III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Nie całkiem przypadkowo wpadła mi do ręki książka Tomasza Kornasia o zgrabnym, choć przewrotnym tytule Starym czasom naprzeciw – przewrotnym, bo zdaje się sugerować jakoby w jakiś specjalnie zamierzony sposób sięgał do przeszłości. Czy tylko mnie się zdaje, że książka sugeruje coś przeciwnego? Jej autor wcale nie musi wykonywać ekwilibrystycznych gestów, ciała i umysłu, aby się z przeszłością zetknąć. Jest z nią w najlepszej komitywie, w idealnym związku, takim, który zdaje się nieomal podważać zasadę następstwa czasu; który potrafi niwelować resztki zamazanej granicy pomiędzy tym co było, a tym co jest. Zdaje mi się, że przeszłość jest dla Kornasia realną cząstką rzeczywistości, tu i teraz. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

10 grudnia 2022 roku o godzinie 13.00 w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie (al. Jana Pawła II 39, Kraków) odbędzie się spotkanie z autorem „Czerwonych na szóstej!”, Jackiem Szczyrbą.

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.



Prześlij znajomemu
Jacek Szczyrba


„Czerwoni na szóstej!”

Dariusz Rohnka: Tytuł łączy ze sobą dwie dziedziny, których dotykasz w swojej najnowszej powieści: lotniczej pasji, której dajesz bujne pole do popisu na kartach książki oraz po drugie – gonienia bolszewików, gdziekolwiek się da. Czy był taki moment, błysk inspiracji, w którym spostrzegłeś, że to jest to, że powieść będzie właśnie o tym?

Jacek Szczyrba: Tytuł powieści wymyśliłem już podczas pisania. Starałem się właśnie w ten sposób połączyć oba tematy, skondensować przekaz w tym jednym tytule, co, mam nadzieję, będzie czytelnym przesłaniem dla odbiorcy i uczciwą zapowiedzią treści. Jeśli chodzi o inspirację, to wszystko zaczęło się od lektury książki Diany West „Wielkie kłamstwa Ameryki”, gdzie autorka wspomina, przy okazji szerszych rozważań, o pewnym epizodzie z ostatniej wojny światowej. Historia kolaboracji administracji Roosevelta z Sowieckim Sojuzem jest dobrze dziś znana, ale to, co przeczytałem w książce West było tak szokujące, że postanowiłem pójść tym tropem. Przeczytałem wspomnienia majora Georgea Jordana „From Major Jordan’s Diaries” i pomyślałem, że to jest materiał na powieść. Z jakiegoś tajemniczego powodu historia ta umknęła uwadze Alistaira MacLeana, tak lubiącego wszelkie sensacje związane z II wojną światową. Może patrzył akurat w inną stronę… Postanowiłem wypełnić tę lukę. A w związku z tym, że wojenna działalność Jordana była ściśle związana z lotnictwem, wygrzebałem z zakamarków pamięci wszystkie książki traktujące o tym temacie, które onegdaj przeczytałem i poddając je literackiej syntezie, już miałem zarys fabuły. Ba, ale co dalej? Sam zarys to zaledwie początek pracy, teraz dopiero zorientowałem się, że stąpam po bardzo cienkim lodzie. Pisanie powieści wojennej, osadzonej w konkretnej, historycznej rzeczywistości, do tego w tak specyficznym środowisku, jak kabina bojowej maszyny, czy krajobrazy Chin pogrążonych w wojnie z zewnętrznym i wewnętrznym wrogiem, to pole minowe, na którym może polec nieuważny autor. Liczba pułapek, w które można tak łatwo wpaść jest olbrzymia. Miałem świadomość, że tło literackie, które sobie wybrałem jest polem dociekań niepoliczalnej rzeszy zawodowców i amatorów, jak świat długi i szeroki. Mój każdy, najmniejszy błąd merytoryczny zostanie wyciągnięty na światło dzienne i bezlitośnie napiętnowany. A trzeba pamiętać, że same wspomnienia uczestników tamtych zmagań, nie są bynajmniej wystarczającym i wiarygodnym źródłem wiedzy. Od wydarzeń opisanych w powieści mija 80 lat, a każdy szczegół, detal techniczny, dane maszyn, przebieg wydarzeń, są wciąż i wciąż z uwagą badane przez kolejne pokolenia historyków i wciąż znajdują oni nowe informacje, które składają się na sumaryczną wiedzę o tamtej rzeczywistości. Zaryzykuję twierdzenie, że dziś o danych technicznych, uzbrojeniu, kamuflażu ochronnym i wielu innych szczegółach konstrukcji, powiedzmy myśliwców P-40, wiemy więcej, niż piloci, którzy na nich latali. Miałem pewną wiedzę o tamtym okresie historycznym, ale postanowiłem jednak zachować daleko posuniętą czujność, a i tak mam świadomość, że prawdopodobnie nie uniknąłem pomyłek. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Gdybym był bolszewikiem…

Takim, co to po głębokim, przez trzy ostatnie dekady trwającym śnie, ocknął się w niby nowej rzeczywistości. Powróciłbym do swej dziejowej misji poprzez gruntowne przejrzenie aktywów, pasywów, najogólniej – stanu posiadania. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Mój artykuł na temat Kerczeńskiego mostu spotkał się ze zdecydowanym odporem ze strony mego towarzysza podziemnej niedoli.  W obszernym komentarzu, Darek przedstawił swoją wizję dziwnej wojny.  Wizję, która domaga się, by porzucić dociekania i pogodzić się z faktem, że jesteśmy ofiarami sowieckiej dezinformacji, więc nie możemy posiąść „istotnej wiedzy” na temat tej wojny.  Lasciate ogni speranza, porzućcie wszelką nadzieję, którzy wchodzicie do dantejskiego piekła dezinformacji.  Próby dojścia do jakiegokolwiek, nazwijmy to tak, metodologicznego porozumienia, spełzły na niczym.  Zostawmy więc metodologiczny aspekt tego poglądu, który przypomina mi prlowski żart: gdy radio podawało na przykład, że minęła godzina 12, to mieliśmy w zwyczaju mówić „znowu kłamią!”  Niezależnie wszak od tego, jak bardzo trudno mi pominąć milczeniem postulat odwrócenia się plecami do świata w celu jego zrozumienia, proponuję jednak, by skoncentrować się tylko na meritum.  Spróbuję pokrótce wyłożyć pogląd Darka, na ile go rozumiem. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Rozdział II

Czasza spadochronu rozkwitła mi nad głową. Opadałem w zupełnej ciszy. Mój towarzysz gdzieś się ulotnił, ale i tak byłem mu wdzięczny, stracił sporo cennego paliwa krążąc nade mną przez te kilka minut. Dopiero teraz miałem chwilę, żeby zastanowić się nad swoją sytuacją. Byłem sam, nie bardzo wiedziałem gdzie, ale z dużym prawdopodobieństwem ciągle na terenie wroga. Nie miałem żywności, a moją jedyną bronią była wysłużona czterdziestkapiątka (1) w kaburze na udzie. To zdecydowanie za mało, żeby wyrwać się w razie czego Japończykom. Gdzieś z oddali dobiegł mnie odgłos eksplozji. To moja ranna maszyna dokonała żywota. Poczułem się bardzo samotny. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Kto zniszczył Kerczeński Most?

Spektakularna eksplozja na moście w Cieśninie Kerczeńskiej nasuwa wiele pytań. Na pierwszy rzut oka, tylko Ukraińcy mogli dokonać takiego aktu, gdyż w ich interesie leży zablokowanie najważniejszej linii zaopatrzenia, łączącej Krym i zajęte przez Putina południowe regiony Ukrainy z Rosją właściwą. Nawet zmniejszenie tonażu transportu, przechodzącego przez most, będzie miało ogromne skutki logistyczne. W największej mierze dotyczy to zaopatrzenia wojska, ale ma także wpływ na cywilnych mieszkańców Krymu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Czas przeszły dokonany?

Czytałem kiedyś wszystko, co napisano o Mackiewiczu, ale przestałem.  Czytuję nowe rzeczy niechętnie.  Niekiedy patrzę na tytuł i tracę ochotę do życia.  „Przestrzenie totalitarnego zniewolenia”,* to nie jest tytuł przewrotny, jak utrzymuje we wstępie do swej książki Katarzyna Bałżewska, ale perwersyjny.  W pierwszym rzędzie dlatego, że totalitaryzm jest eufemizmem, bo przecież naprawdę mowa o komunizmie, a nie o jakimś teoretycznym zlepku owiniętym w miękką bawełnę totalizatora sportowego, ** ale autorka zdaje sobie sprawę z tej trudności w kontekście dzieła Józefa Mackiewicza.  Gorzej, że przestrzeń postrzega jako „płaszczyznę wszelkiej działalności człowieka”.  W płaszczyźnie przestrzeni staję się dwuwymiarowy, a w przestrzeni płaszczyzny rozpłaszczam się beznadziejnie.  A jednak książka jest interesująca, mimo nieudanego tytułu.  W istocie, jest to jedna z najciekawszych książek o Józefie Mackiewiczu, jakie miałem okazję czytać. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


W bolszewickiej zupie

Jedna z kosmologicznych koncepcji „rzeczywistości”, wykładana przez fizyka, Krzysztofa Meissnera, zakłada, że w swoich początkach kosmos istniał w postaci gęstej, nieprzeniknionej zupy. Z tej substancji wyłaniać się poczęło uniwersum, pędzące, rozrastające się z multigalaktycznym rozmachem. Co było przedtem, przed narodzinami czasu, o tym naukowiec nie mówi. Jako reprezentant nauk przyrodniczych zobowiązany jest budować swoje hipotezy na choćby mikroskopijnej wielkości podstawach. W omawianym przypadku, początków świata, takiego elementu brakuje. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W latach 2017-2018 kłopotów doświadczał także Poroszenko, którego pozycja polityczna słabła z każdym dniem. Nie tylko nie spełnił obietnic, wśród których była rezygnacja z prowadzenia własnych interesów i „deoligarchizacja” (znaczącym beneficjentem jego prezydentury był także Achmetow), ale dodatkowo doszło do kilku skandali korupcyjnych, z najgłośniejszym, znanym jako „Rotterdam +” [1]. Na początku 2018 roku „Król czekolady” sam wywołał skandal, usiłując ukryć przed mediami wyjazd na tygodniowe wakacje, na wynajętą przez siebie pod przybranym nazwiskiem wyspę na Malediwach. Przyznał się do tego po przedstawieniu dowodów, lecz wkrótce potem wszystkie informacje o jego wyjeździe i pobycie na Malediwach zostały utajnione. Jako że na następny rok zaplanowane były wybory prezydenckie, była to niezła gratka dla jego przeciwników. Jednym z nich był Kołomojski i to on najlepiej wykorzystał okazję, dzięki ogromnej popularności przedstawienia kabaretowego Wieczorny Kwartał oraz nadawanego od 2015 roku w stacji 1+1 serialu komediowego Sługa ludu (Слуга Народа, co na polski tłumaczone jest zwykle jako Sługa narodu; zarówno po ukraińsku jak i po rosyjsku „naród” określa się raczej słowem нація niż народ, a słynny „wróg ludu” to odpowiednio ворог народу oraz враг народа) [2]. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

„Klan doniecki” i „rewolucja godności”

Po wyborach prezydenckich w styczniu-lutym 2010 roku do władzy doszedł „klan doniecki”. Poważną konkurencję dla Janukowycza stanowiła jedynie Tymoszenko, z którą kilka miesięcy wcześniej usiłował utworzyć „szeroką koalicję” przeciwko Juszczenko. Młodociany przestępca, który został następnie komunistą i o którym mówiono, że stworzył kombinację „węgiel-koks-metal” stanowiącą podstawę dla „sukcesów gospodarczych” Achmetowa [1], tym razem osiągnął swój cel, jakkolwiek przez dwa tygodnie Tymoszenko usiłowała zablokować w sądzie ogłoszenie wyniku. Wkrótce po objęciu stanowiska, Janukowycz zadeklarował, że „postsowiecka” Ukraina nie powinna być zaangażowana w żaden pakt militarny i zlikwidował komisję ds. przystąpienia do NATO, co niweczyło starania „prozachodnich” Juszczenko i Tymoszenko, odrzucając następnie uczestnictwo w kremlowskim „układzie o bezpieczeństwie zbiorowym” (przedtem zagwarantował „rosyjskim” czekistom użytkowanie krymskiej bazy Floty Czarnomorskiej na kolejne 25 lat). Gdy już pozałatwiał najważniejsze sprawy, wraz ze swoją ekipą zajął się „reformą państwa” i „walką z korupcją”. W jej ramach spowodował oskarżenie Tymoszenko o przekroczenie uprawnień przy zawieraniu kontraktu gazowego z „Rosją” i skazanie jej na 7 lat więzienia, co odebrane zostało jako próba eliminacji opozycji i poskutkowało krytyką ze strony Zachodu oraz stosownymi krokami dyplomatycznymi, m.in. odwołaniem wizyty Janukowycza w Brukseli. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pierestrojka w raju krat, a w nie mniejszym stopniu w europejskich tzw. demoludach (co w moim rozumieniu oznacza także „socjalistyczną” Jugosławię oraz „ludowo-socjalistyczną” Albanię) zaowocowała oszałamiającymi karierami biznesowo-politycznymi wybranych do tego celu „byłych” komunistów i ich agentów. Kilka z tych postaci zostało już opisanych na niniejszej witrynie w wyczerpującym cyklu o putinowskiej „Rosji” [1]. Warto jednak przyjrzeć się tej kwestii w odniesieniu do innych tworów powstałych w efekcie rzekomego rozpadu ZSRS. Tym, który poza „Rosją” wydaje się być najbardziej przyciągającym uwagę, nie tyle ze względu na aktualne wydarzenia, ile na jego znaczenie i wagę – zakres oddziaływania na świat po zainscenizowanym 30 lat temu spektaklu „upadku komunizmu” – jest „postsowiecka” Ukraina. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Jacek Szczyrba: Podczas niedawnego spotkania miałem wielki zaszczyt gościć w domu osoby bezpośrednio związane z witryną Wydawnictwa Podziemnego. Dzięki zdobyczom techniki udział w posiedzeniu wzięli również goście nieobecni ciałem, co nadało wydarzeniu posmak bez mała konspiracyjny i przypomniało mi zamierzchłe czasy, gdy ze srebrnego Radmora wydobywały się słowa: „tu mówi Londyn”. Nie to, żeby tym razem też Radmor był w to zamieszany, postęp technologiczny wyeliminował go z gry. Takie miałem po prostu skojarzenia. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Za zgodą Niny Karsov

Będziesz po żmijach bezpiecznie gniewliwych
I po padalcach deptał niecierpliwych;
Na lwa srogiego bez obawy wsiędziesz
I na ogromnym smoku jeździć będziesz.

Na swoje pierwsze spotkanie z Szymonem Szechterem i Niną Karsov Barbara Toporska szła „niechętnie”, „namówiona przez Józefa”. Zdumiał ją mąż, który nigdy nie grzeszył tym, co Rosjanie nazywają „czełowiekolubijem”. Do darzenia kogoś sympatią – pisała – „nie jest łatwy”. Gdy usłyszała: „pójdź, zobaczysz jakie to ciekawe towarzystwo” była wysoce zaintrygowana: „Józef miał rację”. Wystarczyło kilka kwadransów rozmowy: „jej urokiem było, że Szechter i Nina, którzy już przecież mieli wyrobione poglądy, angażowali w niej swoją inteligencję jakby ‚na bieżąco’”. Wszyscy czworo byli antykomunistami, co im nie przeszkadzało w prowadzeniu zażartych sporów. Kroniki milczą na temat tamtej debaty. Może toczyła się wokół polemicznych wątków, drukowanych na łamach Wiadomości? Te akurat możemy poddać gruntownej analizie, sięgając po ekspresywne tytuły artykułów: „Okupacja – czy coś gorszego? O Ninie Karsov kontrrewolucyjnym piórem” oraz „O Józefie Mackiewiczu piórem kolaborantów”. (Są dostępne w tomie Droga Pani…). Do pierwszego spotkania doszło w czerwcu 1970 roku. Zaczęła się wyjątkowa przyjaźń bo, bez „mimo różnic w poglądach politycznych”. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

III. PORA DŻUMY. Męczy Kazimierza Maciąga bez końca sprawa publikacji „Kontry”… Znajduje to wyraz nawet w użytych… wyrazach. Strona 168 – „…opublikowano Tajemnicę żółtej willi i inne opowiadania” – ocenia zresztą, że to „szczególnie mylący […] tytuł zbioru” ze względu na różnice gatunkowe utworów, które „znajdują się” w nim.. Podobnie – o „Alarmie”: „dostępny jest”, „zachował się” (s. 147). Także: „Fragmentarycznie tylko rozpoznana jest twórczość publicystyczna w językach obcych oraz korespondencja, tylko częściowo opublikowana” (s. 382). Bezosobowość formy wypowiedzi o twórcach Dzieł to scementowana maniera. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Ale biedzie przez to nie ulżysz, że się nią zarazisz, a pora taka,
że prawdy dotknąć, to jakby na zadżumionym rękę kłaść.

Barbara Toporska, Martwe zwierciadło[1].

Znów piszę o pracy Kazimierza Maciąga. Ktoś powie – nie warto. Ma rację, i jej nie ma. Nade wszystko zmobilizowały mnie jednak dwie sprawy. Po pierwsze fakt, że nieudane i bałamutne dzieło jest ciągle kolportowane, wręcz promowane, jako „Książka Tygodnia” przez Wydawnictwo IPN. Po drugie – sposób samoobrony przedstawiony przez inicjatorów oraz kierowników serii w ramach której Sam jeden… został wydany. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Co począć, jeżeli okaże się, że prawda, o której z taką wyniosłą pewnością perorują redaktorzy podziemnego wydawnictwa, jest przeciwstawna ich własnym założeniom?  Co robić, jeśli komunizm jest zgodny z ludzką naturą?  Ludzkość pragnie i łaknie sprawiedliwości społecznej: od każdego brać według jego zdolności, każdemu dać według jego potrzeb.  Jedni są szczególnie uzdolnieni do ciężkich robót za kręgiem polarnym i nie mają żadnych potrzeb, za to inni mają talent do bimbania sobie i potrzebują co nie miara.  Jak ziemia długa i szeroka, niesprawiedliwość takiej sprawiedliwości nie dociera do zaślepionych demagogią społeczeństw.  W Afryce nie było głodu, gdy cały kontynent jęczał pod opresją krwiożerczych kolonialistów i ich korkowych hełmów, a dziś masowy głód zagraża milionom Afrykanów, ponieważ Ukraina nie eksportuje zboża.  Egipt był przed wiekami spichlerzem rzymskiego imperium, dziś jest drugim co do wielkości importerem zbóż i – jest na granicy głodu.  Ot, do czego prowadzi nagradzanie wedle potrzeb i wymaganie podług talentów, wiedzie do wzrostu potrzeb i zaniku zdolności. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wiek niesie ze sobą przywileje.  Kuśtykając powolutku w stronę brutalistycznej architektury londyńskiego Posku, i zachwycając się jednocześnie pierwszym słonecznym dniem od dawien dawna, rozmyślałem, co też byłby Józef Mackiewicz miał do powiedzenia na temat tych wszystkich akademii na cześć?  Jedna odbyła się w jego urodziny w Warszawie, a teraz druga w Londynie, a on nie lubił ani Londynu, ani Warszawy, ani laurek.  Zajęty radosnym ćwierkaniem ptaszków w parku, spóźniłem się na otwarcie sesji, co uchroniło mię przed okolicznościowymi przemówieniami.  Jakby na to nie patrzeć, okazuje się namacalnie, że jednym z przywilejów podeszłego wieku jest kaprys bezkarnego spóźniania się na akademie.  Zasiadłem cichutko na krzesełku z tyłu, dopiero wówczas, gdy niezrównana pani Dobrosława Platt, dyrekorka Biblioteki Polskiej, zapraszała pierwszych uczestników sesji do zajęcia miejsc na wywyższeniu.  Wyniesieni na piedestał zostali pp. Bolecki, Chojnacki i Bąkowski. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Od wielu lat narzekam, że nikt nie podejmuje merytorycznej dyskusji na temat Mackiewicza, a jako substytut rozlega się tylko nieskładne gaworzenie na temat nie istniejącej tzw. sprawy Mackiewicza.  Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się wiele po sesji naukowej w Warszawie, więc merytoryczna dyskusja była pewnym zaskoczeniem, a jednak to, co usłyszałem, przeszło moje oczekiwania.* Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Motto:
Natura sama sobie poradzi. Wystarczy jej nie przeszkadzać.
Zasłyszane

Zasadność powyższego twierdzenia nie podlega dyskusji. Należałoby jednak uzupełnić je o pytania: co to znaczy „sobie poradzi”, co będzie wynikiem owego „poradzenia sobie” i co to znaczy „nie przeszkadzać”. Można co prawda domniemywać, że w ideologii ekobolszewizmu owo „nieprzeszkadzanie” sprowadza się do wyeliminowania zarówno wszelkich działań i aktywności ludzkiej, jak i samego człowieka, a w następstwie – pozostawienie biegu spraw „odwiecznym prawom natury”, pojmowanym na wzór „odwiecznych praw historii” lub „praw postępu”, nie zaprzątając sobie głowy, tak utrudniającą akceptację rewolucyjnej żarliwości projekcją skutków. Ale może warto zatrzymać się w tym punkcie i postarać się odpowiedzieć na pytanie, dokąd wiedzie ideologizacja tej prostej przyrodniczej zasady – „nie przeszkadzać”. Otóż, rychło spostrzeżemy, że  znaczenie skądinąd prawdziwego twierdzenia ulega radykalnej zmianie, podobnie jak nierówność społeczna po zawłaszczeniu tego pojęcia przez Marksa, jak pojęcie reformy rolnej podjęte przez bolszewików, czy prawa kobiet, poddane pro-aborcjonistycznej mutacji. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Chwilowo zarówno kraj, pocięty sztucznymi zasiekami najeźdźcy, jak emigracja, tylko pośrednio mogą być zainteresowane losami Cerkwi, które, sądzić wypada, nigdy nie będą nam obce, a nad którymi boleć tylko możemy wspólnie z jej wyznawcami.  Gdyż Cerkiew prawosławna, przechodzi w tej chwili poważny kryzys.  Staczając się po równi pochyłej wypadków politycznych, stała się tej polityki igraszką, nieraz intrygą.  Niewątpliwie jest to wielka „Smuta”, którą przeżywa.

Słowa te wypowiedział Józef Mackiewicz w 1948 roku na łamach pisma Lwów i Wilno.  Kiedy mówił o kraju pociętym zasiekami, miał na myśli nie tylko swój kraj rodzinny, nie tylko Wileńszczyznę, ale szerszą krainę, której czuł się obywatelem; krainę, obejmującą kraje bałtyckie i błota Polesia, Białoruś, Podole i Wołyń, dalszą Ukrainę i Rosję właściwą, kraj z gruntu prawosławny, w którym jednak różne wyznania chrześcijańskie, starowiercy i sekciarze, ewangelicy, katolicy i unici, żyli od wieków obok siebie w zgodzie – w zgodzie także z żydami i muzułmanami.  Nie sądzę, by wielu Polaków podzielało dziś bolesny smutek Mackiewicza nad upadkiem Cerkwi prawosławnej.  Ale on widział w jej losach przestrogę: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Dawno temu, na wykładzie z botaniki na jednym z wydziałów przyrodniczych, kiedy uczyliśmy się identyfikacji gatunków, prowadzący opowiedział anegdotę. Kiedy w rejonie Ojcowa w latach dwudziestych ubiegłego wieku zlokalizowano stanowisko brzozy ojcowskiej, postanowiono objąć ją ochroną. Nie bez szczególnego powodu. Miejscowa ludność „od zawsze” wykorzystywała witki brzozowe do masowej produkcji mioteł, istniało zatem realne zagrożenie, że ofiarą tego procederu padnie właśnie izolowane stanowisko czyli miejsce występowania tego endemicznego, jak sądzono wcześniej, gatunku. Po prostu jakiś miotlarz, przygotowując partię mioteł na targ, mógł w krótkim czasie wyciąć w pień całą populację. Zakazano więc wycinania brzozy na miotły w tym rejonie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wbrew oczekiwaniom, nasza zagrożona brzózka zaczęła gwałtownie zanikać. Okazało się, że była szybko wypierana przez dużo silniejszy od niej gatunek, czyli zwykłą brzozę, tzn. brzozę brodawkowatą, którą miejscowi chłopi zdecydowanie preferowali przy wyborze materiału na miotły i skrupulatnie ją przycinali, blokując w ten sposób jej ekspansję. Gdy im to uniemożliwiono, to szybko zaczęła dominować nad gatunkiem chronionym i wypierać go z zajmowanego terenu. Ponadto, nasza ojcowska brzoza znosiła znacznie lepiej sporadyczne przycięcia, zyskując tym samym dodatkowo przewagę nad agresywną konkurentką. Warunkiem istnienia wybranej do ochrony, rzadkiej rośliny w tym miejscu, okazała się być aktywność gospodarcza miejscowej ludności. Na szczęście, po spostrzeżeniu tej zależności, botanicy, obserwujący rezerwat, szybko doprowadzili do zniesienia zakazu ingerencji ludzkiej, a zatem do – jak to określił siedzący obok kolega – „wykończenia przez doniosły akt ochrony” nie doszło.

Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Od wielu tygodni trwały demonstracyjne przygotowania sowieckiej Rosji do inwazji na równie sowiecką Ukrainę. Przygotowania w żadnym razie nie były kamuflowane. Komunistyczny prezydent Xi prosił jedynie Putina o niezakłócanie igrzysk; przywódca sowieckich liberałów Żirinowski jeszcze w grudniu zapowiadał: „wejdziemy do was 22 lutego”. Jak interpretować tę niewątpliwą „teatralność” wojennych przygotowań?

Zarówno ogłaszana wszem i wobec i trwająca de facto od zeszłego roku koncentracja wojsk sowieckich przy granicy Federacji Rosyjskiej i Ukrainy, jak i sama napaść mają za cel nie tylko efekt „kinetyczny” (o którym później), ale również informacyjny, jest to sygnalizacja strategiczna. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Obserwując bieżące wydarzenia na Ukrainie nasuwa się oczywiste pytanie, jak to jest możliwe, że sowieckie lotnictwo nie było zdolne do wywalczenia przewagi w powietrzu w ciągu pierwszych godzin konfliktu. Wydawałoby się, że osiągnięcie tego celu jest absolutnie kluczowe w przypadku każdego starcia militarnego, a zwłaszcza takiego, gdzie siły lądowe muszą być wspierane przez lotnictwo taktyczne. Z jakichś powodów jednak, do dziś, tj. do 10.03.2022, Siły Powietrzne Ukrainy wciąż stanowią liczącą się siłę bojową, a sowieckie samoloty nie są w stanie przeprowadzać ataków na cele naziemne w skali zapewniającej wojskom lądowym wystarczającego wsparcie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Od wielu tygodni trwały demonstracyjne przygotowania sowieckiej Rosji do inwazji na równie sowiecką Ukrainę. Przygotowania w żadnym razie nie były kamuflowane. Komunistyczny prezydent Xi prosił jedynie Putina o niezakłócanie igrzysk; przywódca sowieckich liberałów Żirinowski jeszcze w grudniu zapowiadał: „wejdziemy do was 22 lutego”. Jak interpretować tę niewątpliwą „teatralność” wojennych przygotowań?

Wspomniana w pytaniu „teatralność” wojennych przygotowań, ślamazarność ofensywy, postawienie w stan gotowości arsenału nuklearnego sowietów, według mnie, ma budować tło dla wydarzeń, których będziemy świadkami. Moja pierwotna teza o przeprowadzaniu manewrów z użyciem ostrej amunicji nie broni się właśnie przez ślamazarność całej operacji. Spodziewałem się, że sowieci przejdą przez Ukrainę jak błyskawica; że dojdzie do kilku potyczek czerwonych z niebiesko-żółtymi. Po czym zostanie ustanowiona w Kijowie nowa władza, wschodnie obszary Ukrainy zostaną przyłączone do sowietów. Na to wszystko świat trochę pomarudzi, ale szybko przejdzie do porządku dziennego i śmiało będzie można oddać do użytku drugą nitkę rurociągu położonego na dnie Bałtyku. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.