym padole łez przemija, nawet tak wzniosłe przedsięwzięcia, jak ustanowienie roku pisarza przez parlament, z którym najprawdopodobniej nie chciałby mieć nic wspólnego.  Ale rok zaowocował jagódkami, których plon pogłębia mrok wokół jednego z największych polskich pisarzy.  Parlamentarzyści (i ich doradcy) nie czytali najwyraźniej dzieł Mackiewicza, bo w uroczystej uchwale zaliczyli powieść Nie trzeba głośno mówić do „zbiorów esejów” i w swej głębokiej ignorancji sądzili, że niektóre teksty publicystyczne były „napisane wspólnie z Barbarą Toporską”.  Wznieśmy dziękczynne modły, że nie zechcieli analizować Zwycięstwa prowokacji. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Świat antykomunistyczny jest zupełnie bez „jaj”.

Czas teraźniejszy, czy przyszły?

Socjalistę Adama Pragiera obdarzał Mackiewicz wielkim uznaniem. Może dlatego, że jako jeden z dwojga autorów (obok Stefanii Zahorskiej) Puszki Pandory, stałej rubryki Wiadomości, nie eksponował swoich lewicowych predylekcji. Obdarzony wybornym piórem, uważny obserwator spraw światowych i lokalnych, wyśmienity pamiętnikarz, błyskotliwy publicysta i gawędziarz, umiejący skwitować problem finezyjną uszczypliwością, był jednym z najciekawszych pisarzy politycznych epoki. Nie znaczy to, aby obaj panowie reprezentowali jakoś szczególnie zbliżone do siebie zapatrywania polityczne. Różnili się zawsze i znacząco. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Muszę z góry uprzedzić, że poniższy artykuł nie odpowie na pytanie postawione w tytule.  Co rzekłszy, tytuł nie jest wcale „na wyrost”, ani nie ma przyciągać uwagi czytelników.  Odnosi się po prostu do pytania, które w tej formie słyszałem wiele razy.  Nie ma na takie pytanie dobrej odpowiedzi, ponieważ jest zupełnie oczywiste, że nikt nie może wiedzieć, co miałby do powiedzenia na temat ukraińskiego konfliktu pisarz, który zmarł 37 lat przed jego wybuchem.  Mackiewicz był człowiekiem myślącym.  Postępował zatem zgodnie z najlepszymi tradycjami myślenia: rozumował konsekwentnie.  Oznacza to w pierwszym rzędzie, poszukiwanie zasad, z których wypływały jego myśli oraz rozwijanie ich aż do ostatecznych konsekwencji (nigdy nie zapominając, że podstawą rozumowania na temat rzeczywistości, musi być prawidłowe jej rozpoznanie).  Spróbuję poniżej zastosować tę samą metodę, ale bez złudzeń co do identyczności moich konkluzji z myśleniem Mackiewicza.  Józef Mackiewicz był stały w poglądach, ale często zaskakujący w konkluzjach; jego wnioski były nierzadko dyskusyjne, ale zawsze przemyślane i dobrze uzasadnione. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Moim zdaniem, walka jest niemożliwa,
więc tym bardziej należy do niej dążyć.
Barbara Toporska

Lektura Straconych złudzeń Balzaka zachęciła Józefa Mackiewicza do profesjonalnego pisania. Znaczący omen w przypadku pisarza, któremu nie brakowało okazji do rozczarowań, niczym wierny pies postępujących krok w krok za jego życiowymi perypetiami. Napełniały jego pióro szczyptą goryczy zaprawionej melancholią. Myliłby się jednak czytelnik, zakładając, że musiały wpłynąć na dokonywane wybory. Nie żywił złudzeń, a rzeczywistość odzierał z pozorów. Mimo przeciwności, pozostawał przy zasadniczej idei: „Biej kommunistow, spasaj swobodnuju mysl!” – pisał do Miłosza. Identyczną myślą obdarzał wielu korespondentów. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

 

Parę miesięcy temu Jacek Szczyrba wydał nową powieść, „Czerwoni na szóstej”. Mając w pamięci lekturę jego świetnego debiutanckiego „Punktu Lagrange’a” ochoczo wziąłem się za czytanie. Ale muszę się przyznać, że jeszcze przed lekturą dopadło mnie zdziwienie i pewien rodzaj rozczarowania.

No jakżeż… 144 strony raptem? Na tylu stronicach – pomyślałem – nie bardzo da się „rozpędzić” fabułę, a wiedziałem już przecież, że Szczyrba to potrafi. Bo „Punkt…” – jak pamiętałem z lektury sprzed paru lat – fabularnie wciągnął, porwał; czuć tam było przestrzenie, potoczystość, nawet miejscami rozmach. O obu powieściach już Państwo tutaj na szacownych stronach Wydawnictwa Podziemnego mogli czytać, więc kolejnej recenzji ani jednego, ani drugiego tytułu czynił nie będę – rzecz to już niepotrzebna. Ja sobie tutaj tylko trochę po amatorsku porozważam metodę autora i podzielę się refleksjami. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Były ongiś takie czasy, że londyński „Bobby on the Beat” czyli posterunkowy policjant, przechadzający się po zamglonych londyńskich ulicach, był godny zaufania.  Można było go zapytać o drogę, a on usłużnie odprowadzał w odpowiednim kierunku.  Brzmi to dziś jak bajka, przed siedmioma wiekami, za siedmioma górami, w krainie szczęśliwości, bo oto dzisiaj nie ma już mgły, ale za to ponad połowa londyńczyków nie ufa policji i nie bez podstaw.  O ile oskarżenia o „instytucjonalny rasizm i mizoginię” są wytworem fantazji wąskiej, choć bardzo głośnej grupy, zanurzonej po uszy w bagnie politycznej poprawności – bo nie ma żadnych śladów takich przesądów w samych strukturach instytucji Scotland Yardu, to jednak nie może być wątpliwości, że policjant-porywacz, policjant-gwałciciel, policjant-morderca, podrywają zaufanie do tejże instytucji.  Podobnie jak księża, którzy sieją zgorszenie wśród wiernych, podkopują Święty Kościół Pański.  Podobnie jak nauczyciele, którzy miast kształcić dzieci, jak Pan Bóg przykazał, uczą je zboczeń, niszcząc przez to wszelkie podstawy edukacji.  Podobnie jak lekarze i pielęgniarki, którzy strajkując, łamią przysięgę Hipokratesa, podważają tym samym etos służby zdrowia. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W poprzedniej części użyłem parokrotnie słowa „autochton” dla określenia ludzi „tutejszych” – tych, co „na pytanie, jakiej są narodowości, po długim drapaniu się w głowę orzekali, że – »tutejsi«”.  Czy nie popełniłem błędu?  Argument autochtonów jako grupy uprzywilejowanej, której magicznie należy się władza nad państwem (Litwa dla Litwinów, Deutschland für die Deutschen, Polska dla Polaków, Banja Luka dla tych, co opowiadają banialuki), używany był najpierw przez nacjonalizmy XIX i XX wieku – poprzez podtrzymywanie mitów czystości etnicznej i rdzennej narodowości – w celu stworzenia rasowo jednorodnych państw narodowych, a teraz nadużywany jest przez lewaków w imię rzekomych „praw” potomków ludności oryginalnie zamieszkujących dowolne ziemie i ich roszczeń do posiadania i władania.  Greckie słowo autochthon pochodzi od słów auto (sam, ten oto) i chthon (ziemia), czyli niejako pierwotnie wyrosły z ziemi.  Autochtoni byli dla Hellenów przeciwieństwem zdobywcy, osadnika, kolonisty.  Messeńscy Heloci byli autochtonami, a doryccy Spartanie zdobywcami, choć obie grupy były helleńskiego pochodzenia.  Był to wyjątkowy taki przypadek w Grecji i można śmiało powiedzieć, że w większości wypadków podboju w historii, zwycięzcy byli etnicznie obcy ujarzmionym.  Podbijając terytorium, tworzyli niemal automatycznie kastę „panów”, odseparowanych od zniewolonego „ludu”, podkreślających swą odmienność i wyższość na każdym kroku.  Historia Europy zawiera mnóstwo przykładów tego rodzaju, do czego jeszcze wrócę, ale akurat na ziemiach historycznej Litwy i Ukrainy tak właśnie nie było.  Ogromna większość rodów szlacheckich, a zwłaszcza magnackich, na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej należy właśnie do autochtonów.  Wszyscy ci Chodkiewiczowie, Sanguszkowie i Tyszkiewiczowie wyrośli z samej ziemi, jak przystało autochtonom.  Były to rody ruskie, choć częściowo wywodzące się z nordyckich korzeni (podobnie jak Rurykowicze) lub rodziny litewskie, z Giedyminowiczami i Radziwiłłami na czele. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Niestety, starszy pan, który pisuje dla nas czasami sprawozdania z wydarzeń w londyńskiej Bibliotece Polskiej, nie mógł przybyć na niedawne spotkanie autorskie z Jackiem Szczyrbą, autorem Czerwonych na szóstej! Szkoda, bo jego relacja byłaby z pewnością ciekawsza, niż moje mdłe deliberacje i czcze nawiązanie w tytule do znakomitego zaiste sprawozdania Andrzeja Dajewskiego ze spotkania w Gdyni na temat pierwszej powieści Szczyrby, Punktu Lagrange’a.  Ale co robić, z braku laku i Starego chrzana we fraku, osobie w anoraku przyjdzie opowiadać o flaku i braku paliwa w baku. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

To obraz ginącego świata, zacofanego w dziedzinie materialnych podstaw bytu – ale jakże pięknego w swej pierwotnej krasie, jakże cudnego w świetle mgły porannej, czy wieczornego cienia, gdy człowiek – intruz w zaklętym świecie pierwotnej przyrody – czuje się tylko jej cząstką, jej echem i pokornie staje przed majestatem natury, dziękując losom, że udało mu się dostąpić łaski oglądania jej odwiecznego piękna, zanim nastąpi wszystko niwelująca cywilizacyjna jej zagłada.

Ludwik Chomiński, „Rojsty”, przedmowa do I wydania Buntu rojstów

O Ludwiku Chomińskim czytamy w przypisie w Buncie rojstów:

Polityk związany z PSL „Wyzwolenie”, poseł na Sejm Ustawodawczy i I kadencji, członek wileńskiego Instytutu Naukowo-Badawczego Europy Wschodniej.  W 1945 aresztowany przez NKWD; od 1946 w PRL; działał w Stronnictwie Ludowym i w Zjednoczonym Stronnictwie Ludowym, był też wiceprzewodniczącym Dzielnicowego Komitetu Frontu Jedności Narodu – Ochota.  Napisał książkę Od Darwina do Miczurina, Jak przyroda i człowiek tworzą gatunki, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1950. [1] Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Zapraszamy do obejrzenia pierwszej części rozmowy z Jackiem Szczyrbą, autorem powieści historycznej i politycznej jednocześnie Czerwoni na szóstej!

W rozmowie autor opowiada o swoich lotniczo-literackich inspiracjach oraz uchyla nieznacznie rąbka tajemnicy, skrywającej polityczną kanwę intrygi. Ze swadą mówi o bohaterach swojej powieści oraz dramatycznych niekiedy przygodach, jakie ich spotkały.

Zachęcamy do kupowania powieści Jacka Szczyrby Czerwoni na szóstej!.

https://www.empik.com/czerwoni-na-szostej-jacek-szczyrba,p1350500365,ksiazka-p



Prześlij znajomemu

18 lutego 2023 roku o godz. 17.00 w Sali Malinowej POSK odbędzie się spotkanie z autorem „Czerwonych na szóstej!”, Jackiem Szczyrbą.
Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.



Prześlij znajomemu

Niespodziewany koniec lata wygnał z domów Pawlikowskiego, Woyniłłowicza, Zdziechowskiego.  Stali się polskimi emigrantami wewnątrz Polski.  Inni, zwłaszcza Rosjanie, jak Nabokow i Bunin, uciekali przed bolszewizmem, gdzie pieprz rośnie lub jeszcze dalej, jak Czarnyszewicz (nie przymierzając ich talentów literackich).  Ale warto pamiętać także o tych, którzy nie mieli okazji lub po prostu nie chcieli opuścić rodzinnej ziemi.  Jedna z głównych bohaterek Nadberezyńców Czarnyszewicza, śliczna Karusia, mówi otwarcie, że nie zamierza uciekać, że jej dom jest w Smolarni i tu pozostanie.  Ogromna większość ludności na ziemiach zagarniętych przez żulików Lenina wybierała „własne wrzosy, na własnej miedzy”, choćby nawet przyszło na nich kark położyć.  Z oczywistych względów, wiemy o wiele mniej na temat losów tych, których niespodziewany koniec lata zastał w sowdepii i nie znaleźli sobie miejsca w nieprzytulnym pensjonacie międzywojennej Polski.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Jacek Szczyrba


Drzewa patrzą z dna nieba

Obezwładniający upał. Kraniec pasa faluje i drży w rozgrzanym powietrzu. W kabinie każdy metalowy element parzy po zetknięciu z odsłoniętą skórą. Silnik przegrzewa się na wolnych obrotach, brakuje przepływu powietrza przez chłodnice glikolu i oleju. Wreszcie pada upragniony rozkaz i ręka pcha manetkę gazu do przodu. Śmigło wkręca się w powietrze, ale w tej temperaturze gęstość ośrodka jest za niska, by wyprodukować wystarczający ciąg. Potrzeba więcej obrotów, niż w zwykłych warunkach, więc pilot trzyma maszynę na hamulcach i daje pełny gaz. Rozgrzane płaty duraluminium stękają, targane momentem obrotowym silnika i całość wreszcie wyrywa się do przodu. Dużo, bardzo dużo czasu mija, nim samolot osiągnie właściwą w tych warunkach prędkość. Rzadkie powietrze wciąż nie daje oparcia skrzydłom. I oto po rozbiegu długim, jak wieczność, Hurricane niemrawo wspina się w górę. Nieopodal, na kilkuset stopach krążą pozostałe maszyny, pilot dołącza do nich. Prowadzący bombowiec robi za przewodnika stada, ruszają na zachód. Początkowo trzymają się wybrzeża, mijają Akrę i lądują w Lagos celem uzupełnienia paliwa. Potem skręcają na północ, by rzucić wyzwanie Afryce. Ich piekło dopiero się zaczyna. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Lato 1914 było – od czerwca do późnej jesieni – gorące, upalne i prawie bez deszczu.

Rosja, więzienie narodów, jęczące pod carskim knutem, była jedynym uczestnikiem Wielkiej Wojny, który przez pierwsze dwa lata konfliktu nie zmobilizował studentów.  Początkowo nawet pociągi chodziły na czas, ale zmieniło się to wraz z wybuchem patriotycznego ferworu.  (Dlaczego patrioci i demokraci nie potrafią trzymać się rozkładu jazdy na kolei, jest jedną z nierozwiązalnych zagadek bytu.)  Tłum zmobilizowanych rezerwistów napadł beztrosko na gorzelnię w Ihumeniu, a potem na pałac Wańkowiczów w Śmiłowiczach (gdzie powstać miał ponoć Straszny dwór).  „Pogrom w Śmiłowiczach” był przez długi czas przedmiotem podekscytowanych komentarzy w salonach, ale niektórzy dworowali sobie, bo wielkie barbarzyństwo ograniczyć się miało do tego, że stłuczono „moc słoików z konfiturami”.  Był to słaby podmuch nadchodzącej katastrofy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Michał Kryspin Pawlikowski opowiada o tych samych ziemiach, o Mińszczyźnie, która pozostała po tamtej stronie granicy ryskiej, oddana na pożarcie bolszewikom.  Jego dzieciństwo było Bajką i tak miała się nazywać powieść Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego; tytuł porzucił autor na uwagę Józefa Mackiewicza, że dość już się bajek opowiada, a tu jeszcze ktoś pomyśli, że to bajka, kiedy to wszystko prawda.  Ale Pawlikowski był przywiązany do pierwotnego tytułu, ponieważ „pisał o czasach naprawdę bajecznych”, dorastał bowiem przed wojną i rewolucją.  W 1932 roku, Słowo opublikowało jego felieton pt. „Bajka”.  Student wraca do domu z wielkiego i pięknego Petersburga: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Powróćmy jeszcze do lata.  Skąd wzięła się sugestia o słodyczy życia na polskich ziemiach pod zaborami?  Czyż nie dość naczytaliśmy się o „ojczyźnie skowanej”, o jękach i mękach pod ruskim knutem i pruskim butem?  Conrad opisuje w opowiadaniu Prince Roman, dzieje księcia Romana Sanguszko.  Za udział w powstaniu listopadowym zesłany na Syberię i pozbawiony praw, książę służył jako szeregowiec na Kazukazie, ale powrócił do swego majątku po kilkunastu latach i dokonał żywota, jak sądzę, w warunkach względnego luksusu, a na pewno lepszych niż życie tych, którzy sprzeciwili się Stalinowi.  Lubimy do dziś wyrzekać na okres rozbiorów, zapominając, że był w miarę krótki w porównaniu np. do niewoli Grecji po władzą Turków, i że był w miarę łagodny w porównaniu np. do bezeceństw angielskich w Irlandii.  Niezaprzeczalnie, miały miejsce próby rusyfikacji i germanizacji, ale wiekowe tradycje polskiej kultury i państwowości – Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki, otaczał blaskiem potęgi i chwały – predestynowały Polaków do przetrwania tych prób znacznie lepiej, niż narody takich tradycji pozbawione, jak Litwini, Łotysze czy Rusini, że wspomnę tylko najbliższe nam przykłady, a pominę milczeniem Kurdów, którzy od tysięcy lat nie mają swej państwowości i prześladowani są bezustannie przez możnych świata tego, a i oni zachowali swą tożsamość.  Trudno doprawdy się dziwić, że uczestnicy powstań byli traktowani jak buntownicy.  Czy mieli być pogłaskani po główkach?  A czy Najjaśniejsza Rzeczpospolita głaskała po głowach buntowszczików na zielonej Ukrainie?  Nie, publicznie łamano ich kołem przed egzekucją. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Historia XX wieku, oglądana z polskiej perspektywy, różni się dość zasadniczo od europejskiego spojrzenia, zwłaszcza w optyce myśli konserwatywnej.  Pierwotne rozszczepienie nastąpiło gdzieś w okolicach zamachu w Sarajewie, a utwierdziło się wraz z wybuchem Wielkiej Wojny.  Konflikt między trzema imperiami, między znienawidzonymi zaborcami, był wielką nadzieją dla Polaków.  Dla reszty Europy, nadchodząca hekatomba ofiar oznaczała koniec świata, koniec La belle époque.  Upadek trzech cesarzy był katastrofą.  Podczas gdy w polskich oczach, czasy po I wojnie skąpane są w błogim świetle Polonia Restituta, to europejscy konserwatyści widzą w nich klęskę, ponurą zapowiedź nadchodzących potworności, wyjście na światową scenę sił, które nie dadzą się łatwo poskromić.  Marian Zdziechowski nazwał to „ingerencją zaświatowych, metafizycznych potęg ciemności do rzeczy tego świata”.  Zastany porządek społeczny – ale też moralny, prawny, estetyczny i każdy inny porządek, jaki tylko można sobie wyobrazić – legł w gruzach, a jednocześnie coś ważniejszego zapadło się w ludziach, przestali krępować się wymaganiami honoru i wreszcie mogli, jak pisał Tomasz Mann, „bez reszty korzystać z nieograniczonych niczym stron dodatnich hańby”.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

DR: …niestety, z przyczyn technicznych, na wideo udało się utrwalić zaledwie kilkadziesiąt minut rozmowy, przez co pozostała część spotkania nieuchronnie odejdzie w mrok zapomnienia. Aby tę niepowetowaną stratę nieco umniejszyć, postaramy się, wspólnie z bohaterem spotkania, zrelacjonować przebieg dalszej części muzealnej imprezy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Andrzej Dajewski


Amerykańska opowieść

Pierwsza część powieści Kontra Józefa Mackiewicza zatytułowana jest pytaniem „Jak do tego doszło?”. W dwóch kolejnych Mackiewicz opisuje, jak przebiegało wydanie sowietom wolnych Kozaków, którzy z nimi walczyli. Opiera się na faktach, które przedstawia bez emocji, nie zadając narzucającego się pytania, dlaczego do tego doszło? Dlaczego anglosascy zwycięzcy tej wojny wydawali komunistom nie tylko tysiące ludzi – na swój użytek zabierając ich konie – ale także i całe narody? Dlaczego sami sobie stworzyli śmiertelnego wroga? Odpowiedzi na te pytania, Mackiewicz pozostawia mnie, jako czytelnikowi. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.