III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



VI Ankieta Wydawnictwa Podziemnego składa się z podejrzanych pytań, dla przypadkowego czytelnika z pewnością irytujących, czy nawet obrazoburczych. Od razu można tu wyczuć prowokację, więc profilaktycznie należy wzmóc czujność. Bo przecież przytłaczająca większość obserwatorów bieżących spektakli politycznych, tych zapasów w kisielu, czy też może precyzyjnie reżyserowanych przedstawień, jest zaangażowana emocjonalnie po którejś ze stron pląsających na polityczno-medialnym wybiegu.

Ale przyjrzyjmy się bliżej pytaniom ankiety. Czy rzeczywiście są aż tak obrazoburcze, a przede wszystkim, czy są te pytania, a może raczej sugestie, jakie ze sobą niosą, jakoś specjalnie unikalne w tzw „debacie publicznej”. No dobrze, nie mam na myśli telewizji, czy gazet. Ale czy w drugim obiegu, w internecie nie pojawiają się głosy, które wtórują autorom ankiety WP?

A jakie to pytania? Zacznijmy od początku: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Jaka jest natura współczesnego państwa polskiego? Czy jest to państwo suwerenne? Czy jest to niepodległa Polska?

Jedynie ludzie z kompletną ślepotą polityczną mogą dzić, że „jest niepodległa”. A przecież nie musieliśmy się godzić na to, co mamy teraz. Nie musieliśmy, bo np. w RFN mają w swej Ustawie Zasadniczej wyraźny zapis, że jest ona ponad zawieranymi przez rząd traktami międzynarodowymi. Z czego (nieco tak nie wprost) wynika, że gdy prawo Mumijne jest „nie takie jak to stanowi Bundes-Konstytucja, to Mumia może im nagwizdać. My takiego zapisu nie mamy, a w efekcie tego nasze państwo „istnieje tylko teoretycznie”! I, jak rozumiem (choć może się mylę), to byle dyrektywa w sprawie, dajmy na to: dopuszczalnej krzywizny bananów jest ważniejsza niż to, co tam nagryzmolono w tej naszej kulawej, komucho-UD’eckiej, pożal się Boże „konstytucji”. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Jaka jest natura współczesnego państwa polskiego? Czy jest to państwo suwerenne? Czy jest to niepodległa Polska?

Jest to zjawisko ze wszech miar NIE-naturalne, nie widzę więc przyczyn dociekania jego „natury”.  W oczach scholastyków, natura rzeczy wyraża wewnętrzną sensowność bytu, właściwą stworzeniu autonomię, której podstawą jest stwórczy akt Boga.  Czy to co Redaktorzy nazywają „państwem polskim” ma jakąkolwiek rozpoznawalną sensowność wewnętrzną?  Jeśli tak, to umknęła mi ta przypadłość.  Jak powszechnie wiadomo, każda władza pochodzi od Boga, zaczem nawet Kaczor Donald nie mógłby sprawować władzy nad nami, gdyby nie była mu dana z góry.  Dla wyjaśnienia dodam, choć powinno to być jasne samo przez się, że „górą” nie jest tu mityczny lud-suweren.  Nie na darmo wielki święty Katolickiego Kościoła uważał, że każde państwo, nawet w najlepszym swym wcieleniu, jest tylko szajką opryszków, grabiących wedle z góry ustanowionych konwencji.  Jak odróżnić zbója, wymuszającego okup, od państwa egzekwującego podatki?  Czym różni się nowoczesne państwo od hochsztaplera, który naciąga gawiedź rzekomo dla jej własnego dobra? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

1. Jaka jest natura współczesnego państwa polskiego? Czy jest to państwo suwerenne? Czy jest to niepodległa Polska?

Pojęcie „natura” implikuje rzeczywistość zaistniałą na drodze ewolucyjnej, niosącą kontynuację myśli przewodniej, pewnego genotypu narodowego, który jest duplikowany w kolejnych pokoleniach. Na ów genotyp składają się m.in. wspólne doświadczenia historyczne, język i za jego pomocą stworzona literatura, przestrzeń krajobrazu, pamięć rodzinna, cały zasób kultury rozumianej jako świadome tworzenie dzieł wykraczających poza osobiste potrzeby ekspresji. Historia uświadamia, że w momencie przerwania naturalnego rozwoju stosuje się zastępcze protezy, by uciec od możliwości wynarodowienia, czyli przed przymusową zmianą przynajmniej części genotypu. Stosowanie elementów zastępczych, ukierunkowanie na maksymalne pozyskanie warunków do pielęgnacji pierwotnego genotypu w konsekwencji zaburza pole postrzegania rzeczywistości, która realizuje się niezależnie od naszych tęsknot i zabiegów. Stąd też spór pomiędzy tradycją romantyczną i pozytywistyczną, spór pomiędzy „kiedyś”, a „dzisiaj”. Konflikt, który rysuje linię podziału również na współczesnej scenie politycznej. Współczesne państwo polskie nie jest w stanie pogodzić tych dwóch nurtów, a więc i sama natura państwa jest wadliwa. Należałoby przekopać się przez historię polskiej myśli politycznej od czasów poprzedzających Unię Lubelską do dzisiaj, ukazując na prostych ikonagrafikach wszystkie składowe naszych dziejów i konsekwencje jakie z tego wynikały. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pisaliśmy o Aleksandrze Ściosie kilkakrotnie.  Nie zamierzam odgrzewać dawnych sporów, ani zajmować się dość oczywistymi różnicami między Wydawnictwem Podziemnym a publicystyką Ściosa.  Najlepiej zrobił to, moim zdaniem, Andrzej Dajewski w artykule pt. „Przeciwko zakłamywaniu i niedorzecznościom”.  Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, Ścios dokonał ostatnio czegoś w rodzaju „ataku na podziemie”.  A było tak: dama, podpisująca się Kora Jabłońska, napisała taki oto komentarz pod artykułem pt. „Po co demokracja? 1 – Wybory” (przytaczam in extenso): Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Notre Dame

Złoty Krzyż nad rzeźbą Matki Bolejącej, który przetrwał inferno w Notre Dame, nietknięty i zwycięski, stał się symbolem.  Ale symbolem czego?

Wielka gotycka Katedra ma powstać z popiołów piękniejsza i lepsza niż w czasach średniowiecznej ciemnoty, zapewnia Emmanuel Macron – agnostyk u steru sekularnego państwa francuskiego.  Katolicyzm w szczególności, chrześcijaństwo w ogóle, a najszerzej wszelkie przejawy wiary – wszystko to zamiera we współczesnym świecie.  Większość mieszkańców Europy zachodniej nadal identyfikuje się z chrześcijaństwem, ale np. w Holandii jest to już mniejszość, bo tylko 41% ludności.  Spośród tych, którzy uważają się za chrześcijan, ogromna większość (wyjątek stanowią tu Włochy) nie chodzi do kościoła, zapominając, że diabeł jest wierzący i niepraktykujący.  W zsekularyzowanej Wielkiej Brytanii tylko 17% młodych chrześcijan chodzi do kościoła, we Francji odsetek spada do 7%.  Zwróćmy uwagę, mowa tu o 7% młodzieży, która sama określa się jako chrześcijanie, jest to więc znikoma część ludności.  Co gorsza, ogromna większość ludzi młodych (definiowanych różnie, np. w przedziale wiekowym 16-25 lub 18-24) nie wyznaje żadnej religii (w Zjednoczonym Królestwie prawie 70%).  Dodajmy do tego, że za religię uznano już nie tylko voodoo czy szamanizm, ale nawet wiarę w rycerzy Jedi.  Wedle cenzusu z roku 2001 w Anglii i Walii było więcej wyznawców Jedi niż buddyzmu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Europejskie gołąbki

Przed niemal trzema laty, na kilka dni przed brytyjskim referendum w sprawie wyjścia Zjednoczonego Królestwa z europejskiej niuni, oczekiwałem, że większość elektoratu zechce odejść z nielubianego związku, choć motywy tej decyzji będą nacjonalistycznej natury, raczej niż politycznej.  Podjąć słuszną decyzję ze złych powodów, wydawać by się mogło klasycznym przykładem mniejszego zła.  Ale w tym konkretnym przypadku, trudno oszacować zło sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pisarstwo Józefa Mackiewicza było odkryciem i rewelacją w podziemnej Warszawie w roku 1985.  Najpierw pojawiły się nieśmiałe artykuły o jakimś dziwnym „niezłomnym komuniście”, o którym niewielu słyszało, a potem, jeszcze zanim rozpoczął się Mackiewiczowski festiwal wydawniczy, pojawiły się książki z Londynu.  Pierwsze wpadły mi w rękę Droga Pani (później znana jako „Srebrna Pani”, ze względu na swą srebrną okładkę) oraz Fakty, przyroda i ludzie.  Oba tomy zrobiły na mnie wówczas ogromne wrażenie.  I nie tylko na mnie.  Czytałem je od owych czasów wielokrotnie i za każdym razem odkrywałem coś nowego.  Czytałem po kolei i na wyrywki, zapewne kilkanaście razy.  Oczywiście wiedziałem od początku, że to znakomita publicystyka.  Ale ponowna lektura Mackiewiczowskiego cyklu pt. „Ucieczka od ‘wyzwolenia’” w nowym wydaniu Kontry,* nasunęła mi wątpliwości.  Okazuje się bowiem, że centralny tekst w Faktach, to nie jest wcale publicystyka, a coś o wiele więcej.  To prawdziwa perła.  To jest zapoznane arcydzieło literatury.  Pisane w ciasnym „pokoiku na poddaszu na Victoria Road”, w odcinkach, dla emigracyjnego tygodnika, pod redakcją brata-Cata, wspomnienie-reportaż-felieton jest rzadkim w polskiej literaturze mistrzowskim ujęciem samej esencji wydarzeń; jest jednocześnie dramatem i elegią, sensacyjnym sprawozdaniem i chłodną refleksją, politycznym felietonem i żywym reportażem, esejem i opowiadaniem.  Autor zdołał osiągnąć coś na pozór niemożliwego: udało mu się zachować bolesną bliskość i bezpośredniość przekazu, jednocześnie utrzymując mądry dystans do opisywanych wydarzeń. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pewien młody człowiek, z którym koresponduję od czasu do czasu, zapytał mnie przed laty, dlaczego zostały opublikowane prywatne listy Mackiewiczów do Redaktorów Wiadomości.  W domyśle było tu chyba inne pytanie: czy Mackiewicz zgodziłby się na publikację prywatnej korespondencji, która w dużej mierze zajmuje się materialną stroną egzystencji emigranta, a mówiąc brutalnie: pieniędzmi, zabieganiami o honoraria i najogólniej – borykaniem się z nędzą.  Wydaje mi się oczywiste, że Mackiewicz nie chciałby publikować takich listów, ani by mu na myśl nie przyszło, żeby coś takiego ogłaszać.  Afiszowanie się ze swą biedą i codziennymi zmartwieniami nie było w jego stylu.  Na tym polega prywatność korespondencji.  Ale oboje Mackiewiczowie są postaciami historycznymi, ich listy mają inne znaczenie, niż np. moja, pożal się Boże, epistolografia, mają charakter źródłowy dla zainteresowanych tą twórczością.  Tak jest zresztą w wypadku każdego twórcy.  A jednak przypadek Józefa i Barbary Mackiewiczów różni się zasadniczo od innych pisarzy.  Waga ich korespondencji jest odmienna, a znaczenie ich listów bez porównania większe, niż miało to miejsce w okolicznościach życiowych innych twórców. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Zapraszamy do obejrzenia rozmowy z autorem powieści sensacyjno-szpiegowskiej Punkt Langrange’a, Jackiem Szczyrbą.

Jak to zwykle bywa, rozmowa nie tyczyła wyłącznie samego utworu, śmiało wychodząc poza sprawy z nim związane.

Przyplątać się tu może taka refleksja: przed laty, bolszewik podróżujący w tym samym co Mackiewicz wagonie, zaintrygowany wybuchem nagłej a nieprzystojnej wesołości, zapytując o przyczyny jakże niezwykłego w raju krat zachowania, usłyszał z ust samego Józefa Mackiewicza krzepiąco-wiekopomne wyznanie:

„Komuż ‚wiesielitsia’, jak nie nam starym kontrrewolucjonistom?”

Zapraszając Państwa do obejrzenia rozmowy, przy okazji zachęcamy najserdeczniej do kupowania powieści Jacka Szczyrby „Punkt Lagrange’a‟.



Prześlij znajomemu

„System”

Z czym właściwie walczą McMurphy i Wódz?  Co reprezentuje siostra Ratched?  W komentarzach, Forman mówił o „systemie”, który tłamsi i niszczy człowieka.  Interesujących wskazówek w tym względzie udziela pierwsza rozmowa McMurphy’ego z doktorem Spivey.  Doktor czyta w aktach, że przesłano mu więźnia do szpitala psychiatrycznego, gdyż „jest zadziorny, mówi bez pozwolenia, unika pracy i jest leniwy”.  „I żuje gumę w klasie?” dorzuca Mack sardonicznie.  McMurphy widzi to prościej: czepiają się go, bo „bije się i pieprzy za dużo” (I fight & fuck too much).  W więzieniu mówili mu, że jest szaleńcem, ponieważ „odmawiał siedzieć jak jarzyna, ale jeżeli to ma być obłęd, to ja rzeczywiście jestem pomylony”. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Symetryczna struktura

Wiele arcydzieł sztuki ma ukrytą, wewnętrzną strukturę.  Np. Pasje Bacha napisane są według pewnego symetrycznego planu, w którym arie i duety, chorały i recytatywy spełniają precyzyjnie określoną rolę.  Muzyka i plastyka łatwiej poddają się tego rodzaju symetrycznej organizacji, ale istnieją także dzieła sztuki filmowej zbudowane zgodnie z odgórnie założonym planem.  Klasycznym przykładem symetrycznej konstrukcji może służyć sławne La Ronde Maxa Ophulsa, złożone z wielu, luźno związanych ze sobą opowieści.  Godny uwagi jest wszakże formalny zabieg Ophulsa, który w centralnej opowieści, jedynej w filmie na temat relacji małżeńskiej, używa statycznej kamery dla podkreślenia symetrii ekranu (ujęcie zza stojącego zegara, dwa identyczne małżeńskie łóżka).  Historie przed tą opowieścią i po niej, są swymi lustrzanymi odbiciami: narrator kończy opowieść tak, jak ją zaczął. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

One flew East, one flew West,
and one flew over the cuckoo’s nest…

Jeden poleciał na wschód, a na zachód drugi,
A jeden poleciał nad gniazdo kukułki…

Pan Jacek Szczyrba zachęcił mnie kiedyś do obejrzenia wywiadu z niejakim Krzysztofem Karoniem na temat dwóch filmów Milosa Formana.  Pomimo interesujących szczegółów, wywiad wydał mi się tak skandalicznie nie na poziomie, że obiecałem zabrać głos w kwestii Lotu nad kukułczym gniazdem. [1] Chciałem początkowo polemizować z Karoniem i jego rozmówcą, ale nie miałbym pojęcia, gdzie zacząć, bo dyskutować potrafię tylko z sensownym ciągiem zdań połączonych związkiem wynikania logicznego. [2] Pozwolę sobie zatem zignorować odtąd obu panów, a zająć się wyłącznie analizą samego filmu oraz powieści Keseya, na której film był oparty, wraz z ich ideową zawartością.  Czuję się zobowiązany zabrać głos, gdyż uważam film Formana za jedno z największych dzieł kina światowego, które zasługuje na coś lepszego niż telewizyjne sarkanie p. Karonia.  Co nie zmienia w niczym faktu, że z jego ideową wymową zgodzić się niepodobna. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Czerwona ryba

Sowieci budują elektrownię nuklearną na Białorusi.  Nowy reaktor powstanie w Ostrowcu, tuż przy granicy litewskiej, czyli nad samą granicą niuni europejskiej, 50 km od Wilna, niedaleczko od Oszmiany i Gudogajów, które to okolice Józef Mackiewicz zjeździł wzdłuż i wszerz.  Najpierw poznał te ziemie konno-zbrojno w wojnie z bolszewicką nawałą; potem przebył je, opisując bunt białoruskich rojstów przeciw nadużyciom polskiej administracji na ziemiach, które w Warszawie nazywano „kresami”; i wreszcie po raz ostatni, pod bolszewikami, przemykając się furmanką po zamarzniętych błotach podczas bezgwiezdnych nocy, przemytniczym szlakiem w kierunku Mińska. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Uciec z więzienia

Ucieczka z więzienia ma mityczny status.  Nie ma rzekomo takiego więzienia, z którego człowiek wolny nie może zbiec.  Zorganizowanie ucieczki z super-więzienia, jakim są sowiety, jest niezwykle trudne, nawet Macintyre to przyznaje.  Społeczeństwo poddane tak ścisłej kontroli od pokoleń nie jest gruntem podatnym dla skomplikowanych planów.  Ale z drugiej strony, plan ryzykowny i niebezpieczny nie musi być wcale niewykonalny; jest również prawdą, że w okolicznościach ścisłego nadzoru fortuna sprzyja zuchwałym: śmiała akcja może odnieść sukces w klimacie lęku, bo jest zupełnie nieoczekiwana.  Niespodziewanie liczne ucieczki z gułagu są tu dobrym przykładem.  A przecież w gułagu, oprócz strażników, drutów kolczastych, psów i karabinów, była jeszcze bezbrzeżna tajga i tundra, były mróz i śnieg albo błoto i bezdroża, i niewyobrażalne dystanse.  Jednak ludzie uciekali i, wedle oficjalnych statystyk gułagu, uciekali z powodzeniem.  We wspomnieniach mowa tylko o nieudanych ucieczkach, ale archiwa potwierdzają, że ludzie uciekali, a strażnicy szli za to do ciupy.  Dwóch białogwardzistów uciekło z Wysp Sołowieckich w 1925 roku, i dalsze udane ucieczki nastąpiły w latach późniejszych.  W 1933 roku 45.755 więźniów zbiegło z gułagu (wedle własnych, zapewne fałszywie zaniżonych statystyk), z czego złapano zaledwie 28.370.  Po zwiększeniu kontroli i drastycznych karach – zarówno dla zbiegów, jak i strażników – w 1947 zbiegło 10.440, a złapano tylko 2.894.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Historycyzm Morawieckiego

I tak dalej… i tak dalej…
Coraz śmielsze wnioski przędzie,
I nicując dawne sądy
Nie powstrzyma się w zapędzie,
Aż dowiedzie, że król Herod,
Dobroczyńcą był dla sierot.

Adam Asnyk

Studiując sobie historię na jednym z komunistycznych uniwersytetów lat bardzo wiele temu pociłem się niemiłosierne pod nawałem nakładanych na ówczesne żakostwo zadań. Nie było łatwo czytać tysięcy stron podręczników, dziesiątek, a może setek mniej lub bardziej opasłych lektur. Dbano, a przynajmniej starano się, o przyzwoity poziom wiedzy przyszłych magistrów. Gdy dziś docierają do mnie informacje z pierwszej ręki o najbardziej niezwykłych wyczynach kadry profesorskiej (rekordzista miał jakoby zasnąć w trakcie własnego wykładu; inny raczył słuchaczy tekstem czytanym wprost ze źródła naukowego nazywanego „wikipedia‟) – nie chce się wierzyć, jak gigantyczne sukcesy odnosi trend zrównywania poziomu intelektualnego w dół. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W tajemnicy przed CIA

Brytyjczycy zdołali utrzymać w tajemnicy istnienie wysokiej rangi agenta w łonie kgb.  Przekazywali zakamuflowane informacje sojusznikom, udając, że pochodzą z podsłuchu lub analizy danych, ale z czasem Amerykanie zorientowali się, że MI6 ma źródło bezpośrednie.  Nie mogło być inaczej, gdy Brytyjczycy poczęli nastawać na przekazywanie informacji samemu Prezydentowi Stanów Zjednoczonych.  Burton Gerber, szef sowieckiej sekcji CIA, poprzez prostą analizę śladów i proces eliminacji, doszedł do wniosku, że tylko Gordijewski mógł być brytyjską wtyczką.  Nadano mu tajny kryptonim, założono teczkę, i bez informowania strony brytyjskiej, zaczęto monitorować rozwój wydarzeń.  Szefem kontrwywiadu w sowieckiej sekcji był niejaki Aldrich Ames i to jemu powierzono analizę danych. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Philby i Hollis

Pomimo niezwykłej (i odnotowanej w Moskwie) dociekliwości nowego kandydata na posadę w rezydenturze sowieckiej w Londynie; bez względu na podejrzanie szybko dostarczoną wizę brytyjską; nie zważając na niezwykły w praktyce sowieckich służb fakt, że kandydat sam domagał się, by go posłano do Zjednoczonego Królestwa, tak „paranoiczna” zwykle kgb, wysłała Gordijewskiego na placówkę, gdzie – bez żadnych przeszkód ze strony nieufnych kagebistów – odnowił swe cotygodniowe spotkania z MI6.  Jedna z pierwszych informacji przekazanych przez Gordijewskiego brzmiała: kgb nie ma żadnych agentów w MI6.  Kim Philby pracuje jako analityk w Moskwie, a nie jako zły duch, pociągający za sznurki ogromnej sieci agentów sowieckich w Anglii, jak to sobie rzekomo wyobrażano w Londynie.  „Piątym człowiekiem”, szukanym bezustannie od dziesiątków lat, był Cairncross – odkryty prawie 20 lat wcześniej – więc doprawdy trzeba już zaprzestać poszukiwań.  Oskarżenia Petera Wrighta ze słynnej książki pt. Spycatcher były wyssane z palca; Roger Hollis nigdy nie był agentem sowieckim; wieloletnie poszukiwania wtyczek w brytyjskich służbach były źródłem wesołości w Moskwie: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pranie p. Harringtona

Gdy Rosja została rzucona na kolana przez rewolucję lutową, zmęczony wojną kraj ogarnął rewolucyjny chaos, na którym kapitał zbijali tylko bolszewicy.  Wśród aliantów zachodnich panował paraliż, podsycany hekatombą ofiar na froncie zachodnim, przeciwstawnymi ambicjami generałów i drażliwymi osobowościami polityków.  Ale rewolucja lutowa zjednoczyła ich wszystkich w przerażeniu, że Rosja może wycofać się z wojny, a wówczas cała potęga kajzerowskich Niemiec runęłaby na Zachód.  I w takiej sytuacji rezydentem wywiadu brytyjskiego w Piotrogrodzie został Somerset Maugham.  Był już wówczas wziętym pisarzem, ale jednocześnie zaufanym oficerem brytyjskiej Secret Intelligence Service. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


O dwóch takich, co ukradli strajk

Większość szanownych czytelników zapewne domyśla się, o czym mowa w tytule, ponieważ jednak nie wszyscy z wypiekami na twarzy śledzą politmedialne peerelowskie przepychanki, pozwolę sobie na krótkie wyjaśnienie. Tytuł dotyczy treści, która miała zawisnąć na pamiątkowej tablicy z okazji, jak się domyślam (także nie najpilniej studiuję te sprawy) trzydziestej rocznicy tzw. strajków w Stoczni Gdańskiej wiosną 1988 roku. Informacja o planach wywieszenia tablicy wywołała lawinę kpin, tysiące żartów. Tablica miała być opatrzona (mniej więcej) następującą treścią: w tej hali (chodzi o jakiś budynek w Stoczni Gdańskiej im. Lenina) podczas strajków w roku 1988 przebywali Lech i Jarosław Kaczyńscy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W swoim ostatnim artykule pt. „Bojkot?”, Dariusz Rohnka zacytował moją wypowiedź w dyskusji związanej z poprzednim tekstem jego autorstwa, omawiającym obecną postawę niegdysiejszego, legendarnego antykomunisty. Chciałbym ją poszerzyć, odnosząc do szerszego kontekstu postaw Polaków względem zarówno „pierwszego” peerelu jak i „nowego, wspaniałego” peerelu – komunistycznego tworu, który powszechnie uznawany jest za wolną Polskę. Wspomniana kwestia wydaje mi się warta uwagi i przyjrzenia się jej bliżej.

Postawa ludzka wynika najczęściej z kierowania się w życiu zestawem reguł. Nasze decyzje podejmowane są na podstawie przesłanek – informacji, które oceniamy jako prawdziwe bądź fałszywe. Proces ten zwykło określać się mianem logiki postępowania. Logikę postępowania w (nie)realiach tzw. III RP, nazywam logiką peerelowską. Nie wzięła się ona znikąd, ma swoje – dobrze rozpoznane – źródła w logice bolszewickiej, czyli logice postępowania w bolszewizmie. Faktycznie jest jej częścią składową. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Antyliberalne credo

Jakiś czas temu, wywiązała się na naszej witrynie poważna dysputa na temat liberalizmu.  Z oczywistych względów, dyskusja musiała dotknąć wolności, a nawet zahaczyła o pojęcie demokracji.  Zostawię ten ostatni worek niekonsekwencji na boku, bo pozostałe dwa terminy są wystarczająco głęboko pogrążone w sprzecznościach. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Bojkot? *)

Pan Ścios, popularny i wpływowy publicysta peerelowskiej blogosfery, postanawia zbojkotować wybory. Nie bardzo wiem, co to oznacza. Czy proponuje bojkot, bo żadna peerelowska quasi-polityczna partyjka nie zasługuje na jego zaufanie? A może bojkotuje, ponieważ kwestionuje podmiotowość peerelu? Jeżeli to drugie, to co właściwie bojkotuje i do czego nawołuje? Czy można bojkotować fasadę państwowości, za którą nie kryje się realna treść? Równie skutecznie można by serwować stek z krowy wyhodowane w potiomkinowskiej wiosce. Gdy byłem bardzo młody, miałem zamiłowanie do paradoksalnych tytułów. Jeden z nich brzmiał: „O antybojkot niewyborów”. To było bodaj w 1988 roku. Chciałem wówczas w ten dziwny sposób powiedzieć, że nie da się bojkotować wyborów do instytucji peerelu, którego się nie uznaje za państwo. Przez trzydzieści lat nie zmieniłem zdania. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Strategia Morawieckiego

Z dawna oczekiwana sensacja: „Dlaczego nie ma spotkania polskich władz z prezydentem Rosji? To jest konieczne. To jest nasz polski, ale i europejski interes. Powinniśmy dążyć do wielkiej Europy z Rosją.” Tak, kilka dni temu, wypowiedział się Kornel Morawiecki, niegdyś legenda antykomunistycznego podziemia, dziś poseł na peerelowski sejm, ojciec „premiera‟, Mateusza. Spróbujmy podjąć próbę docieczenia, cóż mógł mieć na myśli pan Morawiecki.

Czytelnikom Wydawnictwa Podziemnego zda się trywializmem stwierdzenie, że zarówno w peerelu jak na całym świecie obowiązują dwa „porządki‟ postrzegania rzeczywistości politycznej. Powszechny (powszechnie obowiązujący), oparty na micie upadku komunizmu 1989-1991; oraz „porządek‟ drugi, który na podstawie ogólnie dostępnych faktów historycznych dowodzi, że komunizm ma się dobrze, a nawet coraz lepiej. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Co się panu nie podoba? – zapytała mnie szeptem młoda Czeszka, gdy niezgrabnie skrzypnąłem krzesłem.

Nie wierzę w „dobry komunizm”. Urodziłem się pesymistą.

Pewnie dawno.

Poczułem się dotknięty.

Tssss!… – zasyczał obok łysy Belg, słuchający odczytu z dłonią przy uchu.

Rozczarowanie także bywa pogodne. Takim nastrojem można by chyba scharakteryzować Tom 24 Dzieł Józefa Mackiewicza „Wielkie tabu i drobne fałszerstwa”*. Pogoda ducha mimo jakże dramatycznej oceny stanu spraw na świecie. Niepokój i smutek, i przy tym najgłębsze przekonanie, że zło nie jest nieodwracalne. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.