III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Miłe złego początki

Siduri, sumeryjska bogini wina i piwa, symbol dziewczyny, która odświeża duszę wędrownika orzeźwiającym napojem.  Nie wierzcie tym, co będą wam chcieli wmówić, że jej odpowiednikiem w greckim panteonie jest czarodziejka Kirke, najpiękniejsza z nieśmiertelnych.  Nie, jej prawdziwą siostrą jest inna kochanka Odysa, Kalipso.  Jej imię oznacza „tę, która ukrywa” albo „ukrytą”.  Kalipso jest boginią śmierci, z czasów przed-olimpijskich, z czasów Kronosa.  Jej wyspa, Ogigia, jest na krawędzi świata żywych, jak Styks.  Kalipso jest „tą, która ukrywa” wejście do świata zmarłych.  U wejścia można tylko pić wino, grać w w kości, kochać się w kobiecie, która wypełnia aromatycznym płynem następny kieliszek i wierzyć, że jest się poza życiem i śmiercią.

„Rozmowy z kobietą, która nalewa kieliszki, ciągną się przez nieskończoność nocy, nie grozi im świt za oknami.  Od czasów Odyseusza mężczyźni zapominają się w obecności pięknej hostessy: odczuwają niejasny pociąg do każdej kobiety za barem, jakby sam bar był progiem innego świata,” pisał o Kalipso niezrównany Roberto Calasso. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Spójrzmy na przedstawiony we wstępie Ankiety przykład. Dotyczy on Polski. Jednak czy pojęcie „historia bolszewizmu” może być zawężone jedynie do historii polskiego bolszewizmu? Zdecydowanie nie. Przecież jej bieg nie zaczyna się od komunisty Buczka ani też nie kończy się na czerwcowych wyborach w roku 1989. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Wyodrębnione w Ankiecie „trzy etapy bolszewickiej strategii” (klasyczny-ewoluujący-upadły) są – w moim odczuciu – sformułowane dość dyskusyjnie. Sądzę bowiem, że – nawet trzymając się tej konwencji – dały o sobie znać najwyżej dwa. Byłyby to: klasyczny i ewoluujący. Ale i to wydaje mi się niezgodne z moim widzeniem tego zjawiska.

Próbując wyjść poza przedstawione propozycje, najchętniej przyjęłabym taki punkt widzenia: etap konstytutywny (w sensie: ustanawiający, kanoniczny) i ewolucja jego wykładni. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Błąd ten ma swoje źródło przede wszystkim w powszechnym niezrozumieniu istoty bolszewizmu/komunizmu pośród historyków, politologów, sowietologów, rosjoznawców i sinologów, zarówno tych o orientacji lewicowej (najczęściej prokomunistycznej), jak i prawicowej, konserwatywnej. Tyleż powszechnie, co błędnie sprowadza się istotę komunizmu do ideologii, rzekomo zakładającej cele „pozytywne” – najkrócej mówiąc, sprowadzające się do polepszenia losów danej grupy społecznej („proletariatu”, „klasy robotniczej” itp., itd.) albo mniej czy bardziej abstrakcyjnej „ludzkości”. Co za tym idzie, większość badaczy zjawiska bolszewizmu/komunizmu, nie pojąwszy samej jego istoty, błędnie postrzega także poszczególne etapy jego ewolucji, która z definicji jest dostosowywaniem systemu do zmieniających się warunków i wcale nie musi oznaczać jego upadku. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Teza zakłada, że bolszewizm jest zjawiskiem mającym charakter procesu przechodzącego od momentu swego powstania przez określone, wynikające z przyjętej strategii etapy, które to etapy dają się w sposób syntetyczny scharakteryzować.

To błędne założenie. Bolszewizm nie jest z góry rozpisanym scenariuszem działania. Jest drogą prowadzącą do osiągnięcia celu: zniszczenia fundamentów kultury, religii, więzi społecznych i rodzinnych, samodzielności bytowej i wolności rozumowania oraz tożsamości narodowej w takim zakresie, aby zamienione w ten sposób w bezwolną masę ludzką narody umożliwiały jego bezproblemową dominację. Stan ten gwarantować będzie sprawowanie władzy nieograniczonej, niezagrożonej i trwałej. Rzeczywiście, zjawisko ma na przestrzeni upływających lat różne atrybuty zewnętrzne. Ale te nie wynikają z założeń wstępnych. Są po prostu tworzonym na bieżąco scenariuszem, będącym wypadkową możliwości sprawczych bolszewików, siłą oporu destruowanych społeczności i narodów oraz relacji wzajemnych w obrębie grupy najważniejszych w danym okresie hersztów bolszewizmu. Wszystkie te czynniki mają różna rangę i skuteczność w czasie. Bolszewizm nie jest zjawiskiem precyzyjnie zaplanowanym. Wręcz przeciwnie, jest bardzo zmienny, a raczej ma możliwość szybkiego mutowania w zależności od okoliczności. Na tym właśnie opiera się jego niezwykła skuteczność. Jedyną zasadą jest brak zasad. Stały jest tylko cel. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Orzeł


Kino – najważniejszą ze sztuk!

W 1968 roku pewna amerykańska agencja rządowa rozstała się z jednym ze swoich pracowników. Twierdził on później, że inicjatywa przerwania współpracy wyszła od niego, a przyczyną tego kroku było głębokie rozczarowanie, jakiego doznał odkrywając prawdziwe oblicze swojego pracodawcy. Idąc za ciosem, kierując się wyłącznie dobrem współobywateli, jak sam twierdził, postanowił upublicznić różne ciemne interesy, których był świadkiem podczas swojej przedwcześnie przerwanej kariery. I tak w roku 1975 opublikował swoje wspomnienia pod tytułem Inside the Company: CIA Diary. Tak jest, to właśnie Centralna Agencja Wywiadowcza była tą ciemną siłą, którą według autora należało skompromitować w oczach światowej opinii publicznej. Człowiek, o którym mowa to Philip Agee, były agent CIA, działający latach 60-tych w Ameryce Łacińskiej. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Błąd takiego rozumowania najprościej wyjaśnić na przykładzie stosunku komunistów do AK. Pierwszy etap (1944-1956) to fizyczna eliminacja akowców – morderstwa, wywózki, obozy, więzienia. Drugi etap (1956-1989) to wypuszczenie z więzień i „rehabilitacje”, a także publikowanie wspomnień i fraternizacja z tymi, którzy przeszli na stronę bolszewików. Poza tym: uznanie zasług AK w walce z Niemcami, czyli dopuszczenie do druku opracowań historycznych, z których wynikało, że oprócz formacji komunistycznych istniało jeszcze jakieś Państwo Podziemne, które prowadziło działalność „na usługach Londynu”. Etap trzeci trwa do dzisiaj. Szkoły i ulice otrzymują imiona akowców, grzebie się ich z honorami i nadaje odznaczenia. Powstają muzea, kwitnie hagiografia. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Nicolás Gómez Dávila trafnie zauważył iż: „Inteligencja w pewnych okresach musi się wyłącznie poświęcić przywracaniu definicji”; i trudno się nie zgodzić, że mało co jak komunizm nadaje się w pierwszej kolejności do tego, aby być dogłębnie poddanym temu procesowi, abyśmy mogli zacząć się wreszcie cokolwiek z „czytelniczą publicznością XXI wieku” rozumieć.

Gdy zaakceptujemy przytaczaną niejednokrotnie na łamach „Wydawnictwa Podziemnego” definicję mówiącą nam że; „ Celem i istotą komunizmu jest czysta władza. A marksizm-leninizm jest teorią zdobycia i utrzymania władzy.” – to wiele wątpliwości i pytań szybko nam znika i zaczynamy nieco więcej pojmować z otaczającej nas niewesołej rzeczywistości. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Odnośnie pytania pierwszego:

Zasadniczą kwestią jest ów „realizm”, który w swojej istocie sprowadza się do braku poczucia rzeczywistości. Przez jego praktyków, kwestia bolszewizmu traktowana jest życzeniowo oraz podporządkowana jest własnym oczekiwaniom i chęciom i/lub źle rozumianym tzw. wyższym celom (np. interes narodu, patriotyzm) a nie rzeczowej analizie faktycznego stanu rzeczy.

W szczególności sądzę, że „realiści” sprowadzają bolszewizm jedynie do okresu klasycznego, okres następujący po nim określając jako pół-bolszewizm (w różnych gradacjach) czy też „lepszy”/”mniejszy”/„ewoluujący” bolszewizm (nieuchronnie i ostatecznie zanikający), zaś ostatni okres jako brak bolszewizmu. Czynią więc dokładnie to, czego bolszewicy oczekują, przeprowadzając pozorne i/lub okresowe liberalizacje systemu władzy. Wynika to, z przyjętych przez „realistów”, „założeń programowych”, których podstawę stanowi błędne założenie o możliwości skutecznego wpływania z zewnątrz na określanie przez bolszewików ich celów, poprzez kompromisy z własnej strony. Traktując te założenia jak aksjomat do swoich twierdzeń o oddawaniu politycznego pola przez bolszewików, de facto i nieodwracalnie, sami oddają polityczne pole którym dysponują. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Ad.1 Bolszewicy nie oddają pola, jest tylko wrażenie, że to robią. Ich postępowanie to szachowa, czy ogólnie – strategiczna zagrywka. Bolszewizm europejski i jego wątłą postać, czyli północnoamerykański, można uznać za upadły tylko w jego klasycznej, skompromitowanej formie. Bolszewizm to stan ducha, rodzaj etycznej choroby, tyle że chorzy uważają się za zdrowych nie dopuszczając myśli, że się mylą. Dzisiaj robią swoje pod płaszczykiem demokracji, korzystają z innych narzędzi, prowadzą kosmetykę poglądów, ale realizują własne interesy. W końcu to nie idioci. Zmienione są metody, pod pozorem uszczęśliwiania obywateli powoli zniewalają społeczeństwa, które stały się pól niewolnicze. Dla mnie to jest kryptobolszewizm. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Ewolucja komunizmu, liberalizacja systemu totalitarnego jest dezinformacją towarzyszącą bolszewickiej ekspansji niemal od samej rewolucji 1917 roku. Jaki jest cel takiej strategii, po co udawać, że brutalny agresor jest otwartym na dialog partnerem w zwykłym politycznym sporze? Wydaje mi się, że przyczyna takiego działania jest od czasu Lenina wciąż ta sama. Ujmując rzecz w dużym skrócie, komunizm napotkał bariery, które uniemożliwiły ekspansję w skali globalnej drogą militarną (pierwszy, „klasyczny” okres rozwoju komunizmu).

Skoro nie udało się wzniecić rewolucji światowej ani na początku lat 20-tych XX wieku, ani ćwierć wieku później, a jednocześnie przemysł zbrojeniowy w systemie gospodarki planowej okazał się niewydolny i nie mógł osiągnąć przewagi nad blokiem zachodnim, potrzebny był podstęp, mit o ewolucji totalitaryzmu, co z kolei umożliwiło „koegzystencję” obu systemów, a w praktyce wzmocniło pozycję komunizmu. Sukces propagandowy pierwszego NEP-u ośmielił komunistycznych strategów do dalszych tego rodzaju prób. Odwoływanie się do rosyjskiego patriotyzmu podczas niemieckiej inwazji z 1941 roku i „liberalizacja” Chruszczowa były nawrotem NEP-owskiej retoryki. Z biegiem czasu świat zachodni stawał się coraz bardziej mentalnie rozbrojony ową ewolucją i podejmowanie jakichkolwiek działań (zwłaszcza zbrojnych) przeciw komunizmowi stawało się coraz trudniejsze. Ostateczna kapitulacja miała miejsce podczas wojny wietnamskiej, kiedy to bolszewicki agresor został uznany powszechnie za ofiarę, a ofiara za agresora (drugi, „ewoluujący” okres rozwoju komunizmu). Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Jeden z moich słuchaczy, który przed kilku laty przedostał się z Sowietów do Wilna, opowiadał mi, że w jednej z gazet sowieckich natrafił na gwałtowne przeciwko mojej osobie skierowane wymyślania, podpisane przez samego Nachamkes Stiekłowa [1]. Jaka szkoda, że nie domyślając się wówczas, iż wkrótce spotka mnie i pozna, nie zachował owego numeru; byłby dla mnie chlubą i cenną pamiątką. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Muszę zaprotestować!  Wbrew dziwnym słowom Darka Rohnka w artykule pt. Oj, lękam się polemik, nigdy nie byłem optymistą w kwestii polemiki jako formy wypowiedzi.  Jestem jak najbardziej pesymistą w tej sprawie, jestem bowiem zdania, że sztuka prowadzenia polemiki zamiera.  Nie może być inaczej w czasach, gdy z rzadka tylko czytuje się z uwagą cokolwiek, kiedy akcent kładzie się nieodmiennie na wyrażanie, a nie na argumentowanie.  Skoro wystarczy tylko wypowiedzieć własną opinię i nie trzeba jej w żaden sposób uzasadniać, to oczywiście mowy być nie może o dyskusji.  Stacje radiowe całego świata nadają programy, w których zaprasza się publiczność do wypowiedzenia się: jeden mówi x, a drugi y, jeden a, drugi nie-a – i co z tego wynika?  Nie ma żadnego zaangażowania intelektualnego, żadnej wymiany myśli.  Dwie strony pozostają w zupełnej izolacji, obojętne na przeciwne zdanie, pogardliwe wobec wszelkiego uzasadnienia, ale za to dumne ze swej tolerancji.  Tolerancja bowiem jest wysoko cenioną cnotą demokratyczną.  Nie jest to, rzecz jasna, prawdziwa tolerancja, a wyłącznie jej karykatura: indyferentyzm. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Oj, lękam się polemik

Przysięgam w imię Boga Wszechmogącego wierność organizacji [walczącej] o wyzwolenie ojczyzny z pęt komunizmu. Pragnę całym życiem dążyć do wskrzeszenia prawdziwej Niepodległej Polski. Tak mi dopomóż Panie Boże, Ojcze Wszechmogący.

Przyznać muszę szczerze, że nie podzielam Michale Twojego optymizmu wobec polemiki jako formy wypowiedzi. Nie wydaje mi się, aby istotnie była ona tą najłatwiejszą z publicystycznych sztuk. Zbyt często, nawet przy jak najlepszym nastawieniu z naszej strony, w ferworze polemicznych zabiegów nie chcemy dostrzec w zdaniu od naszego odmiennym tkwiącego w nim niekiedy ziarna prawdy, bywa że mimowolnie naciągamy fakty, zapominamy, że ponad dążeniem do uzasadnienia naszych własnych racji, istnieje coś znacznie ważniejszego – sama prawda. Nie, zdecydowanie nie uważam, żeby polemika była łatwym procederem. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Drogi Darku

Piszesz, że minęły czasy rozrzucanych ulotek i masowych demonstracji, a w każdym razie takich demonstracji, które pragnęłyby walki z bolszewią.  To prawda.  Demonstrują dziś głównie bezrobotni, domagający się wyższych zasiłków; homoseksualiści, śmiało żądający rozwodów (czy ślubów? nie znam się na tym); studenci, z niesłychaną odwagą walczący o darmowe studia i pokój na świecie.  Ach, i jeszcze wszyscy razem demonstrują i „walczą o najwyższą wartość”: demokrację.  Wszystko to prawda, ale powiedz mi, kiedy miały miejsce ostatnie masowe demonstracje w imię walki z bolszewizmem?  Organizacje?  Ruchy masowe?  Antybolszewickie?  Nie było takich i basta.  Nie chodzi mi o to, że nie było ich ostatnio.  Ale w ogóle.  Gdyby rzeczywiście istniały, to bolszewizm nie byłby przetrwał. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Internet barykadą!?

Dlaczego w ogóle stawiać tę kwestię? Powód może się i wydawać oczywisty, ale pewnie lepiej będzie go tu uzasadnić. Minęły czasy podziemnych wydawnictw, pokątnie kolportowanej bibuły, rozrzucanych ulotek, tajnych zgromadzeń. Nie ma organizacji, ruchów, masowych demonstracji, takich, które chciałyby walczyć z bolszewizmem. Internet jest w tej sytuacji jedyną potencjalną sferą kontrrewolucyjnej aktywności. Z drugiej strony jest siedliskiem każdej wyobrażalnej głupoty-brzydoty, jaką między okami sieci można znaleźć. Trudno być internetu entuzjastą, ale też nie można wobec jego zasięgu i znaczenia przejść obojętnie do porządku. Warto przynajmniej swój naturalnie ambiwalentny stosunek racjonalnie uzasadnić. Nie chcę tym tekstem do niczego przekonywać, a jedynie przedstawić jeden z możliwych punktów widzenia, także – zaprosić do dyskusji. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pisałem już kilkakrotnie o tzw. cyberwojnie czyli konflikcie w przestrzeni wirtualnej.  Przedstawiłem tu kiedyś „krótki kurs historii wojny w cyberprzestrzeni” [1] oraz szczegóły bezprecedensowego ataku na Gruzję w 2008 roku [2].  Od tego czasu sprawy mają się o wiele gorzej.  Jak podaje Financial Times w korespondencji z niedawnej konferencji w Davos [3], międzynarodowe korporacje są narażone na bezustanne ataki cybernetyczne.  Wiele z tych ataków pochodzi od nastoletnich hakerów, od przypadkowych oportunistów, a nawet od zorganizowanych kryminalistów, i rzecz jasna nikt w dzisiejszych czasach nie będzie wylewał łez nad biednymi bogaczami w wirtualnej opresji.  Ale to nie jest istota zagrożenia.  Prawdziwe niebezpieczeństwo grozi ze strony sił, które poprzez atak cybernetyczny mogą próbować sparaliżować podstawowe systemy i struktury o krytycznym znaczeniu dla działania współczesnej gospodarki.  Wedle autorki artykułu, Gillian Tett – autorki głośnej książki o źródłach kryzysu finansowego pt. Fool’s Gold – w ostatnich miesiącach firmy takie jak HSBC, Wells Fargo czy Lockheed zmuszone były przyznać się do strat poniesionych z powodu ataków cybernetycznych, ponieważ penetracja ich systemów elektronicznych została ujawniona publicznie.  Problem jednakże polega na tym, że nikt nie jest zainteresowany w publikacji danych na temat wirtualnych ataków, w obawie przed spowodowaniem paniki. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Przytaczam tak obszerne fragmenty jej książek, żeby zademonstrować jakość tej prozy.  Toporska opowiada w potoczysty sposób, pisze soczystym, klarownym językiem, polszczyzną najwyższej próby.  Pisać z taką jasnością można tylko wówczas, gdy się myśli w jasny sposób.  Niestety żyjemy w czasach, gdy otwarte wypowiadanie przejrzystych myśli domaga się także odwagi.  I to prowadzi nas do jej publicystyki.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W przyszłym roku będziemy obchodzić setną rocznicę urodzin Barbary Toporskiej.  Zważywszy jednak, że rocznica ta kolidować będzie z obchodami 200 lecia urodzin Giuseppe Verdiego i Richarda Wagnera, przypuszczam, że jubileusz Toporskiej przejdzie bez echa w szerokim świecie – nigdy nie miała szczęścia. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Stary chrzan


Sesja naukowa w Londynie

W dniach 8 i 9 grudnia 2012 roku, odbyła się w londyńskim POSKu, zorganizowana przez Bibliotekę Polską konferencja naukowa na temat polityków i pisarzy emigracyjnych. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Świat…, od roku 1914, dokonał wielkich przeobrażeń i osiągnął dużo. Między innymi zlikwidował większość królów, cesarzy i carów, a powołał na tron zasadę totalnej Demokracji. Czy to jednak dlatego, że ten nowy władca występuje właśnie tak totalnie, czy też dlatego, że nastawiony jest na człowieka masowego, dość że sprzyja wytwarzaniu ubocznego produktu, który by nazwać można: kolektywnym sposobem myślenia. Stary, wybujały indywidualizm wyszedł z mody. Jak każda rzecz staromodna, poddany został gruntownemu przefasonowaniu, w niektórych wypadkach zbyt może radykalnemu. Niestety, dzieje się to właśnie w epoce, gdy zarówno totalny, jak totalitarny komunizm światowy, skolektywizowaną myśl ludzką podniósł do godności sztandaru. Wiele wskazuje na, że po drugiej wojnie światowej demokracje zachodnie skłonne są nie tyle komunizm zwalczać, ile raczej z nim konkurować. Rodzi się z tego tendencja do jednostronności, prawie niezaprzeczalnej jednostajności.

Józef Mackiewicz, Zwycięstwo prowokacji.

Problem, który pozwoliłem sobie postawić w tytule, nie jest jednorodny, jednopłaszczyznowy, dotyczy przynajmniej dwóch, nader zasadniczych kwestii: pierwszej – skąd biorą się wszystkie kolejne triumfy i zwycięstwa bolszewizmu; oraz drugiej – dlaczego ta parszywa idea, niszcząca ciała, kalająca dusze miliardów ludzi na całym globie, dlaczego nie tyle jest tolerowana, co wciąż zdobywa powszechny poklask gawiedzi?! – i szarej masy gromadzonej na mitingach lub przed środkami masowej indoktrynacji, i „elity” stłoczonej w salonach? Jak wyjaśnić ten afirmatywny trend? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Masza Gessen* opisuje obszernie okoliczności dojścia Putina do władzy.  Nie będę jednak zajmował się szczegółami, które są znane czytelnikom niniejszej strony choćby z tekstu pt. „Burza w Moskwie”.**  Dość powiedzieć, że Gessen relacjonuje fakty z podziwu godną dokładnością.  Jej obiektywizm spotkał się jednak z krytyką z najbardziej niespodziewanej strony.  Londyński The Economist napisał w recenzji, że „opowieść Gessen jest zeszpecona tendencją do dawania wiary najciemniejszym teoriom spiskowym, jak choćby przekonaniu, że zamachy bombowe na rosyjskie bloki mieszkalne w 1999 roku były dziełem siłowików.”  Korci mnie, żeby powiedzieć, że postawa Ekonomisty jest zeszpecona hegeliańską tendencją do odrzucania faktów, kiedy nie pasują do teorii.  W tym wypadku, teorią jest, że Rosja jest normalnym państwem, więc fakty takie jak wysadzanie w powietrze śpiących obywateli własnego kraju przez agencje rządowe, muszą być odrzucone jako „ciemne teorie spiskowe”, ponieważ nie pasują do jasnego obrazu dyktowanego przez wishful thinking.  Tak długo, jak podobna postawa dominuje wśród wciąż jeszcze wolnych mediów na Zachodzie, nie ma żadnej szansy na realistyczną ocenę sytuacji w tak zwanej „Rosji”.  Oczywiście poziom zachodniej prasy w ogóle jest niski, ale Ekonomista jest rzadkim wyjątkiem, więc rozczarowanie jest także większe; tym bardziej, że redaktorem wydziału spraw międzynarodowych w tym pismie jest znakomity Edward Lucas.  Ale dość już o tym – gdzie ten Putin? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wczoraj rano powiedziała mi dziewczyna,
Że za mało przypominam jej Putina.
A ty maszeruj, maszeruj, głośno krzycz:
Niech żyje nam Wołodia Wład’mirycz!

Wszyscy mówią „Putin, Putin”, od każdego to słyszę, ale kto to jest ten Putin?  Przeczytałem książkę o Putinie, od krańca do krańca, i na ukos, i jak popadło, ale choć wiele się dowiedziałem o Putinie, to Putina tam nie znalazłem.  Więcej niż o Putinie, dowiedziałem się o autorce, Maszy Gessen.  Kończy ona swą książkę* Epilogiem, który składa się z zapisów dziennika z „tygodnia w grudniu”.  Dowiedziałem się z niego między innymi, jaką bieliznę nosiła w sobotę, 10 grudnia, ale o Putinie nie za dużo, a właściwie ani słowa.  Ów tydzień w grudniu, to nie był byle jaki tydzień, ale ten tydzień, od 3 do 10 grudnia 2011 roku, czyli tydzień śnieżnej rewolucji w Moskwie.  Dla Putina – pestka; ale dla Gessen był to czas, gdy – niemal wbrew sobie samej – przeżyła odnowienie nadziei na demokrację w Rosji.  Był to czas burzliwych emocji, kiedy z początku martwiła się, że „gotująca się rewolucja nie miała żadnego jednoczącego symbolu ani sloganu”, by wybuchnąć radością na wieść, że ktoś wykuł miano „śnieżnej rewolucji”.  Najważniejszy jest slogan: pomarańcze dobre, ale welwet lepszy; śnieżna biel – może być.  Gnębiło ją, że jakaś demonstracja została przeniesiona ze „świetnie nazwanego Placu Rewolucji” na miejsce zwane Bołotnaja…  Śmieszył ją każdy dobry żart opowiedziany w tłumie manifestantów; radowało ją, gdy „głupki wypluwające propagandę” z ekranów telewizyjnych „zaczęły nagle mówić ludzkim głosem”, ale potem przypomniała sobie, że ci sami dziennikarze brzmieli jak ludzie 12 lat wcześniej, zanim stali się marionetkami Putina. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

DR: Zwycięstwo prowokacji opiera się na jednej głównej tezie: triumf bolszewizmu zapoczątkowuje nową erę w historii ludzkości, spychając do lamusa tradycyjne pojęcia interesu narodowego, interesu państwowego, w zamian narzucając nową, ponadnarodową jakość (w ujęciu Mackiewicza „nową treść”), która jest narzędziem światowego podboju. Nowa jakość polega na podporządkowaniu każdego działania, każdego rodzaju aktywności, każdego narzędzia głównemu celowi. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Michał Bąkowski: Pod koniec 1961 roku bądź w początkach 1962, Józef Mackiewicz zdecydował się wydać książkę „na własny koszt i ryzyko, mając kredyt w pewnej zaprzyjaźnionej drukarni”. Tą książką było Zwycięstwo prowokacji, które ukazało się zapewne jesienią tegoż 1962 roku. W nowym tomie wykorzystał wiele artykułów pisanych w ciągu uprzednich 6 lat, ale pomimo to książka była rewelacyjną nowością. Dlaczego pisarz zmuszony był wydać Zwycięstwo prowokacji własnym nakładem, w czasach, gdy istniało wiele wydawnictw emigracyjnych? Na czym polegała niezwykłość i odkrywczość Zwycięstwa prowokacji? I wreszcie, w czym leży jej aktualność? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.