Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Gdy pierwszy raz sięgnąłem po publicystykę Józefa Mackiewicza, byłem cokolwiek oczytany w tekstach politycznych i polityczno-historycznych. Znałem Mochnackiego, Piłsudskiego, Stanisława Mackiewicza, Jasienicę, Pragiera, kilku czy kilkunastu innych autorów. Każdy z nich miał do zaoferowania coś od siebie, coś oryginalnego. Stąd być może wydawało mi się, że wiem cokolwiek o tych dziedzinach, o politycznym i historycznym myśleniu. Czy przeczuwałem wówczas, że są całe obszary myśli, o których nie mam wyobrażenia? Spróbujcie zgadnąć. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Baron Roman Ungern von Sternberg jest postacią dziwnie fascynującą. Awanturnik, okrutny ciemiężca swoich własnych żołnierzy, mistyczny marzyciel wznowienia potęgi Wielkiej pan-Mongolii. Niestety książka Jamesa Palmera, The Bloody White Baron, jest przykładem jak nie należy pisać książek historycznych. Autor obciążył swoje dzieło pseudonaukowym aparatem przypisów, bibliografii i cytatów, ale ni z tego ni z owego cytuje „sardonicznego, białego pamiętnikarza, barona Budberga”, bez odsyłacza, nawet bez podania źródła w bibliografii (baronów Budbergów było wielu, ale trudno ustalić, który miałby być „sardonicznym i białym”). Twierdzi wielokrotnie, że buddyjski święty symbol swastyki miał zawsze antysemicki podtekst – co jest genialnie komiczne – nie wskazując jednak na żadne źródła tego raczej idiotycznego domysłu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Mam wrażenie, że Snyder upraszcza co nieco, gdy przedstawia polską literaturę lat 30. jako niemalże monolit o modernistycznych tendencjach, ale darujmy mu. Polscy pisarze przekonani byli rzekomo o dysharmonii między światem wewnętrznym i zewnętrzną naturą, światem faktów. Takt, rozum i wola mogą doprowadzić do harmonii tych światów, ale nawet jeżeli uznać, że taka była dominanta polskiej kultury, to pod koniec lat 30. ta wiara zaczęła zanikać. Wołyń był dobrym przykładem świata, gdzie skrzecząca materialna rzeczywistość, fizyczna choroba i potężne emocje zwyciężały nad taktem i rozumem. Józewski miał czas dla tego, co piękne i wzniosłe, ale był bezsilny wobec rozdźwięku między ideą i życiem. Jego sztuka polityczna na Wołyniu okazała się mistyfikacją, gdy potrzebna była sztuka rządzenia. Józewski widział w wołyńskim eksperymencie dowód, że polsko-ukraińskie współżycie jest możliwe, ale polskie państwo reprezentowane było na Wołyniu przez policjantów i nie było przyjaźnie nastawione do Ukraińców, ani nawet zainteresowane w ukraińskiej kulturze. To niby nic nowego, ale Snyder dodaje kluczową obserwację: polska kultura utraciła atrakcyjność dla wschodnich Słowian. Dlaczego tak się stało? Snyder nie odpowiada, ale zaryzykowałbym twierdzenie, że winę ponosi dominacja polskiej kultury przez endecję. Polska była atrakcyjna tak długo, jak nie była ekskluzywna, tak długo jak Polakiem mógł być Litwin i Rusin, Kozak i Tatar, prawosławny i ewangelik, starozakonny i chasyd. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Timothy Snyder, historyk niezwykły jak na dzisiejsze czasy skarłowaciałej myśli, patrzy na historię z chłodnym obiektywizmem godnym wielkich dziejopisów począwszy od Herodota, a na Gibbonie (niestety) skończywszy. Ale także z nieskończonym miłosierdziem. Być może, iż sam Snyder nie zgodziłby się w tym kontekście na słowo „miłosierdzie”. Chciałem w pierwszej chwili użyć innego słowa – „humanizm” – ale niestety obciążone ono jest nieznośnym bagażem ateistycznej i antychrześcijańskiej idei wywyższenia człowieka. Obiektywizm daje Snyderowi dystans i pozwala dostrzegać paradoksy historii. Natomiast dzięki miłosierdziu dostrzega człowieka wśród tych paradoksów. Pojedynczy człowiek w historii XX wieku był zazwyczaj ofiarą paradoksów historii. Snyder potrafi widzieć i analizować potężne siły poruszające masy z jednego krańca kontynentu na drugi, a jednocześnie nie tracić z oczu pojedynczego człowieka. Widzi przysłowiowy las, każde drzewo w całej ich różnorodności, nie zapominając nigdy o pojedynczych listkach. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Mój Boże, żeby mi pozwolono pisać, co chcę!

W normalnym społeczeństwie każdy pisarz pisze, co mu się podoba i ukazuje to, co chce, i nikt mu tego za „odwagę” nie poczytuje. Nie podlega za to żadnej dyskryminacji ani nagonce. Tak być powinno i u nas. Ale tak nie jest. U nas działają dziesiątki cenzur i tabu. Jeżeli chodzi o mnie, to „odwaga” odnosi się w praktyce raczej do moich wydawców, względnie redaktorów pism, którzy mnie drukują. Osobiście „odważyłbym się” nieraz na wiele więcej, gdybym miał nadzieję, że mi to wydrukują.

Mackiewicz stawiał bardzo wysokie wymagania zarówno autorom jak redaktorom. Wskazywał na trzy zadania redaktora pisma: czuwać nad wysokim poziomem, merytoryczną oryginalnością i zgodnością z prawem. Był całkowicie w zgodzie z tymi zasadami, gdy pisał do Kossowskiej w kwietniu 1969 roku: „Odwagę wykazuje nie autor, lecz wydawca, redaktor który puszcza do druku. Mój Boże, żeby mi pozwolono pisać, co chcę!” Praktyczną wskazówkę dla redaktorów formułował natomiast w liście do Chmielowca z grudnia 1970: „Wolność słowa polega na tym, że wszystko można zamieścić, z czym można polemizować.” Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W maju 1940 roku rząd litewski pozbawił Józefa Mackiewicza „prawa wydawania jakichkolwiek druków na terenie Republiki Litewskiej”. Mackiewicz ustąpił z redakcji Gazety Codziennej 1 czerwca, a 15 czerwca weszli do Wilna bolszewicy. Zanim to jednak nastąpiło, dnia 30 maja opublikował w Gazecie Oświadczenie, które pozwolę sobie tu przytoczyć w całości:

W numerach dawnego Słowa z dn. 27 IX 1935 r. i 5 X 1935 r. umieściłem dwa artykuły, w których omawiałem sprawę wydalenia przez władze polskie do Litwy p. Kazimierza Łukszy. Artykuły te miały tło polityczne, poruszyłem zaś w nich niektóre szczegóły z działalności p. Łukszy, podając je w ujemnym świetle. Oparłem się przy tym na wiadomościach, które mi były dostarczone przez osoby trzecie. Niestety, wprowadzony zostałem w błąd. Wobec tego, że zarzuty te mogą p. Łukszy w opinii szkodzić, zaznaczam, że należy je uważać za nie istniejące. Jednocześnie z powodu wspomnianych artykułów wyrażam mu moje ubolewanie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Londyn zdobyli nie z powietrza, a z morza. Na pokładzie promu dobili do Dover. Po kilkunastu godzinach w trzęsącym się autobusie patrzyli na wzburzony Kanał jak na Morze Karaibskie. Sforsowali z marszu oficera imigracyjnego, używając jako tajnej broni zaproszeń podpisanych przez wuja Izy. Ponownie zapakowali się do autobusu i po niedługim czasie stanęli na przystanku pod Victoria Station. Rodzina Izy mieszkała w Barnet na północy Londynu, niedaleko stacji metra Brent Cross. Wuj dziewczyny, Henryk Zagórski, emerytowany squadron leader jednego z polskich dywizjonów Royal Air Force po wojnie, na złość gospodarzom, którzy po kapitulacji Rzeszy zaczęli patrzeć na emigrantów ze szczerą niechęcią, został na wyspie i dorobił się sporego majątku. Teraz żył z procentów i patrzył na świat z dystansem człowieka niezależnego. Na widok siostrzenicy ucieszył się jak nastolatek, Texasa natomiast obrzucił uważnym, żeby nie powiedzieć podejrzliwym spojrzeniem, jakby chciał powiedzieć: no, młody człowieku, sprawdźmy, co ona w tobie widzi… Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W lutym 1919 roku zebrał się w Warszawie Sejm. Naczelnik państwa składa w ręce jego swój urząd, a Sejm natychmiast uchwala prowizoryczną małą konstytucję, która ogranicza do ostateczności jego władzę, czyniąc go urzędnikiem odpowiedzialnym przed Sejmem, wykonawcą jego woli. Złożyły się na to oczywiście dążenia lewicy do ustalenia wszechwładzy Sejmu, ale także i nie w mniejszym stopniu nienawiść do Piłsudskiego tych, którzy się prawicą mienili. Sejmowładztwa, ugruntowanego przez małą konstytucję, nie ośmielają się później naruszyć twórcy konstytucji wielkiej. Sprawozdawca komisji konstytucyjnej, prof. Dubanowicz, ogłasza w r. 1920, że przedłożony przez nią projekt daje nam rękojmię stworzenia państwa wolnego, a potężnego, rękojmię, polegającą na tym, że „komisja przyjęła rozleglejsze prawo wyborcze, posunęła jak najdalej zasadę odpowiedzialności rządu wobec Sejmu, ograniczyła skład i kompetencję Senatu, jak żadne państwo”. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

I

Dzieje Europy toczyły się od czasów rewolucji francuskiej pod znakiem idei demokratycznej. Dziś idea ta jest ideą martwą. Spełniło się w jej zakresie kierujące historią nieubłagane, żelazne, powiedzmy, straszne prawo logicznej konsekwencji, mocą którego żadna idea nie zejdzie z widowni, dopóki nie wyczerpie całej zawartości swojej, dopóki od wniosku idąc do wniosku, nie dojdzie do tego kresu, w którym staje się absurdem. Idea demokratyczna już się wyczerpała, już doszła do absurdu, przeistaczającego ją w przeciwieństwo tego, czem jest w istocie swojej. Świadczy o tym Rosja.

W istocie swojej idea demokratyczna zlewa się z chrześcijańską ideą braterstwa, jest ową powszechnością ludzką, za którą wzdychali sprawiedliwi wszystkich czasów i narodów, ale realizowana w sposób mechaniczny, stosowaniem gwałtu, nie cofającego się przed żadną obrzydliwością, stworzyła w Rosji „maszynerię wspólnoty,” jak się wyraził Fr. W. Förster, „bez ducha wspólnoty” czyli krwawą karykaturę, jaką jest panowanie najgorszych, tych, co łącząc przebiegłość z okrucieństwem, umieli drogą terroru zagarnąć władzę i terrorem ją utrzymują, aby płaszczem idei przykrywać swoje własne najpodlejsze zawiści, nienawiści, namiętności. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Niech nikogo nie zdziwi, że zacznę od następującej niejadalnej przypowieści.  Oto (piszą stare kroniki) jeden z babilońskich królów, pragnąc zhańbić pojmanych do niewoli wodzów, zaprosił ich na biesiadę, gdzie nieszczęśnikom podano talerz… hm… talerz… jak by to rzec… talerz, o, talerz… nie, za nic nie powiem, jaka ohyda i hańba widniała na owym talerzu zemsty, przemocy i upokorzenia.

Klęska Polski w roku 1945 była tak absolutna, tak bez reszty kompletna, tak hańbiąca, że zda się, nic do tego starym kronikom, a tym bardziej babilońskim królom.  Gdzie przymierzać?  Cały świat stanął w wojenne szranki dla Polski, o Polskę, pomimo Polski, z Polską lub przeciw Polsce.  Nie było miejsca w światowym konflikcie dla stron zaledwie ciepłych w „sprawie polskiej”, nawet słoń musiał się do niej ustosunkować.  Rozdarta we wrześniu 1939 roku na dwa krwawe ochłapy, Polska walczyła i żyła przez całą wojnę, aż połknięta została w całości przez jednego z dwóch najeźdźców.  Niesłychany tryumf najgorszego zbrodniarza tamtej wojny, który zasiadł następnie w majestacie sędziego nad zwyciężonymi, był wiktorią łajdactwa i niegodziwości nad wszelkim poczuciem honoru, był ostateczną hańbą i upokorzeniem. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Białe kłamstwo

Albowiem
diabeł znalazł środek, ażeby zgubić także tych ludzi, którzy poszli za dobrem, i nie przeszkadza mu, że jednych zabije rozpusta, a innych wstrzemięźliwość.

Tak przekonywał Tertulian w rozprawie skierowanej do żony. Nie wchodząc w istotę kwestii, którą wiele stuleci temu podejmował chrześcijański teolog, myśl wydała mi się niebywale celna dla opisu naszego tu i teraz, bolszewickiej ery. Bo, czy istotnie, nie jest tak, że bolszewizm, w całej swojej infernalnej przebiegłości, kusi nie tyle złem, co dobrem? Czy często dobrotliwy uśmiech znika z bolszewickiej gęby? Czy słowa takie jak pokój, sprawiedliwość, wolność, równość, co tam jeszcze, schodzą kiedykolwiek z bolszewickich ust? Czy nie deklarują owe usta notorycznie chęci budowania „lepszego świata”? W gruncie rzeczy nie istnieje zapewne sfera życia publicznego, w której bolszewicy nie potrafiliby wykreować pozytywnych, grających na ich korzyść, argumentów.

Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


My, intelektualiści?

Tomasz Sobieraj pisze przekonująco o stanie życia intelektualnego w dzisiejszej Polsce.  Słowa jego dałyby się zastosować i do Anglii i, podejrzewam, wszędzie.  „Ideologia znudzonych dzieci dobrobytu,” wydaje mi się znakomicie opisywać obecny stan umysłów na tzw. zgniłym zachodzie, ale pan Tomasz wypowiedział te słowa nie pod adresem współczesnej nam (pseudo)intelektualnej gawiedzi, zaludniającej wszystkie bary świata, tylko wobec Sartre’a, Goddarda i de Beauvoir, a ci przecież byli po prostu komunistami; nie lewakami, nie komunizującymi intelektualistami, ale najzwyczajniej: bolszewikami.  „Aby być rewolucyjnym intelektualistą, trzeba przestać być intelektualistą.”  Ładnie powiedziane?  To Jean Luc Goddard w filmie Sympathy for the Devil, propagandowej szmirze, przy której produkcja Mosfilmu to jest arcydzieło głębi.  Czy byli znudzeni, czy nie, to może zainteresować psychologa, ale treść ich wypocin była czysto bolszewicka.  Przystosowana do timbre’u sowieckiej (bądź maoistowskiej) propagandy, do danego etapu rozwoju; wszyscy troje robili to dokładnie, czego od nich oczekiwano (choć nie ma doprawdy żadnego znaczenia czy byli „agentami”).  Pozwolę sobie też zauważyć, że – w przeciwieństwie do państwa Sartre – jedyną ideologią dzisiejszych „dzieci dobrobytu” jest uganianie się za pieniędzmi. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pisarz prawdziwy, naprawdę niezależny, będzie zawsze po stronie tych, którzy są ofiarami historii. Literaci, nieśmiertelni literaci dworscy, »do usług« wobec każdego panującego władcy, »twórcy historii«, to właśnie owi »intelektualiści« w cudzysłowie, zgraja orwellowskich durniów czy popperowskich osłów.

Gustaw Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą.

I

Ja nie wierzę, że żeby być postępowym trzeba wyrzekać się rozumu.

Czesław Miłosz, list do Konstantego A. Jeleńskiego, 18 marca 1971 r.

Miłosz napisał te słowa w kontekście ruchów lewicowych i lewackich, które intensywnie rozwijały się na Zachodzie od 1968 roku. Ich przywódcami, członkami i sympatykami byli owi orwellowsko-popperowscy „intelektualiści”, studenci, artyści, często tak zwane wielkie nazwiska, jak np. Jean-Paul Sartre, Jean-Luc Godard, Roland Barthes, Simone de Beauvoir, a naczelnym hasłem usprawiedliwiającym ich poczynania był postęp, w skrócie rozumiany jako pełna swoboda, brak zasad i odpowiedzialności. Zapoznanie się z ideologią tych znudzonych dzieci dobrobytu wywołało niesmak i zażenowanie nawet u Gombrowicza, zresztą jak i u innych, którzy coś naprawdę przeżyli, zrozumieli i dokonali. Jednak każda ideologia oparta nie na rozumie, a na chwytliwych hasłach i demagogii łatwo wchodzi w krwiobieg, więc i ta zaraziła Zachód wirusami głupoty, permisywizmu i relatywizmu, pogłębiając duchową pustkę. Gdy zabawa w psucie znudziła się jej twórcom i wystarczająco na niej zarobili, jak zwykle zmienili ton lub poglądy, napisali nowe książki i wzruszyli ramionami zrzucając z nich ciężar odpowiedzialności, przy okazji zostawiając mniej bystrych towarzyszy i wyznawców z rozdziawionymi gębami. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Gdy Redakcja Wydawnictwa Podziemnego zaproponowała „uhonorowanie tej doniosłej chwili w historii prlu”, w pierwszej chwili mnie to zaskoczyło. Odczuwając narastającą falę propagandy wielbiącej „upadek komunizmu” i „odzyskaną wolność” pragnąłem jak najbardziej się od tego tematu oderwać. O czym tu mówić albo pisać? Wylewać żale, narzekać i/lub dawać upust sarkazmowi? Dla mnie to przecież ćwierćwiecze zwycięstwa bolszewickiego neo-NEPu – mojej osobistej klęski, bowiem sprawa, na której mi zależało i zależy okazała się przegrana na długie lata. To zwycięstwo bolszewików jest na tyle skuteczne, że dziś tylko nieliczni dostrzegają i rozumieją co się naprawdę wydarzyło, prowokację nazywają prowokacją, a podstęp podstępem. Pisać dla tych nielicznych, którzy to wszystko dobrze wiedzą? Czy w takiej sytuacji, akurat teraz, jest sens odnosić się do tego? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Na 4 czerwca

Fraszka, a raczej… podróż w czasie i przestrzeni.

Jest dawno temu. Rok mniej więcej 1189 przed Chrystusem, wybrzeże Azji Mniejszej. Nazajutrz po długotrwałych a wyczerpujących zmaganiach dwóch wrogich światów, Odyseusz, jeden z najsłynniejszych wojowników starożytności, wyskakuje z drewnianego daru, ówczesnego cudu techniki i politycznego savoir-vivre‚u. Jego celem zapobieżenie dalszym niemądrym waśniom? Ochrona mieszkańców starożytnej siedziby przed natręctwami niesfornych Achajów? Powszechna i wszechobecna, po kres świata, zgoda? Nawet gdyby Ulisses nie był prostolinijnym żołnierzem, a włodarze miasta naszkicowani piórem raczej Kochanowskiego, niż Homera, żaden z Trojańczyków nie dałby się skusić podobnym absurdom. Czy dlatego, że nie zaznali życia pod achajskim niebem, nie kosztowali ich cierpkiego wina, nie poznali ich prawd? Zapewne każdy z tych powodów mógł mieć swoje znaczenie. Najważniejsze jednak było jedno – w świecie, w którym żyli, słowo, niezależnie od używanego języka, znaczyło zawsze to samo. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Orzeł


Niech żyje bal!

Próba jakiegoś merytorycznego odniesienia się do obchodzonego w tym roku dwudziestopięciolecia wprowadzenia nowych kłamstw zamiast starych nie jest zadaniem łatwym. Jaką formę miałaby przyjąć taka próba, jakie treści należałoby w tym miejscu przekazać? I przede wszystkim, do kogo skierować taką wypowiedź?

W pierwszej chwili chciałem ulec sugestii Redakcji Wydawnictwa Podziemnego i dać upust zjadliwemu szyderstwu, okraszonemu szczyptą czarnego humoru. W sumie byłaby to całkiem odpowiednia reakcja na ten eksperyment, w którym przyszło nam uczestniczyć już ćwierć wieku. Ale po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że miałoby to znamiona działania cokolwiek jałowego, że nie powiem wtórnego. Ile w końcu można kpić i szydzić z własnej niedoli i niemocy? Ile dowcipów na temat „suwerenności’ i „niepodległości” tzw. III RP można jeszcze wymyślić? I jaki sens miałaby taka działalność? Zresztą sytuacja polityczna po 1989 roku została już tyle razy przez niesystemowych komentatorów nazwana, opisana, zanalizowana, że kto chciał, ten wyrobił sobie pogląd, a kto nadal czerpie wiedzę z przekazu dziennika telewizyjnego, temu już i tak nic nie pomoże. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wielkie były pokłady naiwności w 1989. O roku ów! Uff…

A sprawa była prosta: trzeba wiedzieć o co naprawdę chodzi. Niektórzy wiedzieli.

Żeby to wiedzieć, trzeba sięgać do istoty zjawisk. A większość zadowoliła się pozorami.

W końcu to był świat telewizji; czego nie ma na ekranie, to nie istnieje.

A jaka była prawda?

Mimo, że tomy napisano na ten temat, rzecz najlepiej ujął satyryk Zenon Laskowik. Powiedział tak: „U nas wszystko się nazywa, a nie jest!” Bez żartów, jest w tym powiedzeniu metafizyczna prawda. A chodzi o to, że od jakiegoś czasu istnieją dwa światy: realny i wirtualny. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Prospero:

Nasze przedstawienie jest skończone. Nasza trupa,
Jak uprzedziłem we wstępie, była sennymi marami,
i rozpływa się w powietrzu, ginie we mgle:
I jak nieistniejąca substancja tego przedstawienia,
Wieże zwieńczone chmurami, wspaniałe pałace
Dostojne świątynie, a nawet i sam Teatr
Zaprawdę, cokolwiek od tego pochodzi, zniknie,
I kiedy ten pochód mar się skończy,
Odejdź i ty bez śladu. Jesteśmy z tego tworzywa
Z którego marzenia są tkane; a nasze małe życie
Jest otulone snem. 

Szacowne Wydawnictwo Podziemne zaproponowało mi udział w uroczystych obchodach dwudziestopięciolecia PRL-u bis i wobec doniosłości tego jubileuszu nie wypadało przynajmniej nie spróbować wziąć się z tematem za bary. To już dwadzieścia pięć lat! Nie dziwota, że Władysław Frasyniuk, wraz z innymi uczestnikami porodu, świadkami i towarzyszami połogu, uroków wieku dziecięcego i nastoletniego oraz wejścia w dorosłość PRL-u bis, proponuje uznać domniemaną datę jego narodzin za datę najważniejszego polskiego święta państwowego. Dziwne byłoby natomiast, gdybym to ja się na to zgodził, bo nie mogę poczuć się ani do ojcostwa, ani pokrewieństwa, choćby tylko intelektualnego. Uważam ponadto, że dziecko jest niepełnosprawne z winy rodziców i opiekunów, dlatego to oni powinni płacić mu alimenty przez kolejne dwadzieścia pięć lat, jeśli samo dziecko dożyje, w co wątpię. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Redakcja


Srebrne wesele prlu bis

W związku z nadchodzącą wiekopomną rocznicą prlu bis – „ćwierć wieku … to daje do myślenia”, mówi Marilyn Monroe w Pół żartem, pół serio – chcieliśmy rozpisać kolejną Ankietę Wydawnictwa Podziemnego, ale po zastanowieniu postanowiliśmy zwrócić się do naszych czytelników z prośbą o uhonorowanie tej doniosłej chwili w historii prlu w spontanicznej i dowolnej formie, ad lib.  Oczekujemy zarówno Wielkich Improwizacji jak i Inwokacji Wędrownego Szklarza, wspomnień weteranów walki o wolność prlu, a także politycznej analizy.  Spodziewamy się szerokich pejzaży, perspektywicznego spojrzenia – nie na darmo przecież kula ziemska (a jednak się kręci!) jest częścią winiety Wydawnictwa Podziemnego – ale prosimy też o mrugnięcie okiem i o kontekst.

Rocznica aktu dopisania słowa ‘bis’ do prlu, to nie bagatela.  Ukoronowano orła, uwolniono czarny rynek, „prl rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej”, jak miał się wyrazić któryś tam z sekretarzy polskiego związku piłki ręcznej.

Eseje proponujemy wydać w Księdze Pamiątkowej pt. „srebrne wesele prlu bis”, a z braku takowej, na witrynie Wydawnictwa Podziemnego.  Jeśli będą jakieś nagrody, to rozlosujemy je między członkami Redakcji.



Prześlij znajomemu

Churchill i fatalna w skutkach analogia

Data wyznaczona na rozpoczęcie działań wojennych w Operation Unthinkable – 1 lipca 1945 – minęła bez echa.  Churchill pochłonięty był dwoma problemami: przygotowaniami do konferencji poczdamskiej i kampanią wyborczą.  Przekonanie, że nie może wygrać nadchodzących wyborów parlamentarnych spowodowało nieudaną, chorobliwą kampanię (a w rezultacie druzgocącą klęskę wyborczą dla Torysów), a Truman jednocześnie odmówił spotkania z Churchillem przed rozpoczęciem oficjalnych rozmów w Poczdamie.  Zrezygnowany i wyczerpany, Churchill udał się na urlop do Francji.

Wybory odbyły się 5 lipca, ale ogłoszenie wyników opóźniono aż do 26 lipca (ze względu na rozproszenie sił zbrojnych po całym globie), a zatem Churchill miał się udać do Poczdamu nadal w roli premiera.  Tymczasem 11 lipca planiści z JPS dostarczyli sztabowcom wstępny raport na temat drugiej operacji nie do pomyślenia; tym razem, wedle wskazówek premiera, były to plany obrony Wysp Brytyjskich przed inwazją sowiecką.  Założenia były znowu równie fascynujące, co dziwne.  Otóż planiści oczekiwali, że ofensywa sowiecka dotrzeć miała do granic Francji w przeciągu kilku tygodni, a przecież zupełnie niedawno dawali koalicji antysowieckiej kilka miesięcy na dotarcie do linii Wrocław-Gdańsk!  Co więcej, spodziewali się, że jak tylko sowieckie wojska okupacyjne ruszą na Zachód, a tym samym opuszczą Polskę, Ukrainę i wschodnią część Niemiec, to w krajach tych wybuchną powstania.  Dlaczego tak przypuszczali?  Czy mieli prawo oczekiwać oporu w Polsce, którą właśnie sprzedali Stalinowi, tylko dlatego, że ten posunął swych krasnoarmiejców dalej na Zachód? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wojna totalna albo trzecia wojna światowa

Gdyby Stalin nie zechciał przestraszyć się ofensywą koalicji angielsko-amerykańsko-polsko-niemieckiej, to wedle planistów brytyjskiego sztabu, jedyną możliwą konsekwencją byłaby „totalna wojna”, którą Walker nazywa III wojną światową (nietrafnie, moim zdaniem, gdyż byłby to nadal nieprzerwany konflikt II wojny).  O ile scenariusz „szybkiego sukcesu” wydawał mi się zupełnie obcy wszelkim realiom sowieckiej okupacji na ziemiach, które alianci pragnęli wyzwolić, to scenariusz wojny totalnej był o wiele bardziej realistyczny.  W tym drugim wypadku wojska koalicyjne wciągnięte zostałyby w głąb sowietów i, wobec przewagi liczebnej przeciwnika, jedyną szansę zwycięstwa dawałaby pełna mobilizacja w Ameryce (znowu ani słowa o mobilizacji sił antysowieckich wewnątrz imperium Stalina, o czym za chwilę).  Plan obejmował opanowanie wielkich ośrodków przemysłowych i tym samym pozbawienie armii czerwonej nowego uzbrojenia.  Pokonanie krasnoarmiejców w bitwie było wszakże koniecznością, bez której zwycięstwo nie było możliwe.  Planiści brali za wzór niedawną operację Barbarossa i wskazywali na niezmierzone dystanse i przestrzenie sowietów, jako główną barierę w podboju. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Szybki sukces

Plan stworzony przez brytyjskich sztabowców był planem militarnym sensu stricto, co muszę przyznać, zdziwiło mnie początkowo.  Nie kto inny jak Clausewitz twierdził, że wojna to dyplomacja prowadzona innymi środkami, a zatem całkowite wyłączenie elementów politycznych z militarnego planu jest strategicznym błędem (i to właśnie z wojskowego punktu widzenia).  Trzeba jednak pamiętać, że Brytyjczycy są niezwykle dumni z apolityczności swojej armii (i słusznie).  W Wielkiej Brytanii żołnierze nie mieszają się do polityki i pozostawiają polityczne decyzje politykom.  Jest to z pewnością chwalebna cecha, ale w tym wypadku trudno nie żachnąć się, że plan ataku na sowiety pozbawiony był jakiejkolwiek myśli na temat politycznej strony takiej akcji.  Wrócę jeszcze do tego punktu poniżej.  Szczegóły planu nie biorą pod uwagę sytuacji politycznej na ziemiach, które miały być przedmiotem ofensywy.  Nie znaczy to jednak wcale, że plan był zupełnie apolityczny.  Wszystkie założenia, na których opierać się mieli planiści, miały charakter aksjomatów, nie podlegających dyskusji warunków, i były natury czysto politycznej.  Nie ma tu żadnej sprzeczności, ponieważ warunki pochodziły od Churchilla.  To on zamówił plan, i to on wyznaczył sztabowcom ramy, w jakich mieli operować.  Warto te założenia przytoczyć in extenso: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

24 maja 1945 roku szefowie połączonych sztabów brytyjskich sił zbrojnych otrzymali teczkę z napisem: ŚCIŚLE TAJNE – ROSJA.  ZAGROŻENIE ZACHODNIEJ CYWILIZACJI.  Marszałek Sir Alan Brooke, szef Imperialnego Sztabu Generalnego i najbliższy doradca wojskowy Churchilla, zapisał tego dnia w swoim dzienniku, że rozważał plan ataku na Rosję, ale że pomysł „jest oczywiście fantastyczny i nie ma szans powodzenia”.  Jakiś czas później zanotował także, iż resort spraw zagranicznych uznał za nie do przyjęcia patrzenie na sprzymierzeńca jako potencjalnego wroga w przyszłości.

Jak do tego doszło, że plan ataku na sowiety w 1945 roku był aż tak bardzo „nie do pomyślenia”?  Kryptonimy operacji militarnych są zazwyczaj wybierane zupełnie przypadkowo, w tym wypadku trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Unthinkable – czyli „Nie-do-pomyślenia” – zostało wybrane właśnie celowo.  Tylko właściwie dlaczego walka z najgorszym zbrodniarzem II wojny światowej miała być nie do pomyślenia?  Dlaczego ten, który ręka w rękę z Hitlerem rozpoczął wojnę, stał się na koniec „świętą krową”?  Jeszcze w roku 1919 Winston Churchill argumentował za interwencją po stronie sił antybolszewickich w Rosji.  A wówczas przecież krwawe sowiety, otoczone kordonem sanitarnym i kontrrewolucyjnymi siłami rosyjskich generałów, nie prezentowały takiego zagrożenia, jak w ćwierć wieku później, gdy krasnoarmiejcy parli na Berlin.  W swej książce The World Crisis pisał bez ogródek, że Niemcy użyli przeciw Rosji w 1917 roku najbardziej makabrycznej broni z przeczuciem nadchodzącej grozy: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Od Redakcji

Prezentujemy poniżej niezwykły dwugłos o znaczeniu w pierwszym rzędzie historycznym. Ale nie tylko historycznym, gdyż ma on wiele paraleli z przaśną współczesnością, w której przyszło nam żyć. Mariana Zdziechowskiego nie trzeba przedstawiać czytelnikom witryny Wydawnictwa Podziemnego. Zdziechowski był antykomunistą z krwi i kości, jego postawa wobec zarazy bolszewickiej wyrosła na gruncie ogromnej wiedzy i intymnej znajomości Rosji. Wickham Steed nie jest postacią znaną w dzisiejszych czasach, ale w roku 1922 był głośnym i potężnym redaktorem naczelnym londyńskiego The Times. Rzadko się zdarza, żeby redaktor naczelny wyjeżdżał na międzynarodową konferencję jako zwykły korespondent, w tym jednak wypadku konfliktowi z właścicielem Timesa zawdzięczamy serię niezwykłych sprawozdań z Konferencji w Genui pióra znakomitego dziennikarza. Steed nadsyłał codzienne, obszerne korespondencje, a ich zwieńczeniem jest artykuł, którego fragment publikujemy poniżej.

Konferencja w Genui była znaczącym momentem w powojennej historii Europy, gdyż oznacza punkt, w którym sowieckim dyplomatom udało się po raz pierwszy wyrwać reżym bolszewicki z porewolucyjnej izolacji.

Zestawienie korespondencji angielskiego dziennikarza z artykułem napisanym przez polskiego filozofa zaledwie w kilka miesięcy później, nie domaga się żadnych komentarzy. Warto natomiast odnotować, jak szczęsne to były jeszcze czasy, gdy w codziennych gazetach, w miastach tak różnych jak metropolia londyńska i prowincjonalne Wilno, można było czytać trzeźwą analizę rzeczywistości, napisaną przez publicystów najwyższej klasy. Niestety, głosy Mariana Zdziechowskiego i Wickhama Steeda były już wówczas odosobnione w zalewie realizmu i tendencji do ugłaskiwania bolszewików. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Petycja o przywrócenie wolności słowa

Pierwszy rozdział „traktatu-petycji o przywrócenie wolności słowa”, to wojna z Grydzewskim; wojna o osobisty styl, o prawo do licentia poetica.  Mackiewicz wielokrotnie podkreślał swój niesłabnący szacunek dla Grydza osobiście, ale od samego początku współpracy pojawiały się napięcia.  Godził się na cięcia, zmiany i poprawki w swoich tekstach (choć prawdopodobnie nie byłby się zgodził na podobne ingerencje ze strony innych redaktorów), chyba głównie dlatego, że cenił Wiadomości i pragnął w nich publikować, a także „po prostu przez zwykłą życzliwość i głęboki szacunek dla Pana”, jak pisał.  A jednak już w 1949 roku musiał zaprotestować przeciw pisowni słowa „Kraj”: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja