III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Na to już powstał ponury Litwin i huknął gromko:
— Lachy! jestem cudzoziemiec, nie znam waszych herbów,
moim jest miecz i imię moje Dowojna.

Słuchacze zrazu oniemieli, słysząc to oświadczenie, lecz wnet rzucono się na zuchwalca z całą nienawiścią.

Feliks Bernatowicz, Pojata. Córka Lizdejki.

Powiedzieć, że Józef Mackiewicz miał do Litwy stosunek szczególny, byłoby dziwacznym eufemizmem. Litwa to Ojczyzna, dom rodzinny, najmilsze miejsce na ziemi na zawsze pozostające w pamięci. Jej wielka historia była klejnotem, inspiracją, rdzeniem politycznego myślenia. Ideą, wokół której tworzyła się Mackiewiczowska wizja świata. „Józef Ponury, Wielki Xiążę Litewski” – tak przedstawiony został „Ponury Litwin” przyszłej żonie, Barbarze Toporskiej przez Piotra Kownackiego – prezentacja jakże celna. Najwidoczniej wileński endek, jakim był Kownacki, nie miał najmniejszych problemów ze zrozumieniem idei politycznej, której nie pojmowało wielu ze współczesnych. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W pospolitym mniemaniu pokutuje pogląd – tego rodzaju poglądy zazwyczaj odbywają pokutę wśród powszechnie utrzymywanych i na ogół fałszywych opinii – że marksizm, trockizm, maoizm i inne czerwone izmy nie mają racji bytu w Ameryce, w kraju ludzi wolnych, w ziemi obiecanej demokracji i kapitalizmu.  Jeżeli zdarzają się jacyś Rosenbergowie, to tylko jako obcy agenci.  Jeśli nawet można znaleźć rdzennie amerykańskich komunistów, to jest to nadal marginalna obecność.  Książka Trevora Loudona, White House Reds: Communists, Socialists and Security Risks Running for US President, 2020 [“Czerwoni Białego Domu: komuniści i socjaliści ubiegający się o nominację na prezydenta Stanów w roku 2020”], zadaje kłam takim przekonaniom.  Przewodniki komunistycznych wpływów są w Ameryce wszechobecne, szeroko rozprzestrzenione i głęboko zakorzenione.  Co gorsza, sięgają już najwyższych urzędów państwowych, aż do Izby Reprezentantów, Senatu i Białego Domu włącznie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Bałtycka prowokacja

Na okładce jednego z licznych wydań „Zwycięstwa prowokacji” możemy podziwiać ilustrację Andrzeja Krauzego: mały nieobuty człowieczek w kombinezonie i robotniczym kasku dźwiga na barkach gigantycznej postury funkcjonariusza. Stopą dotyka cienia usadowionego na swoich plecach kolosa, sam zdaje się być dla promieni światła przeźroczysty; dla spraw tego świata jakby nie istniał. Umundurowany gigant uśmiecha się szeroko, naiwnie, z wyrazem bezbrzeżnej bezmyślności w małych świńskich oczkach. Zdaje mi się, że Krauze uchwycił intencję zawartą w tytule. Taka jest natura prowokacji opisana przez Mackiewicza: zwycięska nieuchronnie, bo przecież nie ma na swojej drodze godnego adwersarza, jedynie ofiary: szarego małego człowieczka bez cienia, na równi z kolosem o spojrzeniu wsiowego głuptasa, który przenigdy nie pojmie, dlaczego akurat jemu przypadł laur zwycięzcy. Dramatyzm zasadzony w prowokacji polega właśnie na tym: ta prowokacja nie ma autora. Nie był nim w pełni ani Lenin, ani Trocki, Stalin, Chruszczow, plejada pozostałych bolszewickich strategów. Permanentna prowokacja bolszewizmu, targająca ziemską mizerią, nie ma jednego świadomego ojca. Mackiewicz pisał: bolszewicy to żadni geniusze, a Nikicie Ch., za którego czasów inicjowano dzisiejszą strategię, kazał biegać w kukurydzę… Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Jakiś czas temu, jeden z czytelników podsunął nam wykład Trevora Loudona, poświęcony sławnej książce Anatolija Golicyna, Nowe kłamstwa w miejsce starych. Nazwisko Golicyna pojawia się sporadycznie w przestrzeni publicznej (zwykle jako zdumiewający przykład profetycznej sprawności), jednak rzadko narracja jego książki bywa traktowana z należną uwagą, a więc z punktu widzenia bolszewickiej metody strategicznego działania. Takie właśnie spojrzenie na dzieło Golicyna proponuje Loudon. Znaleźliśmy w jego słowach także myśl wybiegającą poza analizę Golicynowskiej metodologii, myśl o uniwersalnym wymiarze, bliską duchowo Józefowi Mackiewiczowi:

Jeżeli nie jesteś aktywnym antykomunistą, to mijasz się z sednem współczesnego świata. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Głęboka penetracja Zachodu przez sowieckie służby jest przedmiotem książki Catherine Belton.  Rozmiary tej penetracji w Zjednoczonym Królestwie stały się tematem parlamentarnego Raportu o Rosji, do którego jeszcze powrócę.  Jego autorzy konkludują, że „zagrożenie ze strony Rosji jest zasadniczo nihilistyczne, tj. cokolwiek w ich oczach osłabia Zachód, jest dla nich dobre”.  Należy się zgodzić z tą diagnozą.  Mimo to, próbowałem wykazać w poprzedniej części, dlaczego, w moim przekonaniu, mącenie sowieciarzy w referendum brytyjskim, nie miało wpływu na ostateczny wynik plebiscytu.  Odejście Wielkiej Brytanii jest Putinowi na rękę, ale nie należy przypisywać mu zasługi.  (Powstała nawet sztuka o „Maszy z fabryki trolli”, która pracowała mozolnie nad zmuszeniem tępych Angoli do głosowania wbrew ich interesom w plebiscycie. [1])  Moim zdaniem, był to dobry wynik niezależnie od kremlowskich zachcianek.  Osłabia europejską unię, to niewątpliwie prawda, ale jednocześnie daje Europie ostatnią być może szansę na przebudzenie z somnambulicznego snu.  Obawiam się, że Europa z tej sposobności nie skorzysta.  Przyjrzyjmy się zatem Staremu Kontynentowi i narzuconej mu, unijnej skorupie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Afera Arcos

Aktywność sowieckich służb pod przykrywką działalności gospodarczej w Wielkiej Brytanii, rozpoczęła się jakiś czas temu.  Dokładniej, ponad sto lat temu, bo w październiku 1920 roku, gdy założono w Londynie firmę ARCOS, All-Russian Co-Operative Society (niekiedy nazywana błędnie „angielsko-rosyjską spółdzielnią”).  Założona przez Leonida Krasina, spółdzielnia była spółką akcyjną w oczach brytyjskiego prawa, ale udziałowcami byli wyłącznie obywatele sowieccy.  Jej oficjalnym celem było nawiązanie i rozwijanie kontaktów handlowych między Wielką Brytanią i sowietami.  W 1923 założono Arcos Bank, który miał monopol na wydawanie czeków podróżnych dla coraz liczniejszych obywateli Zachodu, pragnących odwiedzić ojczyznę proletariatu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Krótka książeczka Roberto Calasso, Nienazwana teraźniejszość,* przedstawiana bywa jako „dziewiąta część cyklu” rozpoczętego prawie przed 40 laty.  Tytuł w istocie wywodzi się z pierwszej pozycji, a cykl ma być „eksploracją związków między mitem a współczesnością”.  Być może, ale Calasso mówi o naszej teraźniejszości, o zagubieniu człowieka.  Po nieodżałowanej śmierci Rogera Scrutona, Calasso jest najciekawszym myślicielem naszych czasów.  Obaj obserwowali ze zgrozą, jak stąpamy po kruchym gruncie, jak zacierają się ostre linie.  Nie rozumiemy świata, nie potrafimy go nazwać, brak nam punktu odniesienia.  „Jesteśmy bezustannie atakowani konturami przedmiotów, których nikt nie zna w całości” – i to jest nasz normalny świat.  To nie „epoka niepokoju” Audena. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Policjanci z londyńskiego Met (czyli policji metropolitalnej) przerwali Wielkopiątkowe Nabożeństwo w „polskim kościele” w Balham.  Rzecz jasna, świątynia nie jest wcale „polska”, ale katolicka, co nie zmienia faktu, że odbywająca się w niej katolicka Msza Święta w wyjątkowy, jedyny w roku Dzień Męki Pańskiej i Śmierci Zbawiciela na Krzyżu, odprawiana była w języku polskim, przez polskich duchownych, w obecności wiernych-Polaków. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Drogi Panie Michale,

wraz z królewską małżonką dziękujemy za życzenia i troskę. Szczęśliwie, w naszym królestwie nie ma zabójczego wirusa kataru zwanego kowidem ani pandemii, bo nie mamy telewizora. Wirus-celebryta pojawia się bowiem tylko tam, gdzie jest telewizja i radio. Ba, słyszałem, że w niektórych eurosowietach a nawet w UK i USSA kowid stał się bogiem. W imię Kowida wyrzuca się ludzi ze świątyń chrześcijańskich – np. w piątek w polskim kościele w południowym Londynie. Ciekawe, czy z meczetów i synagog też się wyrzuca wiernych, czy nie wolno, bo to byłoby prześladowanie? Napawa jednak otuchą, że prawdziwi wyznawcy Chrystusa, czyli ci, którzy nie słuchają Franciszka i skorumpowanych hierarchów, niebawem przejdą do podziemia, jak za czasów Nerona, i będą stanowić fundament nowego, odrodzonego w prawdzie i uczciwości kościoła. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

„Dacza uszła w offszory”

Pierwsze ślady, że sowieciarze przelewają miliardy dolarów na Zachód, pojawiły się już w lecie 1999, gdy wyszło na jaw dochodzenie FBI w sprawie Bank of New York i operacji wyprania 7-10 miliardów dolarów dla tzw. „rosyjskiej mafii”.  We wrześniu odbyły się przesłuchania w Kongresie na temat sowieckiej czarnej forsy i korodującej roli tych pieniędzy w Ameryce.  Jurij Szwiec, były rezydent kgb w Waszyngtonie, zeznał:

Zakrojona na szeroką skalę infiltracja zachodniego systemu finansowego przez rosyjską mafię rozpoczęła się przed upadkiem Związku Sowieckiego … Głównymi aktorami w tej grze byli wysoko postawieni przedstawiciele sowieckiej kompartii, przywództwo KGB i szefowie świata kryminalnego. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Józef Mackiewicz niekiedy latami nie mógł znaleźć wydawcy dla swoich pism wśród niepodległościowej emigracji, więc zmuszony był pisać do szuflady lub drukować rzeczy własnym nakładem.  W emigracyjnym samizdacie wydał w pierwszym rzędzie jedno ze swych najważniejszych dzieł, Zwycięstwo prowokacji.  Uciekł się następnie do samizdatu w wypadku kilku broszur.  Pisałem na ten temat obszernie w (niestety nadal niedokończonym) cyklu o potyczkach Mackiewicza z cenzurą w najrozmaitszych konfiguracjach.  Nie pozwalano mu publikować w periodykach emigracji polskiej i odmawiano drukowania jego książek.  Było tak do czasu, aż powstało wydawnictwo Kontra, założone przez Szymona Szechtera i Ninę Karsov.  Dopiero wówczas możliwa okazała się publikacja dwóch książek watykańskich, „których nikt nie chciał wydać”.  Wtedy dopiero ukazały się drugie wydania Nie trzeba głośno mówić, Lewej wolnej, Drogi donikąd, Sprawy pułkownika Miasojedowa, Kontry i Zwycięstwa prowokacji.  Z inicjatywy Kontry, Mackiewiczowie wybrali i opracowali artykuły do dwóch wyborów, które ukazały się na krótko przed ich śmiercią: Droga Pani i Fakty, przyroda i ludzie.  Tylko dzięki wytrwałym wysiłkom Niny Karsov książki te trafiły do Polski w latach 80.  To jej zawdzięczaliśmy podziemny „festiwal wydawniczy” Mackiewicza po jego śmierci. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Rozmawiałem onegdaj ze znajomą.  Dama jest wybitnym specjalistą w swej dziedzinie medycyny, toteż, jak to lekarze na Zachodzie, mieszka w ogromnym domu ze służbą, posiada apartament na Manhattanie, a wilegiaturę spędza na prywatnej wyspie na Karaibach.  Nigdy w życiu nie głosowała na nikogo innego niźli socjaliści, do dziś radośnie nienawidzi Margaret Thatcher i podziwia „uczciwość Jeremy Corbyna”.  Znając jej poglądy, zdziwiłem się ostatnimi czasy, dostrzegłszy po raz pierwszy zdecydowanie konserwatywne elementy w jej myśleniu na temat służby zdrowia.  Poniewczasie przypomniałem sobie Pierwsze Prawo Polityki sformułowane przez Roberta Conquesta: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Powstanie Pugaczowa

Wielką zaletą książki Catherine Belton o ludziach Putina, jest ilość jej rozmówców.  Znamy dzięki niej np. wyznania hiszpańskiego kagiebisty, Felipe Turovera (por. część II-IV), Władymira Miłowa, byłego ministra i partnera Timczenki, i wielu innych zaangażowanych intymnie w wydarzenia.  Na ogół nie można ufać tym wypowiedziom, ale ciekawe jest zarówno, co Turover (dla przykładu) ma do powiedzenia, jak to, co pomija milczeniem – jaki konkretnie obraz pragnie przedstawić w dowolnym momencie.  Rozmówcy Belton, to niekiedy ludzie zastraszeni, którzy wolą pozostać w cieniu, a w innych wypadkach, aż zbytnio skorzy do wyznań.  Do pewnego stopnia, i jedno, i drugie może podważać wartość ich świadectwa.  Łatwo sobie wyobrazić, jakie jest pole dla manipulacji anonimowych rozmówców (a niektórzy z nich byli także aktywnymi aktorami wydarzeń), w celu przemycenia przesłania niezupełnie zgodnego z prawdą, a za to w całości podsuniętego przez ludzi Putina.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

O faktach się nie dyskutuje

Żyjemy w czasach wojny informacyjnej, stanowczo stwierdza Pomerantsev, jak gdyby odkrywał nowe lądy.  Ku jego zgorszeniu, neo-naziści używają teraz metod Srdji Popovića i innych bojowników bliskich sercu Pieti (tylko nazywają to infokrieg, jak przystało „faszystom”).  Informacja stała się wyłącznie narzędziem, środkiem do osiągnięcia z góry określonych celów.  Kiedy informacja jest traktowana w taki sposób, to nie ma już mowy o jej wolnym przepływie, o debacie, o dociekaniu, najlepsze na co można liczyć, to niepewny „rozejm informacyjny” osiągnięty przez rozpoznanie wzajemnej „suwerenności informacyjnej”.  Nic dziwnego, że koncepcję tę propagują głównie Moskwa i Pekin.  Przykład zastosowania takiej „suwerenności” w praktyce, widzieliśmy już w działaniach Xinhua wobec agencyj Reutera i Bloomberga (por. część XI).  Jest to po prostu narzucanie własnej wersji rzeczywistości, dyktat cenzury i obrona roli cenzury.  Z drugiej jednak strony, wojna informacyjna jest tylko częścią większej całości, „hybrydowej” wojny, w której informacyjny atak może być preludium do ataku czołgów lub nie, może być uzupełnieniem wojny innymi środkami lub samym jądrem napaści.  Konsekwencją jest zamazanie granicy między stanem wojny i pokoju, co w konsekwencji oznacza permanentny stan wojny: jeżeli nie gorąca to – zimna. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Tłum zwolenników Trumpa ruszył na Kapitol w Waszyngtonie, gdy Kongres miał formalnie ogłosić, że Biden będzie następnym prezydentem.  Nazwano to „antydemokratyczną insurekcją”, a nawet „próbą przewrotu”.  Fakt, że czworo demonstrantów i policjant zginęło podczas inwazji Kapitolińskiego Wzgórza (choć dwóch z przyczyn naturalnych, na atak serca i wylew).  Ale putsch?!  Zdjęcia pokazują przebierańców, jakiegoś pół-nagiego imbecyla z wymalowaną gębą, w futrzanej czapie z parą rogów.  Inny tuman, z mordą półgłówka z Apallachów, wynosi mebel z budynku Kongresu.  Wielu robi sobie zdjęcia, jak na pikniku: Hej, mamo, patrz!  Jestem w Kongresie!

I to ma być insurekcja?  Zbrojny zamach na bijące serce amerykańskiej demokracji?  Rokosz białych śmieci z przyczep kempingowych?  Bunt niedomytych?  Terror w biały dzień? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Znowu spiski imperialistów

Belton nazywa ludzi Putina siłowikami.  Zgodnie z ich życzeniami, jak sądzę.  Siłowik był terminem pejoratywnym w czasach Jelcyna, gdy określano tak rzekomych wrogów demokracji, gotowych użyć siły, by powrócić do glorii komunizmu (znowu, tylko rzekomo).  Byli to w owych czasach przeważnie członkowie aparatu bezpieczeństwa i wojska, choć nie tylko, a sam zwrot odgrywał rolę stracha na wróble (jak beton w poprzedniej epoce).  To samo określenie stało się honorową odznaką przynależności dla ludzi Putina.  Belton gotowa jest przyznać, że siłowiki są „produktem zimnej wojny”, że ukształtowani zostali przez myślenie sprzed wielu dziesięcioleci.

Żyją w świecie, w którym od początku transformacji Rosji w kierunku gospodarki rynkowej, frakcje w KGB postrzegały kapitalizm jako narzędzie do walki z Zachodem; Putin wierzy, że w tym świecie każdego można kupić. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wiele jest dróg

Dygresja o chrlu rozrosła się do niespodziewanych rozmiarów, ale było to koniecznością, ze względu na równoległość przemian w chrlu i w sowietach.  Nie potrafię ocenić, czy postępowanie Denga było zsynchronizowane już we wczesnej fazie prowokacji, to znaczy jeszcze z Andropowem, ale wiele zdaje się wskazywać na uzgodnienie kierunku podczas spotkania z Gorbaczowem w Pekinie.  W dwa tygodnie później, dnia 4 czerwca 1989 roku, nastąpiły sławne, a na pozór tak rozbieżne, wydarzenia w prlu i chrlu.  Ten uderzający rozdźwięk – trudno o większy kontrast niż masakra i wybory, tego samego dnia – nie przestaje mnie zadziwiać od lat trzydziestu i trudno się oprzeć wrażeniu, że kolizja „pierwszych wolnych wyborów pod komunistami”, które były naprawdę 35-procentową nalewką na przegniłych, przeżutych i wyplutych przez komunistów czerwonych owocach w rodzaju Mazowieckiego, Michnika i Bolka, z rzezią demonstrantów, była zamierzona.  Z jednej strony, pozostaje to tylko wrażeniem, z drugiej jednak, cały świat otrzymał naoczny dowód, że gdyby zechciał kwestionować upadek komunizmu, to komuniści mają w zanadrzu także inne metody przekonania wątpiących i opornych.  Czyż Lenin nie pouczał swych uczniów, że dróg jest wiele, ale cel pozostaje jeden?  Komunizm nie musiał upaść na całym świecie, żeby i tak uwierzono w jego upadek.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Made in China

Polityka jednodzietności podyktowana była klasycznie marksistowskim (czytaj: zbrodniczo obojętnym na rzeczywistość) przekonaniem, że w Chinach jest 30% więcej ludzi niż potrzeba.  Po głodzie wywołanym ludobójczą polityką rolną Mao, nadszedł czas na bezrobocie i ograniczenie płodności, by dopasować ludność do ideologicznego ideału.  Reformy Denga miały na celu utrzymanie władzy i zbudowanie podstaw przyszłej ekspansji komunistycznego państwa, a nie dobrobyt ludności.  Jedynym ratunkiem był, jak zawsze, eksport.  Sprzedaż zboża i surowców utrzymywała dysfunkcjonalną gospodarkę sowiecką przy życiu aż za długo, stąd powiedzenie, że gdyby bolszewicy opanowali Saharę, to zabrakłoby im wkrótce piasku.  Chiny są krajem bogatym w surowce, ale proporcja tych bogactw do populacji sprawia, że w przeciwieństwie do sowietów czy Brazylii, nie mogą być tylko biernym sprzedawcą surowych materiałów.  Takie było źródło nacisku ekipy Denga na budowę prymitywnych fabryk – program ten nazwano „industrializacją” – gdzie, w warunkach obraźliwych dla zachodnich związków zawodowych i dla zwykłej ludzkiej godności, produkowano następnie buble na eksport.  W latach 80. były to w pierwszym rzędzie tandetne zabawki (nie sposób było wówczas nabyć w Londynie zabawek, które nie były „made in China”), ale na przełomie dekad zaczęto montować tani sprzęt elektroniczny.  Eksportem zajmowały się wyłącznie państwowe firmy, których pracownicy byli szczęśliwi, że mieli jakąkolwiek pracę, choćby za grosze, a twarda waluta szła do szkatułki partyjnej.  Mogłoby się wydawać, że komuniści uczą się kapitalizmu, ale nikt tak nawet nie mówił, bo przecież ludzie Denga w ogóle nie byli komunistami. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Bonnie Prince i Dżyngis Chan w globalnej wiosce XXI wieku

Dżyngis Chan i wytworny syn księżniczki Sobieskiej, pretendujący do szkockiego tronu, mieli ze sobą na pewno więcej wspólnego niż wystawny przepych pałaców nad Jeziorem Genewskim ma wspólnego z życiem codziennym w Pekinie w czasach, gdy miliony wymęczone ekscesami rewolucji „kulturalnej”, długich marszów i wielkich skoków, usłyszały o zgonie nieśmiertelnego wodza niezrównanej chińskiej rewolucji, przewodniczącego Mao Tse-tunga.  A mimo to, ten drugi związek jest bardziej intelektualnie płodny i bardziej – realny.  Wprawdzie jedzenie nie było oficjalnie zaliczone do „czterech starych rzeczy”, zwalczanych przez rewolucję kulturalną, jednak tylko wielki Mao mógł być opasły w komunistycznych Chinach.  Na rok przed śmiercią, wódz łaskawie zezwolił Dengowi na zniszczenie „gangu pani Mao” – ale dopiero po swoim własnym zejściu ze sceny – po czym odsunął go od siebie.  Gdy w lipcu 1976 potężne trzęsienie ziemi spustoszyło Tangshan, umierający przywódca odmówił przyjęcia pomocy z Zachodu (w rezultacie czego zmarły setki tysięcy spośród tych, co uniknęli śmierci od wstrząsu), po czym rozkazał ekipom ratowniczym „potępić Denga wśród ruin”.  Do swego następcy, Hua Guo-fenga, miał powiedzieć z typową megalomanią egotyka, że spodziewa się wrzenia i politycznych wstrząsów po swojej śmierci: „nadejdą krwawe deszcze i wichury cuchnące krwią”. [1] Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Franciszek Olechnowicz, występujący w powieści „Nie trzeba głośno mówić” pod nazwiskiem Brzozowicz, został zastrzelony w swoim wileńskim mieszkaniu w 1944 roku. Jest ważnym głosem powieściowej narracji. Znali się bardzo dobrze. Mackiewicz poświęca mu wiele miejsca, szczegółowo opisując jego życiowe perypetie na przestrzeni dziesięcioleci. Wychowany w kulturze polskiej Olechnowicz swoją narodową tożsamość ustalił stosunkowo późno, ale – jak o tym pisał Mackiewicz – „z całą pasją swej porywczej natury rzucił się do politycznej pracy w narodowo-białoruskim ruchu”. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

…człowiek zawsze obowiązany jest poświęcać się dla ludzi,
a nigdy nie poświęcać ich dla siebie.
Choć przekonany, że szczęście na tej ziemi jest niemożliwe,
musi w nie wierzyć dla innych
i dążyć ze wszystkich sił ku temu urojonemu celowi.

Zygmunt Krasiński

Józef Mackiewicz przystąpił do rozmów z Białorusinami z entuzjazmem, zdając sobie sprawę z politycznego temperamentu strony białoruskiej. Opis tych spotkań i rozmów znamy wyłącznie z jego relacji. Spośród wymienionych działaczy białoruskich jedynie Janka Stankiewicz uniknął śmierci z rąk sowieckich lub hitlerowskich, dożył względnie późnego wieku, ale nigdzie nie natrafiłem na jego wspomnienia z tego czasu. To właśnie w jego obecności Mackiewicz rozmawiał z adwokatem Szkielonkiem, „człowiekiem zdolnym i inteligentnym”, jak pisał. Nie wiadomo, czy podczas tych spotkań przedstawiony został pomysł zbrojnego powstania antybolszewickiego, czy chodziło tylko o nawiązanie współpracy politycznej. Ani jedno, ani drugie nie było proste. Działacze białoruscy ze sceptycyzmem odnosili się do koncepcji politycznego współdziałania z Polakami. Sam ks. Godlewski nie negował, zdaniem Mackiewicza, że „w płaszczyźnie mojej koncepcji szukać można dróg do przyszłego porozumienia”. Doraźnie, przed nawiązaniem takiej ścisłej współpracy, poważną przeszkodę stanowiła białoruska kalkulacja na polityczne współdziałanie z Niemcami. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Stary chrzan


Sanabitur anima mea

Konserwatywny rząd Jej Królewskiej Mości zabrania mi palić, aby uchronić mię przede mną samym.  Nie wolno mi palić tytoniu, tudzież innych materiałów łatwopalnych, w pomieszczeniach publicznych, by chronić bliźnich przed biernym wdychaniem dymu papierosowego lub jakiegokolwiek innego, a także mnie samego przed czynnym wdychaniem.  Sądzę, że nie za długo nie wolno też będzie palić pod własnym dachem, a wówczas palenie zejdzie do Podziemia.  Ponoć nie należy także palić na świeżym powietrzu (choć w przypływie liberalnej tolerancji nie zakazano tego jeszcze), a to żeby ochronić mnie przed ociepleniem wspomnianego powietrza, ociepleniem zarówno lokalnym, jak globalnym.  Świat wprawdzie ociepla się i ochładza na przemian, niezależnie od palenia tytoniu, węgla, torfu czy wrażych domostw podczas działań wojennych, oziębia się i rozgrzewa codziennie, między wschodem i zachodem słońca – jak kurtyna w teatrze, tak i temperatura, podnosi się i opada.  Świat wokół nas ochładza się i ogrzewa regularnie, co roku, między latem a zimą.  Kula ziemska rozgrzewała się niekiedy w długotrwałych, wielowiekowych fazach, które prowadziły zazwyczaj do lepszych plonów i ogólnej obfitości, po czym oziębiała się na wieki, sprowadzając na ludzi biedę i wielką niedolę, a nawet głód.  Stąd wzięły się wielkie mity, np. w nordyckich sagach, o wilku, który pożarł słońce.  Było 300 lat ocieplenia w Europie między X i XIII wiekiem, po czem nastąpiło wychłodzenie od XVI wieku. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pamięta pan lekcje historii? Wodziło się pałeczką po mapie, wskazując dawno zapomniane nazwy obcych miast.
Dla nas ani te miasta, ani te nazwy nie przestały być bliskie, choć nie wszyscy z nas mogli je oglądać, choćby raz w życiu.
Poruszamy się dzięki temu myślą i tęsknotą po olbrzymim kraju,
jak w swojej ojczyźnie, bo nie ma ziemi, 
na której rozbrzmiewałby język polski, litewski, czy języki ruskie, która byłaby dla nas obcą ziemią.
Wielu odnalazło swój „kraj lat dziecinnych” w Kownie,
wielu zostawiło go w Mińsku.
Tego nie mogliście zrozumieć przez lat dwadzieścia w Warszawie.
Ale takie rzeczy widzi się właśnie z Wilna.

Barbara Toporska

Jerzy Giedroyc w liście do Witolda Jedlickiego, objaśniając kogo można zaliczyć „do kręgu” „Kultury”, pisał:

Natomiast błagam – tylko nie Mackiewicz. Tak jak mam do niego dużą słabość osobiście i bardzo wysoko cenię jego talent literacki (ale tylko „małe formy” o tematyce kresowej), to politycznie to przecież faszysta. A naprawdę nie lubię używać tego słowa. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Kleptokracja

Po co to wszystko?  W imię czego restaurować stare punkty łagierne i wypełniać więzienia?  Po co zabójstwa, wywłaszczenia i rejderstwo?  W jakim celu gromadzić tak ogromne bogactwa w rękach kilku wybranych, którzy boją się własnego cienia, mimo że opływają we wszystko?  W poprzednim wcieleniu sowietów celem była ponoć Świetlana Przyszłość, nawet jeżeli tylko nieliczni naiwni naprawdę w nią wierzyli.  Można było przynajmniej próbować usprawiedliwić braki na rynku, głód i biedę, strach i prześladowania, trudnościami budowy nowego, wspaniałego świata.  Ale jak wytłumaczyć dzisiejszą „Rosję”?  Czyżby jedynym celem było nakraść więcej niż inni?  Nachapać się, wetknąć do kieszeni, zebrać więcej niż można udźwignąć?  Trudno się nie zgodzić, że w pierwszych latach prezydentury Putina czekiści po prostu zastąpili komsomolską oligarchię z czasów Jelcyna.  Przyjaciele Putina z dacznej kooperatywy Oziero przenieśli się na Kamiennyj Ostrow na Newie.  Mieszkają w pałacach, w których zabawiali się niegdyś król Stanisław Poniatowski i Aleksander Puszkin, organizują przedstawienia, koncerty i balety, bale przebierańców i orgie, wśród przepychu i rozpasania.  Obsługa i artyści opłacani są diamentami, złotem lub gotówką, a niekiedy nawet przy pomocy starożytnych ikon, byle tylko uniemożliwić znalezienie jakichkolwiek śladów tych ekscesów.  Oczywiście, ludzie, jak to ludzie, gadają, ale anonimowe świadectwa zawsze można zbyć jako plotki.  Ba, czy tak nie było w sowietach zawsze? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Oblężona twierdza

Różnie interpretowano w przeszłości oba ataki terrorystyczne, na moskiewski teatr i na szkołę.  Widziano w tym dowody bezwzględności czeczeńskich terrorystów; widziano przykłady nieudolnej brutalności, tak typowej dla sowieciarzy, ale w rzeczywistości ani jedna, ani druga strona nie liczyła się z losem ofiar.  Nawet ci, którzy zadali sobie trud, by przyjrzeć się szczegółom, dziwnym postaciom Terkibajewa i Chodowa, trudnym do wytłumaczenia wypadkom i prawie nieuchronnej orgii tępej przemocy zakończonej ostateczną krwawą jatką; nawet ci, którzy skłonni są przypisywać kagiebowskiej inspiracji każde wydarzenie w sowietach, widzieli w tych dwóch zamachach zaledwie próbę włączenia się w „wojnę przeciw terrorowi” prowadzoną przez prezydenta Busha.  W świetle analizy Catherine Belton, Biesłan był czymś więcej, był punktem zwrotnym w polityce Putina.  Belton nie przypisuje wprawdzie kagiebistom odpowiedzialności za zorganizowanie ataku na szkołę (w przeciwieństwie do ataku na teatr, który był im potrzebny dla nacisku na Putina), ale uważa, że reżym Putina wykorzystał zamach dla stworzenia obrazu zewnętrznego zagrożenia.  Do tego momentu, mówiono o Zachodzie jako przyjacielu; odtąd Zachód był wrogiem, który pragnie rozbicia Rosji.  Celem tej wolty było stworzenie mentalności oblężonej twierdzy, przemienienie Rosji w fortecę.  Nie jest to sztuczka obca bolszewikom.  Dokładnie tak samo postąpił Lenin podczas wojny domowej, a potem Stalin przed wojną światową, gdy stworzył z sowietów bastion rewolucji światowej, a następnie po inwazji Hitlera, przemieniając redutę komunistycznego internacjonalizmu w warowną cytadelę rosyjskiego nacjonalizmu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.